środa, 7 października 2020

Czasem jedno kłamstwo może zmienić bieg życia : "Omen" D. Seltzer

 


Wydarzenia jakby zmówiły się ze sobą. A wszystko to przecież zapowiedziano już w Księdze Apokalipsy.


David Seltzer, Omen, przeł. L. Haliński, Vesper, Czerwonak 2018.


Zdarza się, że od dłuższego czasu chodzi za mną jakaś książka, ale wciąż mi z nią nie po drodze; a to zawsze znajdzie się ciekawsza lektura, a to nie mogę znaleźć jej w wersji elektronicznej (czytam głównie nocami, więc to dla mnie rozwiązanie idealne), a to po prostu nie mam nastroju – często historia musi poczekać na ten jedyny, odpowiedni moment, by między nami zaiskrzyło. Zdarza się, że taka książka czeka bardzo długo na swoje pięć minut, nieustannie zasilając stos hańby. A potem? Potem pluję sobie w brodę, że tak długo zwlekałam z lekturą.

Omen autorstwa Davida Seltzera to jedna z tych książek, które musiałam zdobyć. Niestety wydawnictwo Vesper nie udostępnia e-booków (ubolewam nad tym niemal przy każdej publikacji, ponieważ uwielbiam ich książki, ale szanuję taką decyzję), więc nie pozostało nic innego, jak po prostu upolować swój egzemplarz. Ten, oczywiście, chwilę musiał odleżeć, bo przecież wciąż brakowało mi czasu (w ciągu dnia), który mogłabym poświęcić na lekturę. I tu z ratunkiem przybył urlop, a wraz z nim chwila wolnego przed zachodem słońca. Przyznaję, że Omen pochłonięty został w niecałe dwie godziny, tak wciągnęła mnie ta opowieść, więc moje zawiłe tłumaczenia okazały się jedynie zbędnymi wymówkami...


Czasem jedno kłamstwo może zmienić bieg życia 

Ona rozpaczliwie pragnie dziecka, jednak kolejne nieudane próby zajścia w ciążę, a potem niesłychanie bolesne ciosy serwowane przez los w postaci poronień, wpędzają ją w pogłębiającą się depresję. On pragnie szczęścia swojej ukochanej żony i jest zdecydowany zrobić wszystko, by znów zobaczyć iskrę radości w jej oku, na przykład skłamać w szalenie ważnej sprawie. 

Kiedy okazuje się, że jego synek zmarł tuż po porodzie, Jeremy dostaje uśmiech od losu: może uznać inne dziecko, którego matka zmarła kilka chwil wcześniej, za swoje. Mężczyzna zgadza się na małe oszustwo, byle tylko jego ukochana była szczęśliwa, nie mówiąc jej o niczym.

Mijają lata, a wraz z nimi narastają niepokój i poczucie pewnej bezradności. Okazuje się, że matczyne emocje płatają figla, nijak nie dając się wyregulować, a wizja radosnego rodzicielstwa zdecydowanie mija się z rozwojem sytuacji. W życiu pary zaczynają dziać się dziwne rzeczy – tragiczne w skutkach historie. Pierwszym, wprowadzającym nas w klimat grozy zdarzeniem, będzie niewątpliwie samobójstwo niani. Zapewniam Was, że sytuacja jest mocno rozwojowa, zatem nie ma tu mowy o nudzie.

Czy mały Damien na pewno jest tym, za kogo biorą go rodzice,  czyli niewinnym szkrabem, który potrzebuje więcej uwagi i bywa po prostu wycofany? Okazuje się, że czasem jedno kłamstwo może zmienić bieg życia, a raczej wielu ludzkich istnień, i choć pewne wyjaśnienia wydają się wręcz nieprawdopodobne, nadchodzi taka chwila, kiedy trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.

Klasyka mi dotąd nieznana

Zaskoczył mnie fakt, że papierowa wersja była sprytnym chwytem marketingowym, który służył promocji filmu. Dlaczego na co dzień nie stosuje się takich działań? Wiadomo, że życie książki jest dość krótkie, ale myślę, że w takim wydaniu, te dwa kanały przekazu historii sprawiają, że żyje ona znacznie dłużej. Zresztą, ta opowieść jest rozchwytywana od blisko pięćdziesięciu lat! i wciąż cieszy kolejnych czytelników/widzów. 

Dodam tylko, że szalenie zaciekawiła mnie wzmianka w posłowiu Mateusza Zimmermana (ciekawy dodatek) dotycząca castingu. Okazuje się, że filmowy Damien został wybrany spośród sporego grona chłopów, mimo iż nie do końca wpisywał się w ramy. Powód był natomiast konkretny: prawie rozszarpał reżysera! 

Omen czyta się zaskakująco szybko, a lektura wcale nie daje nam odczuć, że nie jest pierwszej świeżości. Doskonale sprawdza się tu powiedzonko, że nie tylko nowością czytelnik żyje, bowiem i z tymi nieco starszymi publikacjami można z powodzeniem znaleźć wspólny język. Ja odnalazłam się w tej opowieści bez żadnego problemu. Moim zdaniem to klasyka horroru, której warto poświęcić chwilę, ponieważ można wyciągnąć z lektury wiele dla siebie.

To nie tak, że Omen jest powieścią idealną, bowiem znajdzie się tu wiele elementów, które mogłoby być lepsze. Myślę, że szczególnie denerwujące mogą okazać się dla Was dialogi, które czasem bywają nieco "sztywne". Niewątpliwie autor mógł mocniej wczuć się w swoich bohaterów, by nadać ich charakterom większej głębi, a Damien mógłby częściej zabierać głos. Książka mogłaby też być dłuższa, a dramatycznym chwilom na pewno nie zaszkodziłoby bardziej szczegółowe spojrzenie. To wszystko nie miało jednak dla mnie znaczenia, a wszelkie "niedociągnięcia" wpisałam w klimat tajemniczości.

Podsumowując, mnie Omen zdecydowanie przypadł do gustu. Uległam tajemniczej nastrojowości, chłonęłam kolejne tragedie i, ostatecznie, dałam się zaskoczyć, bowiem takiego finału tej opowieści (przypominam, że nie oglądałam filmu) nie spodziewałam się na pewno. Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam tę przykrótką lekturę na jesienny wieczór – sprawdzi się idealnie, gdy macie ochotę na subtelną dawkę horroru.



Moja ocena