środa, 3 lutego 2021

Nietypowa pielgrzymka, czyli tu cuchnie śmiercią: "Hyperion" D. Simmons


Rozczarowujące zakończenia są czymś zupełnie naturalnym. W prawdziwym życiu rzadko zdarzają się przyzwoite rozstrzygnięcia.


Dan Simmons, Hyperion, przeł. W. Szypuła, t. 1, wyd. III, MAG, Warszawa 2015.


Dawno nie było fantastyki, prawda? To jeden z tych gatunków, na które po prostu muszę mieć ochotę, więc nie sięgam po takie tytuły nałogowo, ale nie ukrywam, że kiedy już się zbiorę, to sprawia mi to wielką frajdę! Dziś opowiem Wam o książce, z którą zakończyłam 2020 rok, a która czekała w kolejce do przeczytania od, bez oszukiwania, kilku lat. Problem polegał przede wszystkim na tym, że po pierwsze mojemu przyjacielowi podobała się ta opowieść, a jak jemu coś się podoba, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że mnie w ogóle nie zachwyci; po drugie, to nie jest jednotomowa przygoda, więc musiałam wziąć pod uwagę, że jednak poczuję miętę do tej opowieści i zapragnę kontynuować przygodę – potężną, czterotomową podróż w międzyplanetarnym klimacie.

Z twórczością Dama Simmonsa miałam styczność już dwukrotnie: na początku totalnie oczarował mnie Terror *recenzja*, z kolei drugie spotkanie okazało się rozczarowaniem, bowiem Abominacja *recenzja* zupełnie mnie nie porwała, a obiecana groza sprowadzona została głównie do trudności, jakim musieli stawić czoła bohaterowie tej opowieści (to wyprawa w wysokie góry, więc podejrzewam, że pasjonaci będą zachwyceni takim obrotem spraw). Wreszcie przyszła pora na Hyperiona - tym razem wybrałam w międzygalaktyczną pielgrzymkę i absolutnie nie żałuję tego wyboru, choć przyznam szczerze, że wszystko mogło potoczyć się w zupełnie innym kierunku.


Nietypowa pielgrzymka

Właściwie nie wiem, od czego zacząć, bowiem ta powieść jest tak naszpikowana szczegółami, że trudno podzielić ją na jakieś konkretne części (na szczęście autor zdecydował się na poświęcenie każdemu uczestnikowi wyprawy jednego rozdziału). Postanowiłam, że skupię się zatem na głównym wątku, którym jest pielgrzymka – choć trzeba tu zaznaczyć, że ona nie ma w sumie większego znaczenia w tym tomie, bowiem na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się sylwetki głównych bohaterów.

Świat chyli się ku upadkowi. Wiadomo jednak, że często to nie ogół ma największe dla sprawy znaczenie, ale motywacji pojedynczych jednostek. Mimo że pielgrzymka została zorganizowana w konkretnym celu (o nim nie powiem na razie nic więcej, poczekajcie na recenzję kolejnych tomów, zaznaczę jedynie, że na włosku wisi istnienie całej ludzkości), to właśnie osobiste historie grają tu zdecydowanie pierwsze skrzypce. Do Grobowców Czasu udało się siedem osób: konsul, ksiądz, naukowiec, żołnierz, prywatny detektyw, poeta oraz kapitan. Choć stanowią zespół (przeszli dokładną selekcję), każdy ma jeden cel: stanąć naprzeciw bezwzględnego Dzierzby (istoty niesamowicie silnej, brutalnej, legendarnej) i uzyskać odpowiedź na swoje pytanie (bądź rozwiązać swój problem). Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że tylko jedno z nich wypełni swoją misję, natomiast pozostali będą musieli pożegnać się z życiem.

Tu cuchnie śmiercią 

Na samym początku muszę zaznaczyć, że lektura Hyperiona w równym stopniu mnie fascynowała, co nudziła. Powieść ma budowę szkatułkową, co oznacza, że wielokrotnie staniemy przed możliwością zerknięcia do jakiegoś zamkniętego pudełka (prawie każdy z bohaterów opowiada nam swoją historię, a czasem w tych wspomnieniach znajdą się i dodatki w postaci pamiętników innych osób). Bohaterowie snują swoje opowieści, by po pierwsze dać się poznać współtowarzyszom, a po drugie, starają się znaleźć w słowach coś, co by ich łączyło – wyjaśnić, dlaczego to właśnie oni zostali wytypowani do tej nietuzinkowej wyprawy. Nie dziwi, że te opowieści nie są równe: jedne nudzą, ponieważ są przydługie, inne natomiast fascynują, więc trudno się od nich oderwać; wśród nich znalazły się takie, które trudno było (na tym etapie podróży) rozszyfrować, ale też takie, które doprowadzają do łez (tak, zgadza się, wyłam podczas lektury...). 

Książka nie składa się tylko i wyłącznie z retrospekcji. Mamy też tu i teraz, które dotyczy przede wszystkim drogi, jaką muszą przejść nasi pielgrzymi, by dotrzeć tam, gdzie wszystko ma się wyjaśnić. Jednak to na podstawie osobistych opowieści bohaterów uczymy się świata, w którym ma dojść do ostatecznej rozgrywki – poznamy nieco Dzierzbę, przyjrzymy się TechnoJądrze, przejdziemy przez wiele transportali, a do tego liźniemy odrobinę poezji Keatsa – ten poeta ze Starej Ziemi ma ogromne znaczenie dla... właściwie nie tylko Hyperiona (planety), ale też dla całej galaktyki (każdej z nich).

Bohaterowie są bardzo charakterni, a ich opowieści niezwykłe. Wejdziemy w wieloczas, odwiedzimy z nimi miejsca nam bliskie (tzn. takie, które jesteśmy sobie w stanie wyobrazić), ale też zanurzymy się w światach, o jakich nam się nie śniło. Najważniejsze jest jednak to, że każdy ze snujących swoją historię, robi to w zupełnie odmiennym stylu (raz będzie to odczytanie dziennika, innym razem spojrzymy na postać z boku, by potem przejść do narracji pierwszoosobowej). Taki zabieg zdecydowanie wymaga szybkiego przestawienia się w odbiorze treści, ale też stanowi doskonałe urozmaicenie.

Hyperion jest jedynie wstępem do całej tej historii – to doskonałe preludium, które pozwala nam się jako tako rozejrzeć na obcych ziemiach, nieco oswoić z panującymi tu prawami, technologią, ludzkimi potrzebami, sposobem poruszania się w przestrzeni. Myślę, że gdybym skończyła na tym pierwszym tomie, uznałabym, że nie było warto ładować się w tę opowieść, bo właściwie nic wielkiego z niej nie wynika. Dobrze, że poszłam krok dalej, bowiem już kolejny tom pt. Upadek Hyperiona, nie pozostawia chwili na zastanowienia – tam liczy się przede wszystkim działanie. Dan Simmons świetnie przygotował mnie do tej podróży, a przy tym pozostawił w tak ogromnym niedosycie, że nie miałam wyboru – trzeba było sięgnąć po kolejne części.

Czy polecam Hyperiona? Oczywiście! Mimo że ten pierwszy tom stanowi jedynie wstęp do fascynującej przygody, to jednak bez niego nie ruszymy dalej, a warto, naprawdę warto udać się głębiej i poznać zrozumieć, odkryć tajemnice, sprawdzić, jak potoczyły się losy naszych pielgrzymów.