wtorek, 24 listopada 2020

Nie da się przeżyć życia perfekcyjnie: "Paradoks" A. Urbanowicz


Czasem światło jest gorsze od ciemności, bo możesz zobaczyć coś,
czego nie chcesz i nie powinieneś widzieć.


Artur Urbanowicz, Paradoks, Vesper, Czerwonak 2020.




Jak tam Wasz stosunek do perfekcjonizmu? Ja jestem od tego bardzo daleka; nie zrozumcie mnie jednak źle: daję z siebie wszystko, owszem, ale biorę też pod uwagę ewentualność, że coś może nie pójść po mojej myśli i bardziej cenię sobie spontaniczność wespół z kontrolowanym chaosem niż ład i chorobliwy porządek. Odpuszczam sobie, nie brnę na maksa, za wszelką cenę, po trupach.

Czy może przeżyć życie perfekcyjnie? Czy istnieje taka opcja, by być idealnym; jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy absolutnie każdy jego aspekt "ustawili" tak, by wszystko było zapięte na ostatni guzik – od wielorazowego sprawdzania adresu na kopercie, przez wykonywanie czynności toaletowych w odpowiedniej, według nas najwłaściwszej kolejności, po zaplanowanie przyszłości w najmniejszych szczegółach? 

Jeśli szukacie odpowiedzi, takiego know-how, z pomocą przybywa Artur Urbanowicz, który w swoim Paradoksie pokaże, jak daleko w perfekcjonizmie może posunąć człowiek i dokąd to wszystko może prowadzić. Autor w mistrzowski sposób przedstawi nam bohatera, który nieco zagubił się w tym swoim poukładanym świecie. Historia utrzymana jest w konwencji thrillera psychologicznego ze sporą domieszką horroru, ale też z odrobiną science-fiction. Mam szczerą nadzieję, że jesteście gotowi na taką mieszkankę, ponieważ to już czas, by liznąć odrobinę paradoksu.

Dodam, że walczyłam o tę książkę jak lwica! Kupiłam ją trzykrotnie i dopiero za tym trzecim razem egzemplarz trafił do mnie w stanie nienaruszonym, a wszystkie płatności się zaksięgowały. Sporo nerwów mnie to kosztowało, ale warto było na nią czekać. 


Nie da się przeżyć życia perfekcyjnie


Maks Okrągły studiuje nauki ścisłe – matematyka tak mocno wżarła się w jego umysł, że zawładnęła każdym aspektem życia tego młodego człowieka. Student stawia na najwyższą wydajność, skrajną efektywność, a wszystko przy minimalnym nakładzie czasu – nie marnuje ani chwili na rzeczy, które są według niego zbędne, bezsensowne i niewarte uwagi. Tym sposobem rezygnuje na przykład z budowania relacji z ludźmi, bo raz, że szkoda mu na to czasu, który może poświęcić na utrzymanie bardzo wysokiej średniej, a dwa – Maks nie może znieść ich marnotrawstwa czasu, zajmowania się nonsensem i braku myślenia o przyszłości, traktując to jako czystą głupotę. Najbardziej znamienne jest jednak to, że osobą, którą gardzi najbardziej, jest on sam.

Perfekcjonizm to ciężka, zatruwająca życie choroba. Maks zaczyna w końcu gubić się w tej swojej na pozór poukładanej codzienności – ogólnie mówiąc, zaczyna trochę świrować. Młody mężczyzna nie potrafi pogodzić się z porażkami, więc, aby jakoś odreagować swoje niepowodzenia, zaczyna się karać: dotkliwie samookalecza się.


Wiadomo, że nie jesteśmy w stanie zaplanować wszystkiego, nie możemy przewidzieć każdej ewentualności, co prowadzi do porażek – te wywołują wściekłość. Niemożność pogodzenia się z nimi zaprowadzi jednak naszego bohatera o wiele dalej. Z czasem w jego umyśle zaczną pojawiać się porażające wizje, a granica między rzeczywistością a snem (bądź też wymysłem jego chorego umysłu) zaczyna się niebezpiecznie zacierać. Czy Maks poradzi sobie z chaosem, który wkradł się w jego życie? 


Stabilizacja potrzebna na wczoraj!



Paradoks nieco różni się od poprzednich powieści autora; myślę, że ta historia jest dojrzalsza od poprzednich, idealnie skomponowana i totalnie zatrważająca. Nie oznacza to, że wcześniejsze dzieła Urbanowicza były gorsze (absolutnie!), po prostu tu widać ten doszlifowany warsztat, nieskrępowaną niczym wyobraźnię (autor zdecydowanie zaszalał), mnogość przeplatających się wątków i – co najlepsze – świetną kreację głównego bohatera, dopracowaną pod każdym względem. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w tej historii znajdą się pewne nawiązania do poprzedniej książki (z pewnością je odczytacie).






 
Paradoks to opasłe tomisko, które jednak absolutnie się nie nudzi. Historia jest zaskakująca już na dzień dobry, a im dalej posuwamy się w fabule, tym większa towarzyszy nam niepewność. Prawdę mówiąc, są takie chwile, gdy nie wiemy, czy na pewno udało nam się nie stracić z pola widzenia tego, co powinniśmy mieć na oku. Wielokrotnie czułam się zbita z tropu, ale w chwili, gdy doszłam do pewnego fragmentu, wszystko stało się dla mnie jasne (przyznaję, że pomogły też ilustracje). Poczułam bezpieczny grunt pod nogami i mogłam już ze spokojem śledzić poczynania głównego bohatera. Bardzo lubię czytelnicze rozchwianie, ale wydaje mi się, że pewna stabilizacja była tu potrzebna... a jednak takiego rozwiązania się nie spodziewałam. Finał tej historii jest zaskakujący, pozytywnie intrygujący.

Ostatnio skupiam się na najmocniejszych stronach czytanych przeze mnie powieści, więc i tym razem pokuszę o ich wskazanie. W Paradoksie zachwyca przede wszystkim klimat, który towarzyszy początkowym rozdziałom (no, mniej więcej połowie tej historii). Duszny, mroczny, porażający jak wizje Maksa, do tego wywołujący niepokój, zmuszający do refleksji. Potem ta uciskająca niewygoda trochę zelżeje. Kolejnym elementem, o którym wspomniałam już wcześniej, jest mistrzowska kreacja głównego bohatera. Szalenie podobał mi się ten typ – do bólu praktyczny cham, bardzo wyrazisty i, co ważne, jest spójny – tu nie ma przypadkowych ruchów, przesadzonych gestów i zachowań – w punkt. Wszystko w nim jest idealnie dopasowane; Maks składa się z samych konkretów. 

Opowieść jest mocno zagmatwana. Nie wiemy, o co może tu chodzić – to taka wysokiej jakości zagadka, która nie daje nam spokoju. Pragniemy poznać rozwiązanie, a jednak nieco się obawiamy, bo nie wiemy, czy spełni ono nasze oczekiwania. Być może wielu z Was taki "myk" rozczaruje – moim zdaniem wpasował się idealnie! – a część będzie zachwycona. Ciekawa jestem, jak Wy podeszliście/podejdziecie do takich zawirowań.
 
Ostatnie strony zajmuje Posłowie. Tu autor zaznacza, że jeśli lubimy sami ułożyć sobie historię w głowie i nie lubimy, gdy wszystko podaje się na tacy (gdy pisarz tłumaczy, co miał myśli), to z powodzeniem możemy ten fragment ominąć. Wydaje mi się, że jednak warto pochylić się nad tym wyjaśnieniem, ponieważ można skonfrontować swoje wyobrażenie o tej powieści z tym, jak co to miało oznaczać. Powiem Wam jednak, że nie ma tu właściwej odpowiedzi, brak jednego, konkretnego wytłumaczenia, ponieważ Paradoks jest historią wielowymiarową i nieoczywistą. No i spore wrażenie robi takie dość osobiste wyznanie Urbanowicza – kupił mnie tą szczerością. Takie podsumowania lubię.


Autor pisał, by się dzielić, to się dzielę. Zerknijcie koniecznie, bo pod tym kodem ukryła się pewna nietuzinkowa niespodzianka. 

Mam nadzieję, że zaciekawiła Was ta opowieść. Myślę, że fani Artura Urbanowicza będą zachwyceni – powieść wciąż utrzymana jest we właściwym pisarzowi stylu, choć zobaczymy tu nieco inną odsłonę jego twórczości – to zajmująca historia, z którą trudno się rozstać (ja połknęłam w dwa wieczory, bo aż żal było mi ją odłożyć). Książka warta uwagi.