środa, 17 lutego 2021

Najbardziej porąbana historia, jaką czytałam: "Małpi szał" C. Mellick III




Nigdy nie mów nigdy.


Carlton Mellick III, Małpi szał, przeł. T. Kotowski, Dom Horroru, Wrocław 2020. 

W trakcie czytania zawsze zaznaczam cytaty. Kiedy siadam do recenzji, wybieram spośród wybranych ciągów słów te, które w jakiś sposób oddają klimat książki albo po prostu są wartościowe i warto poświęcić im dłuższą chwilę. Rzadko zdarzy się, że nie wyłuskam z tekstu choćby jednego reprezentatywnego cytatu, którym chciałabym się podzielić, umieszczając go pod zdjęciem. A jednak, bywa i tak, że czasem trudno jest się na cokolwiek zdecydować. Podsumowując tę mikrorozkminę, postawiłam po prostu na jedno z niewielu zdań o mocno neutralnym wydźwięku, które nie zdradza absolutnie niczego.

Tak było w przypadku Małpiego szału autorstwa Carltona Mellicka III, o którym miałam okazję Wam wspomnieć przy okazji recenzji Nawiedzonej waginy *recenzja*. Wiecie, myślałam, że po tamtej historii już niewiele będzie mnie w stanie zadziwić, ale, jak się szybko okazało, byłam w ogromnym błędzie! Co prawda wiedziałam, na co mniej więcej się porywam, aczkolwiek absolutnie nie spodziewałam się tego, co w środku zastanę. Dawno nie czytałam tak popieprzonej książki!

Przypomnijmy: Mellick III tworzy w zgodzie z założeniami ruchu Bizarro fiction, który charakteryzują absurd, satyra i groteska, a wszystko w popsurrealistycznym klimacie. Jeśli można stwierdzić, że Małpi szał wpisuje się w cokolwiek i daje się w jakimkolwiek stopniu sklasyfikować, to będą to właśnie te założenia.


Beztroska imprezka w leśnej chatce

Sześcioro nastolatków – trzy cheerleaderki (dwie szalenie popularne i jedna, która ostatnio nieco się izoluje) oraz trzech sportowców (same ciacha ze szkolnej drużyny futbolowej) – szykują się do wielkiej imprezy. Jason odziedziczył po dziadku chatkę na końcu świata w urokliwym zakątku, nieopodal lasu, w głuszy, więc nie trzeba było długo czekać, by narodził się pomysł zorganizowania w tym miejscu małej rozpusty. Młodzi nastawiają się na weekend pełen alkoholu, beztroskiej zabawy i niesamowitego seksu.

Dzieciaki  nie spodziewają się, że ich plany diametralnie ulegną zmianie i zamiast cieszyć się nieskrępowaną swobodą, przyjdzie im stanąć do walki na śmierć i życie. Młodzi będą musieli zmierzyć się z żywą legendą – niesamowicie zniekształconym, zmutowanym i żądnym krwi potworem, który wcale nie ułatwia im zadania i nie daje się zabić. O Buddym – homarowym chłopcu – nastolatkowie dowiadują się już wcześniej, ponieważ właściciel chatki z przyjemnością raczy ich opowieściami o duchach, ale... cóż, kiedy przyjdzie im spotkać się z tą maszkarą, historia nabierze zupełnie nowego, realnego kształtu.

Tani horror klasy B

Małpi szał to jedna z tych książek, do której nie powinno się zachęcać nikogo – co się przeczyta, tego nie da się już "odzobaczyć", a te wszystkie obrazy sączą się po prostu w człowieka, na co niewątpliwie ma wpływ plastyczność opisów. Jednak nie to jest najważniejsze, bo wiecie, można z niebywałą starannością malować słowem szum wiatru buszującego pośród wierzchołków drzew czy mieniące się rosą barwne płatki kwiatów, a tu? Mellick III oddaje w ręce czytelnika mocno wynaturzone sceny, które bywają tak obrzydliwe, że trudno oderwać od nich wzrok. Naprawdę, nie przesadzam, to wyjątkowo paskudna opowieść, która opiera się licznych dewiacjach, ocieka brunatną posoką, mocno cuchnie i dochodzi do tak zaawansowanego poziomu absurdu, że aż wprawia w konsternację. Małpi szał jest właściwie tak szaloną historią, że nie mieści się w żadne ramy. Myślę, że nie czytaliście niczego podobnego (mylę się?).

Wraz każdym kolejnym zdaniem budzi się w nas potrzeba zamknięcia tej książki, a jednak... jest w niej coś, co sprawia, że trudno ją odłożyć. Sytuacje, do których dochodzi, są pełne abstrakcyjnej ohydy – nie może być tu mowy o żadnym balansowaniu na granicy dobrego smaku – absolutnie! – wchodzimy głęboko w to szaleństwo, bez żadnej taryfy ulgowej. I kiedy myślimy, że już nic nas nie zaskoczy, autor posuwa się krok dalej, odkrywając przed nami kolejne rewelacje.

To, co kontrowersyjne z czasem przemija i czytelnik dostrzega wtedy kryjącą się pod płaszczykiem kontrowersji ciekawą historię.

Mellick III (wstęp) 

Czy znajdziemy w tej opowieści jedynie kontrowersyjne treści? Bez zastanowienia powiem, że TAK! Właściwie wszystko, co otrzymamy, będzie robić na nas piorunujące, odrażające wrażenie – na pewno nie można odmówić autorowi nietuzinkowego podejścia do tematu i szalonej wyobraźni (nie wiem, jak można w ogóle wpaść na taki pomysł...). Myślę jednak, że warto po prostu wejść w tę opowieść, spodziewając się wszystkiego i... dać się porwać. Trzeba jednak liczyć się z tym, że dotkniemy absurdu w czystej postaci.

Bohaterowie są na pewno jacyś. Z początku dowiadujemy się o nich naprawdę niewiele – dostajemy tylko niezbędne nam do szczęścia informacje – ot, popularne dzieciaki chcą się zabawić, a że trafiła się okazja do imprezowania, to korzystają. Wynajmują vana i popijając piwko, jadą ku siedlisku rozkoszy. Nic w tym niezwykłego. Dopiero kolejne rozdziały (książka podzielona jest na kilka krótszych części) podkręcają atmosferę, bowiem okazuje się, że każde z nich ukrywa jakiś niecodzienny sekret. Bardzo chciałabym zdradzić, czym każde z nich zasłynęło, ale nie mam zamiaru odbierać Wam tych szokujących doznań.

Wszechwiedzący narrator z lekkością prowadzi nas ku nieznanemu. Dostajemy konkretny opis miejsca akcji (bez żadnych zbędnych upiększeń) oraz hardcorowe obrazy masakry. Warto tu dodać, że dialogi nie są wymagające czy mocno rozwinięte, więc idealnie wpisują się w tło, a przy tym czasem sprawiają, że człowiek się uśmiechnie – taki to poziom absurdu zaserwował nam autor. 

Małpi szał pozwolił mi się zresetować. Zupełnie nie identyfikowałam się z nastolatkami (nawet ich nie polubiłam!), kompletnie im nie współczułam i praktycznie wcale ich nie osądzałam, bo trudno tu o jakąkolwiek analizę zachowania (lepiej tego nie robić, dla własnego dobra psychicznego). Po prostu przyglądałam się z rosnącym zainteresowaniem (co autor jeszcze dowali?) tej przygodzie. Czy to było bez sensu? Nie, chyba nie. Czytanie tej książki było jak oglądanie durnowatego horroru, który wyłącza myślenie (od razu wróciłam wspomnieniem do chyba najgłupszego, z jakim zdarzyło mi się spotkać, a były to Zombiebobry). Myślę jednak, że w tym całym szaleństwie jest metoda – historia, odejmując te wszystkie szokujące i ohydne praktyki, jest logiczna; tu wszystko elegancko się w finale zazębia.

Małpi szał nie jest tak idiotyczny, jak chciałem. Mówiąc wprost, jest zdrowo pojebany. Nie planowałem napisać czegoś tak popierdolonego, ale mam wrażenie, że historia wymknęła się spod kontroli i w pewnym momencie zaczęła iść swoim torem.

Autor zaznacza we wstępie, że nie da się wszystkim dogodzić, więc teraz pisze po prostu dla siebie. I to podejście bardzo mi się podoba. Co prawda, niewielu wydawców decyduje się na wydanie książek Mellicka III, a większość bibliotek nie chce jego "dzieł" w swoich zbiorach, jednak myślę, że takie historie też mają jakąś rację bytu.  Nie namawiam Was do lektury, ale... Jeśli macie ochotę na coś innego, zaskakującego i kompletnie porąbanego – Małpi szał powinien znaleźć się na Waszej liście książek do przeczytania. Teraz dorwanie się do tego tytułu nie stanowi żadnego problemu, bo książka dostępna jest na Legimi. Odważycie się? Dajcie znać!