wtorek, 11 sierpnia 2020

W zaułkach Zakazanego Miasta: "Cyberpunk. Odrodzenie" A. Ziemiański

Cyberpunk
(...) jeśli ma nastąpić cud, to nie należy go oczekiwać w chwili, kiedy jest potrzebny. Cud wydarzy się wyłącznie wtedy, kiedy można coś zepsuć.

Andrzej Ziemiański, Cyberpunk. Odrodzenie, Akurat, Warszawa 2020.

Futurystyczne klimaty kręcą mnie od zawsze. Co prawda raczej unikam produkcji filmowych utrzymanych w podobnym stylu, ale z uwagą przyglądam się wszelkim literackim wariacjom, które w jakiś sposób – być może, bo przecież wszystko jeszcze przed nami – przybliżają nam przyszłość. 

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat miałam okazję sięgnąć po najnowszą powieść autorstwa Andrzeja Ziemiańskiego pt. Cyberpunk. Odrodzenie. Wybrałam się w tę literacką podróż z czystej ciekawości. Czego oczekiwałam? Z pewnością korciło mnie zerknięcie na wizję niedalekiej przyszłości – na to byłam gotowa – ale dostałam znacznie więcej, bo pisarz zdecydował się na połączenie fantastyki z porządnym kryminałem doprawionym, tu i ówdzie, czarnym humorem.


W zaułkach Zakazanego Miasta



W jednym ze strzeżonych laboratoriów dochodzi do tragedii: kobieta zabija z zimną krwią wszystkich, którzy znaleźli się w pomieszczeniu, po czym opuszcza obiekt jakby nigdy nic – z uśmiechem na ustach. Policja doskonale wie, jak do tego doszło i kto jest za rzeźnię odpowiedzialny – nie trudno to odkryć, ponieważ wszystko znajduje się na zapisie z kamery. Sprawa okazuje się jednak bardziej skomplikowana, bowiem do podobnych incydentów dochodzi coraz częściej, ale to właśnie Lani przeżyła, jako jedyna. 

Poszukując morderczyni, policja udaje się do jej siostry bliźniaczki, mając nadzieję, że Alex doprowadzi ich do Lani, której udało się uciec. W rolę "dowodzącego" akcją wciela się były policjant, który cierpi na śmiertelną chorobę zwaną gorączką marsjańską – Shey Scott – wraz z nim czoła tej całej zagmatwanej sprawie stawi Lou Landon – spec od technologii, który nieczęsto wypuszcza się w teren. Okazuje się, że za egzekucjami stoi jakaś gruba ryba, a wszelkie ślady prowadzą do Zakazanego Miasta, w którym aż roi się od gangów, Chińczyków i... technologii.

Być może nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że Alex została cudem odratowana, a w jej głowie umieszczono trochę leciwy i mocno niepewny implant marynarki wojennej, który będzie odtąd siedział w głowie dziewczyny. Czym jest Kit13A i w jaki sposób wpłynie na powodzenie misji? Powiem jedynie, że to niesamowita sztuczna inteligencja z mocno bojowym nastawieniem, która trafiła przypadkiem do głowy kogoś, kogo nie brało się pod uwagę nawet w fazie testów.


Spacer mrocznymi uliczkami



Chyba powinnam zacząć od tego, że książka bardzo mi się podobała, choć początkowo – w trakcie lektury pierwszych rozdziałów – nie bardzo przypadła mi do gustu, nie poczułam ani mięty, ani dreszczyku emocji. Rozumiem, że aby opowieść nabrała rumieńców często potrzeba dobrego wprowadzenia, jednak mnie ono nieco wymęczyło. Szczerze zastanawiałam się, czy nie odpuścić, bo po prostu nie mogłam wkręcić się w zaproponowany przez autora klimat. Powiem Wam, że straciłabym kawał dobrej historii, gdybym się wtedy poddała. 


Powstrzymanie się od wydania osądu, było jedną z lepszych literackich decyzji, które podjęłam w ostatnim czasie. Im głębiej wchodziłam w umysł Alex i im dalej zapuszczałam się w życie Zakazanego Miasta, tym bardziej zaczynało mnie to kręcić. W końcu doszłam do takiego punktu, kiedy to po prostu nie mogłam oderwać się od lektury, musiałam koniecznie dowiedzieć się, w jaki sposób zakończy się ta cała historia.

Urzekły mnie właściwie trzy sprawy: doskonała kreacja bohaterów, świetna budowa świata przedstawionego oraz doskonały, po prostu rewelacyjny implant, który mnie zachwycił. 

Bohaterowie są ciekawi – tego nie można im odmówić. Z jednej strony mam chorowitego gliniarza z czarnym poczuciem humoru i smykałką do robienia interesów tam, gdzie inni boją się w ogóle pojawić. Do tego dochodzi jego partner – taki typ mózgowca-informatyka, który o pracy w terenie nie ma absolutnie zielonego pojęcia, a popełniane przez niego błędy mogą kosztować kogoś życie (akcja z kurtą, zapamiętajcie!). Z drugiej strony jest Lani, o której właściwie nic z początku nie wiem, ale dowiemy się całkiem sporo w finale, oraz jej bliźniaczka Alex – oszustka, która ma w głowie ciało obce.

Z motywem towarzyszącego człowiekowi implantu (sztucznej, uczącej się i dostosowującej do "nosiciela" inteligencji o ciekawych właściwościach) spotkałam się już przy okazji lektury innej książki, jednak wydaje mi się, że w Cyberpunku... wątek ten został obrócony na wszystkie strony, pokazany z niejednej perspektywy i stał się głównym motorem napędowym akcji – mistrzowskie posunięcie, mistrzowskie!

Kusi też obraz Zakazanego Miasta. Uwielbiam takie mroczne plątaniny nafaszerowane nowymi technologiami. Kusi spacer po nieprzychylnych ulicach, by z pewną dozą nieśmiałości przyjrzeć się tutejszym mieszkańcom. Kusi też nieprzejednany świat gangów, które rządzą się swoimi prawami, a co jeden, to lepszy i ciekawszy.

Ciekawy okazał się również wątek kryminalny, choć podejrzewałam, że sprawa będzie na spalonej pozycji: przecież wiadomo kto to zrobił, gdzie i w jaki sposób, więc czym można nas jeszcze zaskoczyć? Okazuje się, że owszem – można. Gdy dołożymy do tego cudowny lek, skomplikowane relacje i pewne genetyczne zawiłości – robi się naprawdę ciekawie.

Cyberpunk. Odrodzenie to bardzo dobra książka, z którą spędzicie wiele ekscytujących chwil. Pamiętajcie, że warto jej dać szansę, nawet gdy początki wydadzą się Wam dość słabe. W tej historii kryje się wiele intrygujących zagrań, zaskakujących zdarzeń i niesamowitych rozwiązań, a wszystko wsparte jest świetnie rozwiniętą technologią. Spacer ulicami Zakazanego Miasta wciąga, historia dwóch bliźniaczek i osobisty dramat policjanta dodają tej opowieści wyraźnego rumieńca. Mnie się podobało – naprawdę dałam się wkręcić w tę futurystyczną przestrzeń.