wtorek, 25 sierpnia 2020

W ciągłym napięciu: "Nie ufam już nikomu" K. Muniak



Los nie daje drugiej szansy, decydujemy tylko raz,
a podjęta decyzja kroczy za nami przez całe życie.


Klaudia Muniak, Nie ufam już nikomu, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2020.


Macierzyństwo to wyjątkowy okres w życiu rodziny, a kobiety – w szczególności. Pierwsze dni, tygodnie czy miesiące życia dziecka wymagają od matki (głównie, bo nie zawsze tak bywa) całkowitego przeorganizowania swojej codzienności. Na nieco dalszy plan schodzą relacje z partnerem, na prowadzenie wysuwają się potrzeby niemowlaka. To nigdy nie jest proste, a sprawa znacznie się komplikuje, gdy dorzucimy do tego wora bezsenności, zmęczenia i poczucia zagubienia problemy natury psychicznej.

Nie ufam już nikomu autorstwa Klaudii Muniak to druga z kolei powieść tej pisarki, z którą miałam do czynienia. Psychopata zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie – książkę czytało się świetnie, z oddaniem, o czym pisałam *tutaj* – jednak to najnowsza historia zostanie ze mną na długo, ponieważ wątek psychologiczny ujął mnie bez reszty.

W ciągłym napięciu


Iga powinna być najszczęśliwszą kobietą pod słońcem – właśnie została mamą, ma kochającego, przystojnego i wyposzczonego męża, oddaną przyjaciółkę (taki radosny promyczek)  i pomoc mamy, która jest wybawieniem. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, które towarzyszą jej już od dłuższego czasu. Po porodzie kobieta wznawia leczenie, opierając terapię na najnowszym wynalazku – podskórnym implancie, który dostosowuje podaż leków w zależności od danych uzupełnionych w odpowiedniej aplikacji. Z czasem Iga dostrzega pogorszenie swojego stanu zdrowia psychicznego: miewa halucynacje, nie pamięta niektórych zdarzeń, a rosnący w niej niepokój i poczucie ciągłego zagrożenia sprawiają, że młoda mama zaczyna podejrzewać najbliższych o "najgorsze". Interpretacja obrazów zdecydowanie wymyka się spod kontroli, z czasem kończą się logiczne tłumaczenia.

Czy winę za rodzący się obłęd ponosi wadliwy (dopiero w fazie testów) chip medyczny, a może prawda i źródło problemów młodej matki leżą w zupełnie innym miejscu? Jak wytłumaczyć sobie siniaki znalezione na ciele ukochanego maleństwa, kiedy nie ma się pewności, czy się nie zwariowało? Iga wpada w pułapkę podejrzeń, próbując odeprzeć ataki najbliższych, a przy tym chcąc wierzyć w ich lojalność. Przecież każdy chce czuć się bezpiecznie we własnym domu...

Narodziny obłędu


Nie ufam już nikomu to jedna z tych książek, które przeczytałam na jednym wdechu, kompletnie nie mogąc się od niej oderwać. Powieść wciągnęła mnie już od pierwszych stron, a im głębiej wchodziłam w zaproponowaną przez autorkę historię, im dokładniej przyglądałam się poczynaniom głównej bohaterki, tym mocniej działał na mnie klimat tej opowieści. Wdepnęłam w obłęd naznaczony mrokiem, niepewnością; w ciągłym napięciu, bez chwili wytchnienia. Co najlepsze, próbowałam rozwikłać tę zagadkę, a jednak autorka tak skutecznie (z wyrafinowaniem!) myliła tropy, że w efekcie dałam się oszukać... i to wielokrotnie!  



Książkę można podzielić niejako na dwie części: pierwsza warstwa to wszystko to, co dzieje się w Idze, co jej dotyczy, czego ona doświadcza, z czym musi sobie radzić, natomiast druga płaszczyzna tej opowieści to akcja właściwa – wszelkie te zdarzenia, które wpływają na kobietę (realne czy też nie) oraz właściwy bieg historii z zawiązaniem akcji i spektakularnym finałem! To jednak nie wszystko, bowiem historia podzielona została na dwie płaszczyzny czasowe: teraz i kiedyś – uwielbiam tego typu zabiegi, szczególnie gdy z takiej kombinacji wynika coś więcej, a biorąc pod uwagę rozwój wypadków w Nie ufam już nikomu, oj, dzieje się, dzieje!

Uważam, że ogromną zaletą tej powieści jest kreacja głównej bohaterki. Autorka niemal wciska nas w umysł tej udręczonej kobiety, co rusz zaskakując kolejnymi rewelacjami. Myślę, że to doskonały przykład narodzin obłędu, a połączona z tym stanem bezradność aż zapiera dech w piersi. Pomijając nowoczesną technologię, którą można by uznać za wątek fantastyczny (choć mogę się mylić, bo kto wie, co zdarzy się w niedalekiej przyszłości i jak bardzo zaskoczą nas nowiki medyczne), całość jest tak realistyczna, że aż wstrząsająca, a jednak tak oderwana od rzeczywistości, że niepokoi. Uwierzyłam, zupełnie dałam się wkręcić w to szaleństwo.

Kompozycja jest spójna, zamknięta, a opowieść dopracowana w każdym calu. Akcji towarzyszy reakcja, a narastające napięcie znajduje ujście w zaskakującym finale – zakończeniu, którego nie sposób się domyślić. Ostatnie rozdziały to istna petarda. 

Nie ufam już nikomu to książka, którą pochłania się "za jednym zamachem", lecz nie dlatego, że trąci banałem, absolutnie!, po prostu przez tę opowieść płynie bez wytchnienia. Mnie ta historia urzekła, więc polecam ją Wam z czystym sumieniem.