poniedziałek, 3 maja 2021

Historia, która mnie przerosła: "Ocalić syna" L. Berry

 


Gwałt jest zły, chyba że przytrafi się pedofilowi. 
Przebaczamy mordercom, ale nie pedofilom.


Lucinda Berry, Ocalić syna, przeł. J. Grabarek, Filia, Poznań 2021.


Lubię trudne historie – te pełne dylematów, sięgające w głąb człowieka, wywołujące ogrom emocji i pozostawiające w stanie lekkiego rozedrgania, ale z takim poczuciem, że warto było poświęcić książce swój czas. Czasem jednak trafiam na taką historię, która mnie odrobinę przerasta, którą trudno mi przetrawić. Co gorsza, nie mogę jej potem wyrzucić z pamięci, ponieważ ona wciąż wykręca każdą komórkę mojego ciała.

Po Ocalić syna autorstwa Lucindy Berry sięgnęłam z automatu. Do dziś pamiętam, jakie wrażenie zrobiła na mnie pierwsza wydana w Polsce powieść Idealne dziecko *recenzja*. To była jedna z tych historii, których się nie zapomina – mocna, zatrważająca, zmuszająca do refleksji, a przy tym świetnie skomponowana. Co z najnowszą powieścią Berry? Dlaczego ta lektura byłą dla mnie tak ciężką przeprawą? Dziś kilka słów na ten temat.

Pedofilom nie przebaczamy


Najczęściej słyszymy, że to "taki dobry chłopak, z dobrego domu", a kiedy prawda wychodzi na jaw, nagle okazuje się, że ten wzór cnót był bardzo daleki od ideału. Taki był Noah – uwielbiany, wysportowany, dusza towarzystwa, świetne wyniki w nauce i świetlna przyszłość w domyśle. Okazało się, że ten kilkunastoletni chłopak czuje seksualny pociąg do małych dziewczynek, a za wyznanie winy (okropnie męczyło go to, czego się dopuścił) został umieszczony w specjalnym ośrodku resocjalizacyjnym dla młodocianych przestępców seksualnych, chociaż matka miała ogromną nadzieję, że wszystko rozejdzie się kościach (ba!, ona była przekonana, że to nic takiego, a sprawę można szybko zalatwić). Noah wie, że jego zachowanie jest karygodne, nazywa siebie potworem i nie potrafi pogodzić się ze swoimi "ciągotami", jednak to umiłowanie kilkulatek jest silniejsze od niego.

Życie chłopaka wywraca się do góry nogami, zresztą jego czyny rzutują na kondycję całej rodziny: ludzie nie chcą mieć styczności z tematem i niewiele czasu mija, gdy kolejne nici łączące ich z lokalną społecznością, zostają bezpowrotnie zerwane. Pedofilia to czyn niewybaczalny, a jednak matka chłopca nie wyobraża sobie porzucenia swojego ukochanego dziecka, wspiera go i decyduje się na totalne przeorganizowanie swojego życia, by być blisko, gdy młodzieniec opuści mury ośrodka. Inaczej jest w przypadku ojca – ten nie chce mieć z synem absolutnie żadnego kontaktu, nie godzi się na jego kontakty z młodszą siostrą, nie chce widzieć go w pobliżu.

Ile jest w stanie zrobić matka, z czego może zrezygnować i na co się porwać, by ocalić swoje dziecko?


Historia, która mnie przerosła



Ocalić syna to jedna z tych książek, które zostają w pamięci. Lektura tej książki wcale nie należała do łatwych i przyjemnych, choć należy zaznaczyć, że jest napisana naprawdę dobrze, a można wręcz odnieść wrażenie, że z niebywałą lekkością. Nic bardzo mylnego – to naprawdę ciężka przeprawa, to historia, wobec której nie można pozostać obojętnym: tu po prostu trzeba się określić, choć – i to największa wartość tej książki! – autorka zrobiła wszystko, by mocno namieszać nam w głowach, czasem aż do przesady wyłuszczając pewne zachowania. Potępiamy, owszem, ale widzimy w tej opowieści nie tylko pedofila, ale też świadomego człowieka. Widzimy również bezkompromisową miłość matki, z którą chyba nawet nie można dyskutować.


Dlaczego tak mną telepało, kiedy czytałam tę książkę?


On tylko dotykał tych dziewczynek. Nie było żadnej penetracji ani nic w tym stylu. (...) Dotykał ich, a one dotykały jego. To wszystko. 

Mam córkę w wieku tych dziewczynek i dla mnie takie wyjaśnienie, nawet wygłoszone w obronie własnego dziecka, jest po prostu nie do przyjęcia. Tu nie ma taryfy ulgowej. To nie jest "To wszystko"! Książka pełna jest takich tłumaczeń, które naprawdę starałam się zrozumieć, przyjąć i przetrawić (w końcu sama jestem matką), ale, no, przerosło mnie to wszystko. To zderzenie ohydy z niewinnością było dla momentami za mocne (tzn. nie zrozumcie mnie źle, dobrze, że mocne, bo to pociągnęło za sobą ogrom emocji).

Bohaterowie są fantastycznie wykreowani: każdy jest jakiś, a ich wewnętrzne rozterki? Ciężki kaliber. Z jednej strony mamy zaślepioną miłością do syna matkę (tu uwaga: wydaje mi się, że w tym miejscu autorkę troszkę poniosło, choć może taki był zamysł?), z drugiej strony mamy młodego przestępcę seksualnego, który nie jest w stanie żyć we własnym ciele, ale nie potrafi zapanować nad swoimi potrzebami – on doskonale wie, że to, co zrobił jest złe. Tuż obok pojawia się ojciec, który wyrzeka się syna, a w tym wszystkim mała siostrzyczka kochająca mimo wszystko. I to nadal nie wszystko, bowiem mamy społeczność, starych przyjaciół i nowych ludzi, a w papierach ślad, którego nie da się zatrzeć.

Ocalić syna to książka naprawdę dobra, ale tylko biorąc pod uwagę ładunek emocjonalny, z którym trzeba będzie się uporać – niemal mistrzowskie przedstawienie problemu. Prawdę mówiąc, niewiele tu akcji (z tym spotkamy się dopiero w końcowych rozdziałach, włączając w to finał opowieści, który wiele nam rozjaśni), można stwierdzić, że to dość monotonna opowieść, w której właściwie niewiele się dzieje. Prawdziwa siła tej historii nie tkwi w nagłych zawirowaniach czy przyspieszających bicie serca wątkach, ale w ludzkim dramacie i społecznym braku akceptacji. 

Podsumowując, jeśli szukacie poruszającej, smutnej i naprawdę trudnej historii, która mocno wstrząśnie Waszym światem, ale niespecjalnie zależy Wam na pędzącej w szalonym tempie akcji, to Ocalić syna będzie idealną lekturą. Warto w tym miejscu dodać, że nie znajdziecie tu drastycznych opisów wykorzystywania seksualnego; wątek wielokrotnie, w różnych konfiguracjach, przewija się w tekście, ale nie jest on prezentowany w sposób bardzo dokładny – dla wrażliwców będzie, tak myślę, do przejścia. Książka warta Waszej uwagi.