środa, 10 lutego 2021

Gorzka prawda o nas?: "Wszyscy muszą zginąć" M. Moss



Są w życiu takie chwile, gdy człowieka ogarnia paraliżujący niepokój. Zwykle wiąże się on ze świadomością, że rzeczywistość, która dotychczas wydawała nam się znajoma i przewidywalna, nagle okazuje się kompletnie obca. Zaczynamy zadawać sobie pytania: kim tak naprawdę jesteśmy i kim są ludzie, których myśleliśmy, że znamy?


Marcel Moss, Wszyscy muszą zginąć, t.2, Filia, Poznań 2021.

W tym miejscu powinien znaleźć się błyskotliwy wstęp, jednak pierwszy raz nie wiem, od czego zacząć, ponieważ wszystkie myśli wydają się nie na miejscu. Nie mogę znaleźć dla nich odpowiedniej szufladki, przykleić konkretnej etykiety, ponieważ one nie dają się trzymać ich w izolacji i właściwie dlatego są tak okrutnie trudne do zniesienia. Czasem uporządkowanie wątków zajmuje dłuższą chwilę...

Na początku każdego wpisu staram się przyłożyć to, co wyciągnęłam z przeczytanej historii do otaczającej mnie rzeczywistości. Jednak tym razem jest inaczej – nie dałam rady tego wszystkiego przyrównać. To bolesne. Długo zastanawiałam się, jak ugryźć temat, wokół którego będziemy się dziś kręcić, ale powieść porusza tak wiele ważnych spraw, że właściwie nie sposób wybrać, która z nich zasługuje na większą niż pozostałe uwagę. Wszystko ma tu znaczenie, każdy z elementów jest szalenie ważny, a połączone tworzą to, z czym mam dziś największy problem, co leży mi na żołądku – smutny obraz naszego społeczeństwa.

Nadszedł czas na najnowszą powieść autorstwa Marcela Mossa, której, prawdę mówiąc, tytuł nie wyróżnia wcale i właściwie niewiele zdradza: Wszyscy muszą zginąć. Pierwsza myśl? Toż to musi być krwisty kryminał, bo przecież tu zawsze ktoś (wybrana grupa ktosiów) został wytypowany, by pożegnać się ze światem. Do lektury podeszłam, że tak powiem, pełna niepewności, chociaż z nadzieją. Książki Mossa biorę w ciemno, więc jakoś szczególnie nie zatapiałam się w opis fabuły i nie śledziłam zapowiedzi – wiedziałam, że i tak będzie moja!

Gorzka prawda o Polsce?

Wigilijny apel zakończył się katastrofą. Ściany sali gimnastycznej spływają krwią, parkiet znaczą strzępy rozerwanych przez granaty ciał licealistów i nauczycieli Freuda. Zamaskowani zbrodniarze oddają strzały do pozostałych przy życiu uczniów. Szkolne korytarze pochłonął chaos.

Jednym ze sprawców jest Błażej, który po przeprowadzeniu zamachu na kolegów popełnia samobójstwo, stojąc oko w oko ze swoją najlepszą przyjaciółką, Kają. Dziewczyna uchodzi z życiem, lekko postrzelona, ponieważ chłopak ją oszczędził.

Dlaczego musiało dojść do takiej tragedii? Gdzie popełniono błąd? Kto jest za to odpowiedzialny i czy można było zapobiec tej jatce na niewinnych? Pytań pojawia się coraz więcej, natomiast znikąd odpowiedzi... Nawet Kaja nie pojęcia, dlaczego jej przyjaciel, którego zawsze miała za dobrego człowieka, dopuścił się takiego okrucieństwa. Czy na pewno znamy tych, którzy są nam bliscy?

Z początku wszyscy współczują Kai, nazywając ją Cudowną Dziewczyną, która podjęła bardzo odważne kroki, by zatrzymać zamachowca. Z czasem cała sytuacja ulega diametralnej zmianie, a wybawicielka została okrzyknięta przez media współwinną tej masakrycznej zbrodni. Internetowy hejt determinuje każdy aspekt jej życia, każdego dnia zalewa ją fala jadu, a dziewczyna nie wie już, kto tak naprawdę stoi po jej stronie i czy może komukolwiek zaufać. 

Z internetem jest jak z życiem. Rzadko mówimy na głos to, co naprawdę myślimy.
Wolimy ranić innych.



Czyny Błażeja rzucają niekorzystne światło nie tylko na najlepszą przyjaciółkę, ale też na jego rodzinę. Czy wpływowy biznesmen (ojciec chłopaka) i jego władczy brat (powiązany z nacjonalistami brutal) mają coś wspólnego z nagonkę na licealistkę? Dziewczyna szczerze wierzy, że komuś zależy na tym, by ją pogrążyć, a tylko kwestią czasu jest dotarcie do tego, kto niszczy jej życie.

W międzyczasie oderwiemy się odrobinę od tej ponurej codzienności i odbędziemy podróż po pełnym życia świecie Thunderworld; podejmiemy grę, której Błażej poświęcił ostatnie miesiące swojego istnienia, rezygnując niemal zupełnie z kontaktów z rzeczywistym światem. 

Ta chwila, gdy nie możesz uwierzyć

Ta chwila, gdy nie możesz uwierzyć, że to wszystko dzieje się wokół, jest nie do zniesienia. Naprawdę. Wyszło na to, że Wszyscy muszą zginąć to nie jakiś tam krwawy kryminał (choć zaczyna się mocnym pierdzielnięciem), ale coś zdecydowanie bardziej złożonego i przerażającego. To świetny thriller, który nie pozwala o sobie zapomnieć, przez który przejdziemy z bólem, smutkiem i niedającym się wykorzenić niepokojem.

Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta: autor jest doskonałym obserwatorem rzeczywistości, a wszystkiemu temu, co zjada nas na co dzień od środka, nadał konkretnego, niebanalnego kształtu. Moss zmusza nas do patrzenia, myślenia i przeżywania tego, przed czym staramy się uciekać. Nie posługuje się krwawymi epitetami, a mimo tego każda ze scen odbija się nam czkawką i spędza sen z powiek – to dramatyczny obraz naszego świata pozbawionego tolerancji, wypaczonego przez radykalizm i niezdrowe ambicje, ociekającego hejtem i wreszcie takiego, gdzie nikt, ale to absolutnie nikt nie może czuć się bezpiecznie, nie może być sobą...

Powiem Wam, że niesamowicie poruszył mnie szczególnie jeden z wątków, który – czego zwykle po nim oczekujemy – powinien budzić tylko ciepło i wyzwalać pozytywne emocje. Tymczasem Moss wszystko zepsuł!, depcząc to, co uważamy za świętość – obnażając przyjaźń, miłość, człowieczeństwo. Płakałam. Odrywałam oczy od testu. Odkładałam książkę na bok, by ochłonąć i zebrać myśli, by choć przez chwilę uwierzyć, że jeszcze może być inaczej, że nasz świat nie zmierza tam, gdzie zobaczył go autor. Czy naprawdę jest już za późno?

W dzisiejszych czasach wszystko kręci się wokół internetu. Niektóre badania wykazują, że w ciągu roku człowiek spędza w sieci ponad sto dni. Świat online już dawno stał się dla nas tak samo istotny jak ten poza grą.

Uwielbiam te dane, które są już chyba znakiem szczególnym powieści Marcela Mossa. Niby kilka słów, niby wiemy i widzimy, co dzieje się wokół nas, a jednak... Gdy trafiamy na coś takiego, nagle zaczynamy drążyć temat, przykładając go do siebie, swojej rodziny, bliższych i dalszych znajomych. To jednak nie koniec! Machina ruszyła, myśli kołują... Zastanawiamy się nad kondycją całego społeczeństwa, roztrząsamy problem globalnie i dochodzimy do smutnych wniosków. Lepiej było nie wiedzieć?

Wszyscy muszą zginąć to bardzo dobra powieść, która zaskakuje między innymi tym, że zaskakuje. Nie spodziewamy się tego, jaki kierunek obierze ta historia, co znajdziemy w środku i jak wpłyną na nas te wszystkie informacje. Nie wiemy, jak zareagujemy na działania bohaterów, bo nasz stosunek do nich zmienia się niemal z każdą pochłoniętą stroną. Dajemy się zaskoczyć w finale i zastanawiamy się, jak to się mogło stać, że na nie przewidzieliśmy takiego zakończenia, choć przecież początek był (a może koniec?) był nam doskonale znany.

Nie mam nic więcej do dodania, ponieważ – jak wspomniałam na początku – pewne myśli wciąż proszą się o uporządkowanie i przetrawienie. Długo i boleśnie będę trawić tę historię. Mocna rzecz.