piątek, 26 lutego 2021

Czasem lepiej nie wiedzieć?: "W błogiej nieświadomości" JP Delaney

 


Ta wasza sytuacja jest trochę jak spór o to, co kształtuje naszą osobowość: geny czy wychowanie (...)


JP Delaney, W błogiej nieświadomości, przeł. A. Dobrzańska, Otwarte, Kraków 2021.

Nigdy nie wiemy, w jakiej intrydze możemy ogrywać główną rolę, ponieważ wiele tajemnic nigdy nie ujrzało światła dziennego. Skąd zatem mamy pewność, że stabilizacja, którą udało się wypracować przez lata, nie jest zagrożona? Być może właśnie w tej chwili, gdzieś poza nami, toczy się wielka gra o wszystko, a nam dane będzie poznać jedynie jej ostateczny wynik? Chcielibyście poznać ogromny sekret – taki naprawdę ważny – który rzuciłby zupełnie nowe światło na Waszą codzienność, czy jednak wolelibyście trwać w błogiej nieświadomości i cieszyć się tym, co macie?

Dziś kilka słów na temat najnowszej powieści JP Delaneya pt. W błogiej nieświadomości. To już czwarta książka autora, z którą miałam do czynienia, a po którą sięgnęłam bez zastanowienia, ponieważ poprzednie historie wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie mogło być inaczej – ten thriller musiał zagrzać miejsce w mojej biblioteczce. 


Czasem lepiej nie wiedzieć?

Zastanawialiście się kiedyś, jak potoczyłoby się Wasze życie, jacy byście byli, gdybyście trafili do innej rodziny? Spróbujcie odpowiedzieć na pytanie: czy ważniejsza jest mieszanka genów przekazana dziecku przez rodziców, czy jednak największy wpływ na naszą osobowość ma wychowanie? Myślę, że to temat ciekawy do rozważań (pochodzenie czy wpływ środowiska), ale przyznaję, że w życiu nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji w rzeczywistości, choć wiem, że i takie się trafiają. 

Z podobnym dylematem, choć o wiele bardziej złożonym, musieli zmierzyć się bohaterowie, którzy dowiedzieli się, że ich dziecko tak naprawdę nie należy do nich, a rodzony syn znalazł miejsce w innym domu. Wyobrażacie to sobie? Wczujcie się w temat: na progu Waszego domu staje czarujący mężczyzna, który oświadcza, że wychowujecie jego dziecko i, co ważne, ma na to niepodważalne dowody! Tak, zgadza się, synek, który od dwóch lat jest Waszym oczkiem w głowie, tak naprawdę należy do kogoś innego, natomiast istnieje istotka, której dawno temu daliście życie.

Taka sytuacja rodzi ogrom sprzecznych emocji i stawia rodziny w bardzo niewygodnym położeniu. Pojawia się pytanie: czy lepiej zostawić wszystko, jak było, czy przywrócić dzieci ich biologicznym rodzicom? Sprawa nie jest wcale prosta ani nawet oczywista i żadne wyjście nie wydaje się odpowiednie. Choć początkowo rodziny trzymają wspólny front, z czasem okazuje się, że ich wizje nieco się mijają.

Sytuacja robi się coraz bardziej dramatyczna, gdy okazuje się, że każdy z bohaterów ma swoje sekrety, a te mogą mieć ogromne znaczenie dla rozwoju sytuacji. Tajemnice, nawet te malutkie i z pozoru niegroźne, nigdy nie powinny wyjść na jaw, ponieważ nigdy nie wiemy, w jaki sposób ktoś wykorzysta je przeciwko nam. 


Emocjonalna rozgrywka

W błogiej nieświadomości to raczej dramat rodzinny z elementami wyrachowanej gry niż thriller w czystej postaci. Część wątków jest grubymi nićmi szyta, nie wszystko znalazło tu satysfakcjonujące wyjaśnienie (szczególnie osoba Maddie), lecz mimo wszystko książkę czyta się z ogromną przyjemnością – po prostu wciąga. Trudno nie śledzić losów tych dwóch rodzin, a przy tym nie zastanawiać się nad problemami, z którymi muszą się zmierzyć – i tymi wewnętrznymi (każdy ma swoją historię), i tymi, które "atakują" z zewnątrz.

Na uwagę zasługują liczne zwroty akcji i nieustające poczucie zagrożenia, które pojawia się niespodziewanie, by kłaść się cieniem na życiu głównych bohaterów, wciąż im towarzysząc. Można się zastanawiać, kto, jak i dlaczego, ale myślę, że szybko dojdziecie do właściwych wniosków i prawdopodobnie zakończenie (choć mocne i dobre) nie będzie dla Was większym zaskoczeniem.

Książka składa się z wielu dość krótkich rozdziałów – o swoich przeżyciach, podejrzeniach i wspomnieniach opowiadają nam Pete (tata na pełny etat) i Maddie, ale wśród ich wywodów znajdą się też wtrącenia z przesłuchań, wyrywki ze skrzynki mailowej czy SMS-y oraz akta sprawy. To ciekawe przerywniki, które pozwalają nam mocno wczuć się w klimat.

W błogiej nieświadomości to dobra powieść – może nie powala, ale daje sporo tematów do przemyślenia i pokazuje, jak nawet niewinne działania mogą wpłynąć na odbiór naszej osoby. Poza tym – co dla mnie okazało się tu najważniejsze – poruszono temat rodzicielskiej miłości, która została wystawiona na ciężką próbę. Trudno ocenić postępowanie bohaterów, biorąc pod uwagę tę nietypową intrygę, w której przyszło im się odnaleźć. Można poczytać (a wchodzi szybko i bezproblemowo) i wyciągnąć z tej historii wiele dobrego dla siebie.