środa, 21 kwietnia 2021

Wiele krzyku o tarkę: "Parafil" B. Rojny

 



Bestia w potrzasku odkrywa w sobie instynkty przetrwania.


Bartek Rojny, Parafil, Znak, Kraków 2021.


Lubicie mocne historie? Ja uwielbiam i przyznaję, że żadna ohyda (przynajmniej w tej literackiej wersji, bo na żywca różnie to bywa) mi niestraszna. Czy to już masochizm? Sięgając po lekturę, zazwyczaj mam świadomość tego, z czym będę musiała się zmierzyć – oczywiście nie mówię o emocjach (choć czasem mam pewne podejrzenia), ale o tematykę. Zdarza się, że biorę książkę w ciemno, bo zainteresował mnie opis wydawcy; zdarza się też, że wybieram "czytadło" z polecenia przyjaciół (chociaż ci moi gustują raczej w delikatniejszych historiach) albo innego blogera. Zawsze wychodzę jednak z założenia, że co kogoś zachwyciło, mnie może rozczarować – i odwrotnie.

Parafila, pierwszy tom z cyklu o Witku Weinerze, autorstwa Bartka Rojnego kupiłam, zanim wybuchła wielka afera z tarką (z pewnością, kiedy pobuszujecie odrobinę w sieci, znajdziecie odpowiednie fragmenty tej książki). Mimo ogólnego oburzenia postanowiłam jednak przeczytać tę książkę, bo w końcu za nią zapłaciłam – ba, nawet przesunęłam ją nieco w kolejce, by przekonać się, o co tyle krzyku – krzyku o nic...

Kryminalistyczne aspekty parafilii

Śląsk drży, bowiem na kryminalnej scenie pojawił się nowy zwyrodnialec, Parafil, którego nic nie podnieca tak jak strach w oczach jego ofiar. Mężczyzna (prawdopodobnie) nie stroni od zaspokajania swoich potrzeb, a czyni to w dość niewybredny sposób. Wiadomo, że złoczyńcę trzeba szybko i sprawnie pochwycić, by nie mógł w pełni rozwinąć skrzydeł. Parafil ma jednak nieco inne spojrzenia na tę sprawę i powoli wciela w życie swój morderczy plan.

Po drugiej stronie barykady staną podkomisarz Sawicka i Witek Weiner. Ona – kobieta z jajami, która trzyma w garści podwładnych i wie, co robi. On – oskarżony o molestowanie seksualne (studentka nie zostawiła na nim suchej nitki) specjalista od dewiacji seksualnych, doskonale obeznany z kryminalistycznymi aspektami parafilii. Tworząc zgrany zespół, staną do "walki" z wynaturzonym zabójcą.

Wiele krzyku o nic

Z przykrością stwierdzam, że mocno mnie ta powieść rozczarowała, a biorę pod uwagę nie tylko historię, ale i wykonanie. I wcale nie chodzi o tę nieszczęsną tarkę, bo naprawdę gorsze i paskudniejsze opisy zbrodni (w tym gwałtów) i uprzedmiotowienia kobiet znajdziecie w innych kryminałach; np. w Skórze Piotra Kościelnego w pochwie jednej z ofiar dostrzeżecie większą fantazję (przytaczam akurat ten tytuł, ponieważ czytałam obie książki w niewielkim odstępie czasu). Pomijając już brutalność i ohydę tej całej dewiacji, warto zwrócić uwagę, że poza tym niczego tu nie ma; brakuje napięcia i niepokoju wywołanego czymś więcej niż tylko przesadzonym opisem zbrodni; brak tu emocji, niestety.

Powieść napisana jest bardzo topornym językiem – trudno wkręcić się w historię, bo po prostu ciężko podążać za stylem autora. Dialogi przeważnie są drewniane, wymuszone i zazwyczaj niewiele wnoszą do akcji. Książkę niestety wymęczyłam – nie mogłam się doczekać końca – a dodatek przeczytałam dopiero po kilku dniach.

Na uwagę zasługują jednak główni bohaterowie: Witek jest ciekawą postacią – trzydziestosześciolatek z upodobaniem do klubu dla swingersów i imponującą wiedzą na temat parafilii, do tego samotnik walczący z całym światem. Największe wrażenie zrobiła jednak na mnie Helga Sawicka – ani młoda, ani piękna, ale twarda jak stal i świetnie znająca się na swojej robocie. 

Sam pomysł wykorzystania dewiacji seksualnej uważam za bardzo dobry – naprawdę, ludzie muszą zdawać sobie sprawę z tego, że tacy zwyrodnialcy chodzą po świecie (być może są tuż obok), a że jeden z tych fikcyjnych postanowił wykorzystać tarkę? Myślę, że to mogło być cokolwiek innego – bez względu na użyty "przedmiot" zawsze powinno robić wrażenie, a że tym razem trafiło na narzędzie kuchenne – cóż, bywa i tak.

Warto też zaznaczyć, że autor nie bawi się w półśrodki – wszystko dostajemy na tacy, nie musimy się domyślać – oczywistość, i tak też powinno być, choć może zabrakło tej odrobiny tajemniczości, która trzymałaby w napięciu. Być może ta bezkompromisowość znajdzie uznanie czytelników – mnie przypadła do gustu.

Na końcu książki znajdziecie zapowiedź kolejnego tomu – początek historii, który zapowiada się naprawdę ciekawie (mocna rzecz na wstępie). Być może skuszę się na kontynuację – nie odrzucam takiej możliwości, bo dostrzegam tu potencjał. Mam nadzieję, że autor rozwinął warsztat pisarski i jeszcze mnie zaskoczy. Doszłam jednak do wniosku, że Zwrotnika nie kupię, ale gdy wpadnie przypadkiem w moje łapki, zapewne poświęcę mu swój czas.

Nie wiem, czy polecić Wam tego Parafila. Istnieje szansa, że znajdziecie w tej historii to, czego szukacie w podobnych publikacjach. Może styl przypadnie Wam do gustu, a historia zrobi na Was piorunujące wrażenie? Nie mam pojęcia. Spróbować zawsze warto, ale myślę, że upłynie jeszcze trochę czasu, zanim ten wspomniany przeze mnie potencjał zostanie w pełni wykorzystany, więc może lepiej poczekać na kolejne powieści autorstwa Bartka Rojnego, a tę po prostu potraktować jako niezbyt udany (choć z widokami na przyszłość) debiut?