niedziela, 7 lutego 2021

Nietypowy eksperyment: "Kuracja" J. Głębski

 


Dziwny paradoks: nawet psychicznie chory czuje potrzebę bycia "normalnym", cokolwiek by to znaczyło.

Jacek Głębski, Kuracja, wyd. III, XAUDIO Sp. z o.o., Warszawa 2020.


Znów wracam do szpitala psychiatrycznego, a dość dawno mnie tu nie było. Z tym miejscem wiąże się tyle opowieści, tyle ludzkich dramatów, emocji, marzeń oraz wielkich niewiadomych. Za każdym razem znajduję w podobnych historiach coś nowego, zaskakującego i poniekąd fascynującego. Tak zdarzyło się i tym razem, a dodatkowo miałam okazję przyjrzeć się naszemu podwórku (rzecz dzieje się w Polsce XX wieku).

Mój wybór padł na Kurację (nieco przewrotny tytuł, biorąc pod uwagę treść) autorstwa Jacka Głębskiego. Książka miała premierę w 1998 roku, więc nieco dziwi mnie fakt, że trafiłam na nią dopiero teraz (a to już III wydanie!). Nie ma jednak tego złego, prawda? Ważne, że do niej dotarłam. Wybrałam tę historię, ponieważ opis Wydawcy sugerował, że to opowieść, która powstała na faktach, a chyba nic nie kręci bardziej, jak poznanie wnętrza psychiatryka z pierwszej ręki. Tym bardziej, że okoliczności "wtargnięcia" do tego przybytku mocno mnie zaintrygowały.

Nietypowy eksperyment


Bywa tak, że w głowie pojawia się myśl, pragnienie, plan – to taka paląca potrzeba, której trudno się oprzeć i nie sposób jej porzucić. Drąży ona wnętrzności, krąży i mami, obiecując poczucie wypełnienia swojej życiowej misji, niemal gwarantując spełnienie. Czy jednak każdej takiej pokusie, nawet tej szalenie obłapiającej, warto ulec?

Młody, doskonale rokujący, już praktykujący psychiatra postanawia wprowadzić w życie swój nieco szalony plan: chce podszyć się pod osobę z problemami psychicznymi (wie, co mówić, by przekonać do swoich problemów lekarza; wie, jak oszukać w testach), by przyjrzeć się funkcjonowaniu pacjentów w ich "naturalnym" środowisku; innymi słowy lekarz będzie udawał szaleńca, by dostać się do szpitala psychiatrycznego i móc przeprowadzić pewien eksperyment. Mężczyzna uznał, że tylko będąc naprawdę blisko i "nie kryjąc się" za kitlem, który niejako gwarantuje nietykalność, będzie mógł wkroczyć w świat psychicznie chorych, w wiele takich niesamowitych światów. Podobna postawa nie dziwi, bowiem kilku psychiatrów (o czym dowiemy się przy okazji lektury) przekraczało już wcześniej pewne granice, by lepiej zrozumieć niektóre z mechanizmów choroby, np. nie stronili od LSD, poszukując w kwasie namiastki schizofrenii. 

Wróćmy jednak do naszego głównego bohatera, który wszystko dokładnie przemyślał. Udał się do szanowanego profesora, u którego cieszył się nieposzlakowaną opinią, i przekonał go do swojego planu. Założył przy tym, że będzie to eksperyment tajny, by personel podchodził do niego bez taryfy ulgowej, a cała farsa wypadła przy tym autentycznie. W związku z tym założeniem o misji wiedziało tylko dwóch lekarzy i sam zainteresowany występujący w roli królika doświadczalnego. 

Udało się, jednak w pewnym momencie wszystko zaczęło się niebezpiecznie komplikować; plan nie był dopięty na ostatni guzik, bo i jak? – w końcu nigdy nie wiemy, co się może wydarzyć. Młody lekarz wpada w sidła (które zresztą sam zastawił) i zaczyna rozumieć, że dostanie się do szpitala było banalnie proste, natomiast opuszczenie tych murów stanowi już pewien problem.

Uważaj, czego sobie życzysz!


Życie zaskakuje, zatem nawet najlepszy plan może się posypać, ponieważ nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co może się wydarzyć i jakim problemom trzeba będzie stawić czoła. Myślę, że Kuracja jest książką, która stanowi idealną przestrogę dla pragnących zbyt wiele. Mówi się, że trzeba uważać, czego sobie życzymy, bo jeszcze może się nam to spełnić, warto więc podchodzić do swoich pragnień w nieco krytyczny sposób – tego zdecydowanie zabrakło głównemu bohaterowi tej opowieści. Bohater skupił się na swojej misji, w ogóle nie biorąc pod uwagę jej niepowodzenia.

Historię poznajmy z perspektywy młodego lekarza, który odważył się wyjść poza swoją sferę komfortu (w sumie to mało powiedziane). Przejdziemy z nim przez wszystkie etapy, które doprowadziły do ziszczenia marzenia, a także przez kolejne szczeble drabiny szaleństwa, gdy psychiatryczna maszyna ruszyła pełną parą. Spojrzenie na całą sytuację z pozycji bohatera pozwala nam dokładnie "zbadać" jego odczucia, obawy i przyjrzeć się płynącym z tego wnioskom. W pewnym momencie mężczyzna zaczyna prowadzić coś na kształt pamiętnika, a jego zapiski mogą zrobić piorunujące wrażenie na czytelniku (pamiętajmy, że to autentyczna historia) – są, że tak powiem, adekwatne do rozwoju sytuacji. 

Książkę czyta się bardzo szybko, na co niewątpliwie mają wpływ: lakoniczna forma (niewiele ponad 100 stron treści) oraz potoczny język – styl nie wymaga wielkiego zaangażowania w terminologię medyczną, ale dostosowany został do możliwości przeciętnego czytelnika. Niestety te kolokwializmy bywają czasem męczące – nie uświadczycie tu gładkiego słowa, zgrabnych przejść czy wybitnych opisów, ale dostaniecie surowość, prostotę i konkret. Poza tym intryguje fabuła, bo przecież nie na co dzień mamy do czynienia z podobnymi eksperymentami. Autor utrzymuje naszą uwagę, sprawnie prowadząc do zaskakującego finału – zakończenie natomiast zmusza do refleksji nad swoją kondycją psychiczną. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czym tak naprawdę jest "normalność" i czy istnieje w ogóle coś takiego jak norma? 

Ogromną zaletą tej opowieści jest sposób kreacji głównego bohatera, którego poznajemy jako młodego lekarza z planem na życiem, by potem przyglądać się temu, co dzieje się w jego głowie. Przyjrzymy się rozległemu procesowi, jaki toczy się w człowieku, gdy ten zostaje pozbawiony swoich atrybutów oraz z zaskoczeniem będziemy obserwować zachodzące w nim zmiany.

Kuracja to książka, którą wciąga się za jednym zamachem. Nie uznałabym jej za wybitną, niesamowitą, nie umieściłabym jej na liście książek, które koniecznie trzeba przeczytać, ale na pewno znalazłaby miejsce w szufladce: można sięgnąć, bo intryguje. Spodziewałam się chyba czegoś nieco innego, ponieważ gdzieś po drodze zaginęła mi autentyczność, niemniej jednak to niewiele zmienia, bowiem będę wspominać tę opowieść z pewnym niepokojem, a przy tym wzbogaciłam swoją wiedzę – no, może inaczej: poszerzyłam nieco horyzonty, bo w takim wydaniu szpitala psychiatrycznego to ja jeszcze nie widziałam.