czwartek, 8 kwietnia 2021

Wyszperane w książkach: dobre rady



Pamiętajcie, nie próbujcie tego w domu!




Kochani, już jakiś czas temu wpadłam na pomysł, by zaserwować Wam dość niecodzienny i nieco przewrotny wpis. Potężna dawka czarnego humoru gwarantowana. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i wywoła uśmiech!

Nie od dziś wiadomo, że z książek można się wiele nauczyć, więc warto czasem zatrzymać się przez chwilę, pochylić na słowem, poszperać w treści, by wyciągnąć z niej kilka dobrych rad. Potraktujcie, proszę, ten wpis z należytą wesołością i inspirujcie się odpowiednio, choć zaznaczam, że nie wszystkie te "dobre" rady warto wypróbować w domowym zaciszu. Najlepiej żadnej z nich... Nie bierzcie ich do serduszka!

Serdecznie zachęcam do zapoznania się z pierwszą odsłoną (planuję kolejne) nowego cyklu, który – tak mi się zamarzyło – zyskał finezyjną nazwę: "Wyszperane w książkach". Bawcie się dobrze i koniecznie dajcie znać, która rada zrobiła na Was największe wrażenie, co Was zainspirowało, rozśmieszyło czy zniesmaczyło (może być i tak). Może macie coś do dodania? 

Kulinarne inspiracje dla każdego


Lubicie gotować? Ja czasem mam takie zrywy... Powiem Wam, że w książkach możecie znaleźć mnóstwo kulinarnych inspiracji; szczególne natężenie tychże pojawia się w kryminałach czy literaturze popularnonaukowej. Wiadomo, nie wszystkie dają się wykorzystać w domowej kuchni, ale czasem wystarczy tylko impuls – właśnie w postaci takiej niepozornej podpowiedzi – by wyczarować coś naprawdę niesamowitego i zaserwować gościom potrawę, o jakiej im się nie śniło, albo po prostu urozmaicić swój jadłospis. 

Te kulinarne inspiracje szczególnie przyciągają moją uwagę – wyłapuję je z olbrzymią rozkoszą. Co więcej, wielokrotnie dałam się autorom zaskoczyć, bo np. nie podejrzewałam ich o tak szeroko pojęte wprowadzenie w życie zero waste. Nie będę jednak trzymać Was dłużej w niepewności, więc zapraszam na kulinarną ucztę. 



Oszczędność to podstawa – szukaj, gdzie się da

Wszystko drożeje! Też odnosicie wrażenie, że udając się do sklepu po podstawowe produkty (wiecie, tak bez szaleństwa  same artykuły pierwszej potrzeby), zostawiacie mnóstwo pieniędzy? Wyjść z tej sytuacji, aby podreperować nieco domowy budżet, jest kilka: można kupować mniej (co nie zawsze się sprawdza, bo potem zawsze w domu czegoś brakuje), szukać taniej (choć żyjemy w wiecznym niedoczasie), żywić się energią słoneczną (bardzo ekonomiczne podejście do tematu!) albo... postąpić tak, jak jeden z seryjnych morderców (Joachim Kroll), czyli szukać oszczędności, wykorzystując nieco inne produkty – te, których jest przecież tak wiele...


Jego motywem dla morderstw i kanibalizmu była – jak sam wyjaśnił – chęć przyoszczędzenia na zakupach.

Michelle Kaminsky, Seryjni mordercy. Wstrząsające wydarzenia. Okrucieństwa. Narzędzia zbrodni, przeł. S. Bończyk, Muza SA, Warszawa 2020.


Może warto temat przemyśleć? Wiecie, uprawa warzyw i owoców na własnym parapecie, a mięso upolowane na ulicy bądź zwabione podstępem  od razu z dostawą do kuchni – to interesująca alternatywa.



Jak zwiększyć atrakcyjność mięsa

W tym klimacie polecam Wam przede wszystkim książkę pt. Wyborny trup, z której dowiecie się, w jaki sposób odpowiednio obrobić mięso, by zyskało wyjątkowe walory smakowe, kruchość oraz delikatność. Kiedy już zapoznacie się z procesem produkcji (tu każdy szczegół ma znaczenie!), warto zastanowić się nad prezencją, bo wiecie – jemy przecież też oczami.

Przy pakowaniu stosujemy tlenek węgla, do wystawiania w witrynie – mocno chłodzimy, dajemy wybielacz, sodę oczyszczoną, ocet i przyprawy, dużo pieprzu.

Agustina Bazterrica, Wyborny trup, przeł. P. Zarawska, Mova, Białystok 2021.
  

Nie zawsze atrakcyjnie wyglądające mięso, to smaczne i świeże mięso, ale znacie już te sztuczki, więc nie dajcie się zwieść. Wiecie, sprawdzajcie jakość tak na wszelki wypadek.



Dobra konserwacja to gwarancja wieczności

Można też pokusić się o mniej wyszukane, ale za to nieporównywanie tańsze i  bardziej przystępne konserwowanie mięsa oraz innych produktów spożywczych. Jednym z takich dobrodziejstw kuchni, wykorzystywanym w domu na co dzień, jest sól. 

Sól czyści czyści, konserwuje różne rzeczy. Można dodać soli do jedzenia i dzięki temu nie zepsuje się przez całą wieczność. Można słoną wodą polewać ranę (...)

Maja Lunde, Błękit, przeł. A. Marciniakówna, t.2, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

Poza niewątpliwymi walorami smakowymi (zdecydowanie podkręca wyrazistość dania) oraz właściwościami konserwacyjnymi sól kuchenna znajduje szerokie zastosowanie w życiu człowieka. Jeśli zatem nie macie pod ręką wody utlenionej (ranę warto oczyścić), to wiecie, nic nie stoi na przeszkodzie, by poszperać w kuchennej szafce. Być może sprawdzi się lepiej niż np. polewanie rany tanim jabolem – tej metody nie polecam.



Przepis na wyjątkowo orzeźwiający koktajl

Picie koktajli jest git i fit, a my lubimy być fit. W sieci znajdziecie ogrom inspiracji na smoothie (ja też Wam podrzucę, a co => 7 przepisów na smoothie #1 i kolejne 7 #2; wystarczy kliknąć), ponieważ to "danie" jest szybkie i zdrowe, a odpowiednio skomponowane może być pełnowartościowym posiłkiem, który doda energii na długi czas (świetnie sprawdza się po treningu), no i zaatakuje podniebienie feerią smaków

Zdrowe koktajle kuszą nas jednak nie tylko swoim smakiem, ale też barwą. Tak się zastanawiam, jaki kolor wyszedłby z poniższego połączenia. Macie jakiś pomysł? 

Bywało też, że zalewał zwierzęce organy coca–colą, po czym całość mielił w blenderze, aby powstał orzeźwiający napój.

 
Michelle Kaminsky, Seryjni mordercy. Wstrząsające wydarzenia. Okrucieństwa. Narzędzia zbrodni, przeł. S. Bończyk, Muza SA, Warszawa 2020.

Moją uwagę zdecydowanie przyciągnął przymiotnik orzeźwiający. To zastanawiające, bo pewnie by uzyskać tę głębię orzeźwienia, należałoby skorzystać ze świeżych składników, a coca-cola absolutnie nie kojarzy mi się ze świeżością... 

Mogłabym dyskutować też na temat faktury... Uwielbiam smoothie, ale zdecydowanie lepiej "wchodzą mi" napoje, w których nie czuć grudek (fuj, fuj). Jakiś czas temu przekonałam się, że bardzo ważnym w kwestii przygotowywania posiłków czy napojów jest dobry blender, z konkretną mocą. Pamiętajcie zatem, że decydując się na przygotowanie takiego specyfiku, warto najpierw zainwestować w porządny sprzęt. No, chyba że grudki Wam niestraszne? 

Pozostaje też kwestia temperatury składników, a połączenie nawet lodowatej coli z ciepłymi (takimi naprawdę świeżymi) organami nie wydaje się udanym przepisem na sukces... Jedno jest pewne: mordercy (np. wynalazca powyższej receptury, Richard Trenton Chase) zdecydowanie przodują w byciu fit, ale niektóre z ich przepisów wymagają udoskonalenia...

A może dla odmiany dressing z lemingów?




Jak widać inspirację można znaleźć nie tylko w książkach. Powyższą znajdziecie w grze Munchkin (polecam z całego serduszka). 




Rozkręcamy imprezę – napar z tego, co dostępne

Z Munchkinem nieodwołalnie kojarzy mi się imprezowanie. Ileż to walk rozegrało się na moim stole... Niezapomniane wspomnienia, niepowtarzalny klimat (rzadko kiedy człowieka dopada taki ogrom niesprawiedliwości i rozczarowania) i świetny zabijacz czasu. W każdym razie, poza dobrą grą, ważne są też odpowiednie trunki, bowiem towarzystwo nie powinno siedzieć przecież o suchym pysku.

Mamy już pomysł, ale dobry koncept to dopiero początek. Trzeba pomyśleć jeszcze nad wykonaniem, a z tym bywa różnie: albo brakuje nam środków (procenty kosztują), albo zapasy już się wyczerpały, a wszystkie sklepy w okolicy są zamknięte, albo też impreza jest wyjątkowo niemrawa, a Wy chcielibyście zaskoczyć swoich gości. I wtedy przybywa nam z pomocą przepis na jemiołę – wyjątkowy napój o działaniu narkotycznym, który przegotujecie z niczego.

Ostry włączył buzałę*. Wyciągnąłem swoją dużą paczkę herbaty. Na czterech powinno wystarczyć, tym bardziej, że Gonzo już sypał do wody zdobyczne środki przeciwbólowe, które zakombinował podczas niedawnego pobytu w gabinecie lekarskim, Suchy dołożył trochę tytoniu, zaprawił pastą do zębów i jemioła zapowiadała się wybornie.

Jacek Głębski, Kryminalista, wyd. II, XAUDIO, Warszawa 2021.

*buzała – improwizowana grzałka (dwie żyletki, zapałki, przewód i źródło napięcia)

Z treści dowiemy się, że napój ma siarczyście gorzki smak, a żeby dał się przełknąć, należy pić, zanim ostygnie – dopóki parzy język i gardło. Ten w temperaturze pokojowej odpada, bo jest nie do przełknięcia. Zatem: podajecie gościom, ale tylko na gorąco! Przecież nie chcecie, by cokolwiek się zmarnowało...

Jesteś gościem? Pamiętajcie, kiedy gospodarze chowają przed Wami zawartość swojego barku, przeszukajcie ich szafki – na pewno znajdziecie odpowiednie składniki. Potem pozostaje już tylko poprosić o wrzątek, a wiadomo – wody się człowiekowi nie odmawia.




Bądź eko – narzędzia biodegradowalne na topie


Od dłuższego czasu tyle się mówi o byciu eko, zero waste, wszystkich bio, bez GMO i wieloletnim rozkładzie tego, czym posługujemy się na co dzień. I dobrze, bo to ważna sprawa. Dziś i my możemy przyczynić się do polepszenia jakości naszego świata  niewielkim kosztem, wykazując się odrobiną cierpliwości i finezji.

Warto przejrzeć narzędzia, które goszczą w naszej kuchni i przede wszystkim zrezygnować z plastiku na rzecz, np. papieru (tak, wiem, lasy cierpią, ale rozkłada się on nieco szybciej niż tworzywa sztuczne). Zacznijmy zatem od plastikowych sztućców. Wiecie, że istnieje sposób, by natura była nam wdzięczna – możecie uratować ją za pomocą... pasty do zębów i papieru toaletowego! 

Najpierw zwija się ciasno papier, tworząc z niego stożek. Spoiwem jest pasta do zębów, która pełni taką samą rolę jak klej w papier mâché. Modeluje się majcher tak długo, aż otrzyma się dokładnie taki kształt, na jakim nam zależy – w tym celu trzeba nakładać kolejne warstwy papieru z jednego końca, a drugi zaciskać, tworząc idealnie dopasowaną do dłoni rękojeść. Gdy rezultat jest satysfakcjonujący, majcher musi wyschnąć i stwardnieć. Wtedy wystarczy go naostrzyć w zwykły sposób i uzyskuje się zabójczą broń, w dodatku podlegającą biodegradacji. 

Karen Dionne, Córka króla moczarów, przeł. M. Hesko-Kołodzińska, P. Budkiewicz, Media Rodzina, Poznań 2017.

Podobno na YouTubie można znaleźć wideo z prezentacją, jak zrobić taki nóż (może dałoby się wyrzeźbić też łyżkę i widelec do kompletu?). Warto w tym miejscu zaznaczyć, że spoiwem może być wiele innych "mazi", np. dopuszczalne jest wykorzystanie tej kompatybilnej ze papierem toaletowym... 

Ze względu na możliwość spuszczenia takiego tworu w ubikacji, nóż doskonale sprawdzi się jako narzędzie zbrodni – brak dowodu to zawsze jakaś szansa na uniknięcie odpowiedzialności. Artykuł pierwszej potrzeby na kampingu! Raczej jednorazowego użytku.


Totalna metamorfoza domowym sposobem


Kiedy już nasyciliśmy brzuchy, warto zwrócić uwagę na nasze ciała  o te trzeba odpowiednio dbać, rozpieszczać, smarować i upiększać. 

Zabiegi upiększające kosztują, kremy kosztują, poprawa kondycji kosztuje. Jak żyć? Dobrych rad poszukajmy w książkach. Te domowe sposoby na wszystko, z pewnością znajdą uznanie wśród osób, które chcą zachować piękne ciało, lecz niekoniecznie gotowe są na wydanie fortuny, by osiągnąć pełnię zadowolenia. 

Gotowi? Sezon na bikini coraz bliżej. Podejmiecie wyzwanie?




Jak szybko uzupełnić poziom żelaza?

Zaczniemy od tego, co w środeczku. 

Musicie wiedzieć, że zarówno witaminy, jak i minerały są niezbędne do odpowiedniego funkcjonowania organizmu. Oczywiście można uzupełniać wszelkie niedobory suplementami diety, ale który z nich wybrać? Poza tym to często droga zabawa, a można przecież podejść do tematu w bardziej praktyczny sposób i wykorzystać to, co ma się pod ręką albo pozyskać niezbędne "składniki" z otoczenia (rozbroić jakąś niepotrzebną szafkę czy coś).

Wbija się do jabłka dużo gwoździ i zostawia na noc. Rano je wyjmuje. Żelazo z gwoździ przechodzi do jabłka.


Dominika Słowik, Zimowla, Znak, Kraków 2019.


W tym miejscu warto zaznaczyć, że to szybki i w gruncie rzeczy niewymagający sposób, należy też zaznaczyć, że wkładka jest wielokrotnego użytku. W nocy nabijamy, rano spożywamy i gotowe! Niestety nie wiem, jak długo należy uskuteczniać taką kurację, ale jeśli macie jakieś doświadczenia w tej materii, to koniecznie się nimi podzielcie. Raz wystarczy? Kilogram trzeba zjeść? Ile tych gwoździ? A może przerobić to jabłko (czy tam inny mięsisty owoc) na smoothie? 




Kilka ruchów – dłuższa sprawność

Są takie strefy ludzkiego ciała, których absolutnie nie można zaniedbywać, bowiem pozostawione same sobie prawdopodobnie niebezpiecznie się skurczą i stracą nieco na swojej atrakcyjności. Wraz z kurczliwością można odnotować spadek nastroju, a przecież lubimy być szczęśliwi i czuć się dobrze w swoim ciele. Poza tym to sama przyjemność, a tej nie warto sobie podobno odmawiać...
 
Aby utrzymać formę, penis musi mieć regularne erekcje. Bez tego tkanka może stać się mniej elastyczna i skurczyć się nawet o 2 centymetry.

Andrzej Fedorowicz, 100 rzeczy, których nie wiesz o swoim ciele, Prószyński i S-ka, Warszawa 2020.

Autor pociesza, że ta część męskiego ciała jest w stanie sama o siebie zadbać, więc jeśli nie macie czasu, ochoty czy możliwości, to mimo wszystko nie musicie się jakoś szczególnie obawiać znacznego skurczenia, ale chyba lepiej zapobiegać? Co ja tam się będę wymądrzać, przecież wiecie, co robić.



Wolę gładkie niż wzorzyste

Czasem błędy młodości (albo efekt pracy jakiegoś rzeźnika) zostają z nami na długo, a czasem po prostu tylko krowa nie zmienia zdania, a my chcemy zmienić coś w swoim życiu. Niektóre "problemy" dają się ukryć, ale inne wciąż pozostają widoczne, bo swego czasu poniosła nas nieco fantazja. Bywa, że lepiej ich nie mieć, często jednak trudno się ich pozbyć. Tak, moi Drodzy, mowa o tatuażach, których usunięcie potrafi sporo kosztować, a nie zawsze można sobie pozwolić na wygospodarowanie odpowiedniej kwoty. Usunięcie dużej dziary to koszt sięgający nawet kilku tysięcy złotych... Szaleństwo, prawda? Na szczęście możecie pozbyć się niechcianego wzoru domowym sposobem.

(...) ci bardziej zdesperowani, jeśli ich stać na taki zabieg, każą sobie wzorki usunąć, a inni robią to sami: roztopionym plastikiem, kwasem, główką zapałki i sokiem z cebuli, czy nawet papierem ściernym.

Jacek Głębski, Kryminalista, wyd. II, XAUDIO, Warszawa 2021.

Niestety nie podpowiem Wam, czy wykorzystać szalotkę, skąd wziąć kwas i na jaką granulację papieru ściernego postawić, ale myślę, że najlepiej jest spróbować wszelkich dostępnych opcji, ponieważ lepiej chyba dojść do celu po trupach (może się zdarzyć...), niż żyć z wizerunkiem byłej na lewym pośladku.




Domowy sposób na rozjaśnienie włosów

Zamykają, otwierają, zamykają, otwierają, zamy... no, wiecie sami, jak to ostatnio wygląda. 

Jak żyć z tymi wszystkimi ograniczeniami, kiedy odrosty atakują, kolor stracił na blasku i soczystości albo potrzeba nam błyskawicznej zmiany, a tu fryzjerzy zamknięci i trzeba sobie jakoś poradzić? Powiecie, że można kupić farbę (drogerie są przecież otwarte, ufff) i zaszaleć w domowym zaciszu, nakładając śmierdzącą maź na włosy. Owszem, ale poszłabym krok dalej i postawiła jednak na coś ekologicznego, w końcu trzeba korzystać z darów natury. 

Mam dla Was bardzo starą receptę na farbę do włosów i chociaż miód wolę w owsiance, to chyba mogłabym poświęcić kapkę, by uzyskać piękny, jedwabiście słoneczny blond, jakim mogła się pochwalić Lukrecja Borgia.

Prawdopodobnie rozjaśniała włosy, leżąc na słońcu, ale możliwe też, że używała prostej farby robionej z kilograma ałunu, stu osiemdziesięciu gramów czarnej siarki i osiemdziesięciu gramów miodu.

Jennifer Wright, I (nie) żyli długo i szczęśliwie. Najgorsze rozstania w historii, przeł. M. Miłkowski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2021.


Myślę sobie, że łatwiej teraz o kilogram ałunu niż odrobinę słońca, zatem do działa! Idealny przepis na jesienno-zimowe miesiące i spóźnioną wiosnę!






Wyjątkowy krem poprawiający cerę

Dobry krem potrafi sporo kosztować. Czasem jednak jedno mazidło nie wystarczy, a że proponuje się nam i te na noc, i te na dzień, i kryjące, odmładzające, redukujące zmarszczki, wygładzające i inne srące-upiększające, zatem czasem warto poszukać alternatywy, by nie nakładać na twarz grubej warstwy chemii. Znów postawimy na naturalność i wykorzystamy to, co niewątpliwie zmarnowałoby się, gdyby to tak zostawić.
(...) otworzyła słoiczek z bladożółtym kremem. Pewnie nie uwierzysz, gdy powiem, że mazidło robiono ze słowiczych odchodów? Naprawdę tak było. Gejsze smarowały nim twarz, bo wierzyły, że dobrze działa na cerę.

Arthur Golden, Wyznania gejszy, przeł. W. Nowakowski, wyd. XLIII, Albatros, Warszawa 2015.

Może i Wy uwierzycie? Zapytacie pewnie: Skąd wytrzasnąć słowicze guano? Powiem Wam, że nic nie stoi na przeszkodzie, by skorzystać z tego, czego mamy w Polsce pod dostatkiem – mowa o gołębiach. Gejsza zaznacza, że kupa gołębia wymieszana ze słowiczą wciąż może pełnić podobną funkcję (nawet trudno się zorientować!), a zatem, idąc tym tropem, można wykorzystać jedynie gołębie odchody; co prawda trudno uzyskać kolor bladożółty, ale kto smarujący sobie twarz ptasim gównem zwracałby uwagę na takie szczegóły?





Doprowadź stopy do porządku

Skoro twarz mamy już zadbaną, warto w tej chwili poświęcić odrobinę uwagi paznokciom u stóp. Możemy zadbać o nie tradycyjnym sposobem – co jednak może okazać w tej chwili niewykonane, wiadomo: otwierają, zamykają, otwierają, zamyka... – można też przeczekać i temat olać albo skusić się na obróbkę metodą naturalną. pedicure biologiczny jest ponoć mniej inwazyjny i zakłada nieużywanie metalowych narzędzi. 
 

(...) wetknę ci stopę w dupę tak głęboko, że będziesz mi robił pedicure zębami!


Edward Lee, Bighead, przeł. K. Kaczkowska, Dom Horroru, Wrocław 2020.


Nie wiem, kto zostanie wytypowany do tej brudnej roboty, ale pamiętajcie: warto wybrać kogoś, kto nie odgryzie Wam przy okazji stopy, no i chyba lepiej postawić na kogoś o niskim wzroście, chyba że macie długie kończyny.





Pracuj nad sobą


Czasem w książkach szukamy recepty na udane życie albo chociaż na poprawienie jego jakości. Oczywiście mamy do czynienia z poradnikami typu "jak żyć?", gdzie krok po kroku prowadzi się nas, za rączkę, ku lepszej egzystencji. Bez problemu znajdziemy takie tytuły, w których zarzuca się nas ogromem gotowych przepisów na życie. 

Ja jednak sądzę, że najlepsze rady to te ukryte, wyszperane w treści całkowitym przypadkiem. Niestety do tej pory znalazłam niewiele takich podpowiedzi, ale myślę sobie, że temat warto kontynuować, więc z pewnością będę wypatrywać kolejnych dobrych rad. Mam jednak dla Was dwie podpowiedzi, które bez większego problemu możecie wprowadzić w życie już dziś!





Sposób na przetrwanie

Prawda jest taka, że chcąc dokonać czegoś wielkiego, trzeba najpierw posiąść tajemną wiedzę na utrzymanie się przy życiu – bez tego ani rusz (dosłownie). Oczywiście można zainwestować w jakiś survivalowy poradnik, ale lektura takowego pomoże przeżyć raczej poza cywilizacją, a – jakby nie było – ludzie, szczególnie ci wpływowi, mogą mieć spory wpływ na nasze istnienie.

(...)jeśli zdradzicie choćby ślad intelektu, ambicji czy popularności każda osoba u władzy najpewniej uzna, że jesteście jej wrogiem i potencjalnym uzurpatorem, po czym spróbuje was zabić. Udawanie prostaczka to najlepsza metoda przetrwania.

Jennifer Wright, I (nie) żyli długo i szczęśliwie. Najgorsze rozstania w historii, przeł. M. Miłkowski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2021.


Jeśli nie musicie udawać – gratuluję, jesteście na wygranej pozycji; nic jednak straconego, gdy Wasza sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ trening czyni mistrza! 




Jak osiągnąć sukces?

Kiedy już wiemy, jak przeżyć, warto pójść krok dalej: wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć odnosić sukcesy! Tu znów sprawdzi się wytrwałość w dążeniu do celu, bo im częściej podejmujemy pewne działania, tym lepsi jesteśmy w tym, co robimy (oczywiście odpowiednio się do tego przykładając).

Kiedy mamy już plan na świetlaną przyszłość, ale brak nam na przykład poparcia ze strony innych, warto popracować nad sobą, bowiem tylko niektóre cechy charakteru (a może raczej konkretne zachowania) skłonią osoby trzecie do współpracy. 

Nie ma lepszego sposobu na sprawienie, by ludzie z tobą współpracowali, niż udawanie osoby lekko niezrównoważonej psychicznie.


Lionel Shriver, Musimy porozmawiać o Kevinie, przeł. K. Uliszewski, wyd. II, Videograf II, Chorzów 2011


Warto wyznaczyć sobie jakąś granicę, żeby nie przedobrzyć. Proponuję wybadać osobę, na którą chcecie wywrzeć nacisk i dopasować poziom swego niezrównoważenia do jej poziomu akceptacji. Można też oczywiście iść na żywioł, bo kto nie ryzykuje, tan nie pije szampana!




Macie dla mnie jakąś dobrą radę? Ja mam tylko jedną: Nie próbujcie tego w domu! 


Ściskam mocno