niedziela, 18 października 2020

I jak tu dawkować?: "Trzecia córka" Thomas Arnold

 

W dzisiejszych czasach mamy wiele ciekawych spraw. Problem w tym, że niewiele z nich jest czarno-białe.


Thomas Arnold, Trzecia córka, Vectra, Czerwionka-Leszczyny 2020.



Na polskim rynku książki działają tacy autorzy, po których twórczość sięgam w ciemno, zawsze z przyjemnością. Z pewnością znajomy jest Wam ten proces: z początku obezwładniająca informacja, że pojawi się coś nowego, potem ten niewygodny okres oczekiwania i odliczania dni do premiery, następnie codzienne podchody, polowanie na listonosza i nerwowe zaglądanie do skrzynki... W końcu jednak nadchodzi ten moment, ta dłuższa chwila z lekturą, którą chciałoby się pochłonąć natychmiast, a jednak dla własnego zdrowia psychicznego trzeba ją sobie dawkować, bo w końcu przyjemność warto przeciągać, a nigdy nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna taka okazja. Znacie to?

Taki ciąg emocji, nieustanne wyczekiwanie i niepochamowana radość z lektury towarzyszą mi zawsze przy okazji premier najnowszych powieści Thomasa Arnolda, którego twórczość idealnie wpisuje się w moje czytelnicze gusta. Kiedy dowiedziałam się o Trzeciej córce, od razu wiedziałam, że po prostu muszę ją mieć. Byłam szalenie ciekawa, co tym razem autor zaserwował Czytelnikom. Nie zawiodłam się, jak zawsze.

Zachęcam Was do bliższego poznania Thomasa Arnolda, który zaskakuje na każdym kroku.


Wywiad "Autorski Przysłówek" znajdziecie => TUTAJ.

Enigma do entej

Niektóre sprawy są bardziej skomplikowane od innych. Do takich możemy z pewnością zaliczyć tę, z którą musieli się zmierzyć nasi detektywi – ona z wydziału osób zaginionych i on z wydziału zabójstw. Warto przy tym zaznaczyć, że tych dwoje zupełnie nie potrafi znaleźć wspólnego języka, a przed nimi daleka droga i wiele niewiadomych.

Przejdźmy do sedna, otóż: mamy ciemną noc ubraną w deszczową aurę. Starsze małżeństwo – on wybuchowy (świetna kreacja!), ona spokojna i wyrozumiała – siedzi sobie spokojnie w domku na uboczu, kiedy nagle do ich uszu docierają jakieś dźwięki – na podwórku z pewnością znów grasują gówniarze, którzy często zapuszczają się w tę okolicy, by pobaraszkować albo po prostu poszwendać się. Pan domu jednak należy do wyjątkowych twardzieli, więc łatwo nie będzie – łatwo dla zaginionej duszyczki, rzecz jasna.

Uciekając, nie patrzyła po nogi, nie zwracała uwagi na rany i w gruncie rzeczy ledwo dotarła do drogi. Czy to dobry wybór? Niekoniecznie, bo ledwie uniknęła śmierci pod kołami przejeżdżającego samochodu. Kiedy trafiła do szpitala, okazało się, że dziewczyna nie będzie współpracować, a porozmawia jedynie z Gregiem Ruckerem (to ten od zabójstw) – dodajmy tu, że mężczyzna w ogóle jej nie kojarzy, a jednak decyduje się na to spotkanie. I w tym momencie, moi Drodzy, ta historia zacznie się mocno komplikować. 

Okazuje się, że nic nie jest oczywiste, a każdy kolejny trop, każde następne zdarzenie to naszpikowane tajemnicą i niedomówieniami bagno, w które łatwo wdepnąć, ale cholernie trudno się z niego wydostać.

I jak tu dawkować?

Tej książki nie da się czytać – Trzecią córkę połyka się w całości. To powieść, która intryguje już od pierwszych stron, a kolejne rewelacje podrzucane przez autora nie pozwalają się od niej oderwać. Niby chciałoby się zrobić przerwę, by wydłużyć przyjemność płynącą z lektury, ale to graniczy z cudem. Tu wciąż coś się dzieje, a kolejne wychodzące na jaw informacje sprawiają, że od razu chcemy poznać zakończenie historii. O co w tym właściwie chodzi? Dokąd nas to wszystko zaprowadzi? Kto tu jest tak naprawdę dobrym a kto złym charakterem? Te i inne pytania będą nieustannie towarzyszyć Wam w trakcie tej literackiej przeprawy.

Akcja powieści znów została umiejscowiona nie w Polsce, ale daleko stąd. To chyba jeden z takich znaków rozpoznawczych autora, który bez problemu radzi sobie z umiejscowieniem zdarzeń poza granicami naszego kraju. Na uwagę zasługuje tu dokładne wprowadzenie w klimat tamtych miejsc, które szybko stają nam się bliskie. Już po paru chwilach odniesiecie wrażenie, że doskonale odnajdujecie się w sytuacji. To jednak nie miejsce akcji zasługuje tu na największą uwagę.

Co zatem zachwyca najmocniej? W moim odczuciu najlepszy okazał się czarny humor i wyjątkowy sposób toczenia dialogów między parą detektywów – świetne, zabawne, niezapomniane odzywki okraszone olbrzymią dawką sarkazmu, z przekąsem. Dla mnie rewelacja, szczególnie w połączeniu z kolejnymi zdarzeniami. 

Na uwagę zasługują również kreacje bohaterów. Każda postać jest w jakiś sposób szczególna, ulepiona z innej gliny, charakterna lub po prostu charakterystyczna. Nie ma tu mowy o miałkości czy bylejakości. Do moich ulubieńców należy uparty staruszek – uwielbiam takich narwanych upierdliców. Poza tym główna bohaterka jest jedną z tych, które zawsze pchają się w kłopoty – tam, gdzie coś się dzieje, zawsze zjawi się Jade Reflin (ta z wydziału osób zaginionych), która swoje musi oberwać. Zresztą, kiedy zaczniecie czytać, zrozumiecie, o co mi chodzi.

Powiem Wam, że ta książka jest niczym bagno, ponieważ wciąga i jest praktycznie "nieodkładalna". Próbowałam dawkować sobie kolejne rozdziały, spowalniać nieco ten proces pochłania zdania po zdaniu, ale polegałam, zupełnie. Wdepnęłam na dobre. Nie będę Was przestrzegać przed wdepnięciem, wręcz przeciwnie – zachęcam do pełnego zanurzenia. Trzecia córka to jedna z tych opowieści, które doskonale sprawdzą się właśnie teraz, kiedy noce chłodne i deszczowe. Polecam z czystym sumieniem, a sama mam nadzieję, że autor zdecyduje się na kontynuację tej historii, ponieważ z żalem rozstawałam się z jej bohaterami.



Moja ocena