czwartek, 4 marca 2021

Nie taki kres straszny?: "Upadek Hyperiona" D. Simmons



Każdego otula prywatny kokon bólu. 


Dan Simmons, Upadek Hyperiona, przeł. W. Szypuła, t. 2, wyd. III, MAG, Warszawa 2015.


Fantastyka ma to do siebie, że sięgam po nią rzadko, ale jak już mnie wciągnie, to na całego. Nie minęło wiele czasu, aż ponownie obrałam jedyny właściwy kierunek i z rozkoszą ruszyłam w dalszą podróż – ku hyperiońskiej przygodzie, hej!

Upadek Hyperiona autorstwa Dana Simmonsa to drugi tom cyklu – stanowi on kontynuację przygód siedmiorga pielgrzymów, którzy wyruszyli do Grobowców Czasu, aby prosić Dzierzbę o "coś" – motywacje mamy tu zupełnie różne, a każda z nich robi wrażenie. Nie zaczynajcie jednak od drugiej części, ponieważ Hyperion to wstęp, którego nie można pomijać. Na ten temat pisałam przy okazji recenzji tej powieści *tutaj*. Wszystko po kolei. 

Nie taki kres straszny?


Pielgrzymi – wyjątkowi wybrańcy – dotarli na miejsce, gdzie każdy z nich będzie musiał zmierzyć się z niewyobrażalnym. I... nic. Właściwie poczuli pewne rozczarowanie, bowiem spodziewali się, że wszystko rozstrzygnie się już pierwszej nocy, a tu jedno wielkie NIC, ciągłe czekanie. Czas płynie, a Dzierzba (złowrogi demon, istota kontrolująca czas i wykazująca się wyjątkowym okrucieństwem) jakoś nie kwapi się do tego spotkania, choć Grobowce Czasu stoją już przecież otworem. Jak to mówią: na wszystko przyjdzie czas, więc i nasi bohaterowie nie unikną swego przeznaczenia. 

Tymczasem nad rodzajem ludzkim wciąż wisi groźba zagłady i w sumie trudno stwierdzić, czy zagrożeniem jest demon, czy sztuczna inteligencja, której przedstawiciele mają konkretny i dość przerażający plan działania, czy zmutowani (udoskonaleni) Wygnańcy, czy może to ludzie sami proszą się o unicestwienie.

Jedno jest pewne: to właśnie teraz zaczyna się gra, której wynik zaważy na losach ludzkości. Nikt nie jest bezpieczny, a przenikające się czasy i płaszczyzny dodają całości niesamowicie mrocznego klimatu.

Upadek Hyperiona to świat przyszłości, który jesteśmy sobie w stanie wyobrazić – wraz z transportalami (przecież o tym marzymy!), z kuracjami odmładzającymi ciała i zapewniającymi długowieczność oraz sztuczną inteligencją, która zaczyna żyć własnym życiem i mieć swój plan na kształt Układu. W cieniu Starej Ziemi przedstawiciele ludzkości będą musieli podjąć wiele niewygodnych decyzji, które mogą zmienić wszystko.

Dokąd to wszystko zmierza?

Upadek Hyperiona jest rewelacyjną, w pełni satysfakcjonującą kontynuacją pierwszej części. Powiem nawet więcej: to jak jedna, długa, idealnie uzupełniająca się opowieść. Z początku jedynie poznaliśmy bohaterów tego dramatu, a dopiero teraz mamy szansę dowiedzieć się, czemu to wszystko służyło, jaką naprawdę odegrali rolę w tym przedstawieniu. Nie można przeczytać drugiego tomu bez znajomości pierwszego, niewybaczalne jest też zakończenie tej przygody po poznaniu samego Hyperiona. 

Tym razem wyjdziemy nieco z osobistych historii, by spojrzeć na ludzkość globalnie. Nie będziemy już zagłębiać się tak dokładnie w losy pojedynczych jednostek, jak to miało wcześniej miejsce (choć i takich wypadów tu nie brakuje), ale skupimy się bardziej na polityce i oczywiście krwawym szlaku, którym podążą Dzierzba. 

Książka jest świetna, naprawdę. Czyta się jak dobrą rozprawę filozoficzno-polityczno-poetycką, z wypiekami na policzkach wypatruje się kolejnych znaków, roztrząsa następne rewelacje. I z zapartym tchem obserwuje rozwój wypadków, a dzieje się tu tak wiele – gęsto jest, oj, gęsto w tej fabule – że nie może być mowy o żadnej nudzie. Powieść jest dość opasła, ale śmiało stwierdzam, że tu nic nie pojawia się bez przyczyny, a ten brak zbędnych zapychaczy jest zatrważający, ponieważ opisy są dość rozległe i szczegółowe.

Upadek Hyperiona to powieść (wraz z pierwszym tomem) kompletna i zachwycająca. Warto jednak wspomnieć, że jest zupełnie inna niż poprzedniczka. Niemniej polecam z czystym sumieniem i jestem przekonana, że każdy wielbicie sci-fi (a nawet ktoś, kto nie pała ogromną miłością do gatunku) znajdzie tu coś dla siebie – choćby ogrom emocji i przejmującą wizję przyszłości.