czwartek, 11 lutego 2021

Wątła iluzja: "Nie wiesz wszystkiego" M. Moss


Znajomość sekretów drugiej osoby to potężna broń, która daje najlepszy efekt, gdy używa się jej w odpowiednim momencie.


Marcel Moss, Nie wiesz wszystkiego, t. 1, Filia, Poznań 2020.


Dzieci bywają okrutne. O ile jeszcze te małe często są nieświadome tego, że mogą kogoś skrzywdzić czynem czy słowem, o tyle nastoletnie działania jest już nieco trudniej wytłumaczyć i usprawiedliwić. Młodzi ludzie często z premedytacją działają na szkodę swoich rówieśników, wielu z nich czerpie przyjemność z krzywdy drugiego człowieka, a kiedy idzie za tym poklask znajomych i szerzący się na szeroką skalę fejm, trudno się opanować, prawda? Prawda jest jednak taka, że trudno wydawać sądy na temat kogokolwiek, ponieważ nigdy nie wiemy, co leży u podstaw takiego, a nie innego zachowania: nie siedzimy w czyjejś głowie, nie znamy skrzętnie ukrywanych sekretów, nie wiemy, jak jest naprawdę... Czasem łatwiej i być może nawet bezpieczniej jest przypiąć komuś łatkę "zimnej suki" czy "bezwzględnego potwora", niż zmierzyć się z prawdą.

Dziś wracam myślami do powieści pt. Nie wiesz wszystkiego autorstwa Marcela Mossa. Książka została nominowana w plebiscycie na książkę roku 2020 w serwisie lubimyczytac.pl w kategorii kryminał/sensacja/thriller (wciąż można oddać na nią swój głos). To pierwszy tom cyklu (drugi ma się pojawić w 2021 roku), który porusza problemy młodzieży z jednego z prestiżowych warszawskich liceów. Jeśli jesteście gotowi do wkroczenia w świat, którzy rządzi się swoimi prawami, to zapraszam do zapoznania się z poniższym. Ostrzegam jednak, że wielu w Was – może się tak zdarzyć, zważywszy na treść utworu – może odnaleźć w bohaterach tej powieści siebie.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że ten thriller kierowany jest do fanów dla fanów Belfra czy Hejtera. Przyznaję, że żadnej z tych produkcji nie widziałam (jak to ja, nic nowego), ale w żadnym stopniu nie miało to wpływu na lekturę, a wręcz przeciwnie – dziś już wiem, że chętnie obejrzałabym podobną historię.

Wątła iluzja

Kiedy z naszego życia znika ktoś, kto jest dla nas bardzo ważny, świat usuwa nam się spod nóg. Tracimy poczucie bezpieczeństwa, czujemy, że coś odeszło bezpowrotnie, że zakończył się pewien etap, a na jego miejsce wkracza wielka niewiadoma.

Marta, która nie cieszy się zbytnią popularnością wśród uczniów (nie jest przebojowa, brakuje jej pewności siebie, a kolejną "barierę" stanowi jej nie do końca wymarzona sylwetka) dowiaduje się, że jej najlepsza przyjaciółka i najpopularniejszy chłopak w szkole zginęli zeszłej nocy. Społeczność szkolna zastanawia się, jak mogło dojść do takiej tragedii, dlaczego tych dwoje skoczyło z dachu? O winę za to zajście obwinia się Otylię – niedoszłą samobójczynię, która w żadnym razie nie zjednywała sobie ludzi, a w szkole była sztandarowym wyrzutkiem. A on? Popularny, lubiany, kochany, z szansą na świetlaną przyszłość, więc trudno wytłumaczyć fakt, że stracił życie u boku kogoś, kogo nawet nie powinien znać.

Marta i jedna z jej ulubionych nauczycielek postanawiają wspomóc szkolną społeczność, zakładając sekretną "Skrzynkę zwierzeń", do której każdy mógłby wrzucić list, by pozbyć się gniewu, strachu albo po prostu wyrzucić z siebie to, co leży mu na sercu. Pewnego dnia dziewczyna wyciąga z niej coś, czego się nie spodziewała i nawet nie wie, jak to zinterpretować. Wraz z polonistką chcą dotrzeć do prawdy. Chociaż Marta w ogóle nie wierzy w winę swojej przyjaciółki, będzie  musiała przejść długą drogę, by przekonać się, jak było naprawdę. Czy Otylia pociągnęła Alana w przepaść? A może postanowili odebrać sobie życie?

Dramat na dramacie

Na początku wspomniałam o tym, że prościej jest przykleić komuś niechlubną łatkę, niż zrozumieć, co siedzi w nim naprawdę. Okazuje się, że każdy z bohaterów Nie wiesz wszystkiego nosi w sobie coś, czym nigdy nie chciałby podzielić się ze światem. Odnosi się wrażenie, że to liceum jest siedliskiem dramatu: tu każdy musi zmagać się z bieżącymi problemami, które go przerastają, albo walczyć z demonami przeszłości, które raz za razem wyciągają ku bohaterom swoje macki. Dziwne? Wydaje mi się, że autor trafił w punkt, a nagromadzenie tych tragicznych losów i nieciekawych sytuacji, w których znaleźli się uczniowie (choć nie tylko) jest adekwatne do rzeczywistości. Przecież każdy z nas zmaga się z mniejszymi lub większymi kłopotami, które często nas przerastają. Myślę, że gdybyśmy rozejrzeli się wokół, bez problemu znaleźlibyśmy pewne podobieństwa w swoim otoczeniu – w pracy, w szkole, być może w związku czy rodzinie.

Historię poznamy z wielu punktów widzenia, a opowiadać o niej będą uczniowie, którzy mieli jakiś kontakt z samobójcami, ale też nauczycielka, której przyjdzie odegrać w tej opowieści ważną rolę. Julia (polonistka) odkryje, że siedzi w całym tym szaleństwie mocniej, niż początkowo zakładała. Zresztą, po drodze wyjdą takie sekrety, które nigdy nie powinny ujrzeć świata dziennego. 


Kreowana w internecie iluzja sprawia, że młodzi są niezadowoleni ze swojego życia. Nastolatkowie tłumią emocje, z którymi ewidentnie sobie nie radzą.


Autor zwraca uwagę na kondycję nastoletniej społeczności szkolnej, prezentując nam kolejnych młodych, których historie wprawią w osłupienie. To bolesne wyznania tych, którzy starają się utrzymać na powierzchni – idąc po trupach do celu, oszukując, ukrywając swoją prawdziwą twarz. Moss pokazuje nam, do czego jest zdolna młodzież, byle tylko wpasować się w ramy, być akceptowanym czy kochanym i co robić, by nie odstawać i nie zostać odstawionym na boczny tor, z którego często nie ma powrotu.


Wybieganie myślami w przyszłość nie ma większego sensu.
Życie i tak pisze scenariusze, które rzadko można przewidzieć.


Przyznam, że kiedy zaczęłam czytać Nie wiesz wszystkiego, czułam się rozczarowana. Ta książka nijak nie dała się przyrównać do trylogii hejterskiej, którą uwielbiam. Uznałam jednak, że przeczytam do końca, bo wstydem byłoby nie dać jednemu z moich ulubionych autorów szansy. Miałam szczerą nadzieję, że powieść nie okaże się płytka i absolutnie się nie zawiodłam. Im uważniej drążyłam, tym mocniej czułam, a im więcej rozdziałów było za mną, tym bardziej chciałam poznać zakończenie tej historii. Finał w żadnym razie mnie nie zawiódł, a pozostawiona przez autora furtka spowodowała jedynie pewien niedosyt i chęć na więcej (nie mogę doczekać się kolejnego tomu i mam wobec niego spore oczekiwania).

Szybko zżyłam się z bohaterami tej opowieści, a w wielu z nich mogłam odnaleźć jakąś cząstkę siebie. Przeżywałam z nimi każdą chwilę: złościłam się, wzruszałam, współczułam, podziwiałam. Te opowieści wciąż gdzieś tam we mnie siedzą, chociaż od lektury minęło już sporo czasu.

Nie wiesz wszystkiego to dobra powieść, która zaskakuje autentycznością. Trudno tu mówić o zawrotnej akcji, ale nie w tym rzecz – wchodzimy z butami w czyjeś życie, poznając je powoli. Jeśli decydujemy się obdzierać bohaterów z ich sekretów, zróbmy to z powagą i uwagą. Czasem pośpiech jest niewskazany, bo zbyt wiele mogłoby nam umknąć. Warto się delektować. Polecam.