czwartek, 13 maja 2021

Kobieta, czyli towar deficytowy: "Księga bezimiennej akuszerki" M. Elison

 


Nie ma już prawie żadnych kobiet. Może garstka. W końcu nas zużyją.

Meg Elison, Księga bezimiennej akuszerki, przeł. M. Smulewska,t. 1, Rebis, Poznań 2020.


Wracamy do postapo – ten temat mnie zawsze kręci, więc z przyjemnością sięgam po kolejne tytuły w podobnym klimacie (wkrótce postaram się zrobić na blogu zestawienie tytułów, którym warto poświęcić chwilę). Dlaczego? Zawsze zastanawia mnie, w jaki sposób ludzkość poradzi sobie w nowych, przeważnie niesprzyjających warunkach i czy człowiek w obliczu dramatu, katastrofy, wszechogarniającej beznadziei wciąż pozostanie człowiekiem?

Dziś kilka słów o pierwszym tomie Drogi Donikąd, a dokładniej przyjrzymy się Księdze bezimiennej akuszerki autorstwa Meg Elison. Książka reklamowana jest jako "Opowieść podręcznej *recenzja* w świecie postapo" i powiem Wam, że coś w tym jest! Nie wiem, jak to się stało, że sięgnęłam po tę powieść dopiero teraz... Jakiś czas temu ubzdurałam sobie, że to nie dla mnie, ale po lekturze recenzji napisanej przez Ewelinę z Pomistrzowsku, wiedziałam już, że popełniłam duży, wielki, ogromny błąd i niemal natychmiast postanowiłam go naprawić. To była jedyna słuszna decyzja.

Kobieta, czyli towar deficytowy


Tym razem mamy do czynienia z morderczym wirusem, który sieje spustoszenie na calutkim świecie – to nie jakiś tam mikrob powodujący drobne dolegliwości, ale morderczy cios ciężkiego kalibru, który usunął z powierzchni Ziemi 98% procent mężczyzn, ale też wybił niemal wszystkie kobiety i dzieci (zaznaczmy też, że odkąd trawi ludzkość, nie rodzą się nowe). 

Nasza bohaterka – bezimienna położna, która w trakcie swojej drogi przyjmuje różne imiona – obudziła się (po przejściu wirusa), kiedy było już praktycznie po wszystkim. Kobieta nie podejrzewała wówczas, jak ważnym stała się towarem – jest dobrem deficytowym, upragnionym, pożądanym, a mężczyźni bez żadnych skrupułów starają się ją zdobyć – to jak polowanie, w którym wygra najlepszy (zdobędzie, ubezwłasnowolni, wykorzysta – głównie seksualnie, bo przecież potrzeba kopulacji i tworzenia nowego życia jest wręcz ogłupiająca – aż do zużycia "materiału"). Kobiety, właściwie ta garstka, która umknęła wirusowi, mają naprawdę ciężkie życie. Akuszerka nie godzi się jednak na taki los, zatem przebiera się za mężczyznę i wyrusza w świat ze swoją misją dzielenia się antykoncepcją z innymi niewiastami (to ważne, bo odkąd zaraza zmasakrowała ludzkość, nie narodziło się żadne żywe dziecko, a matki umierały przeważnie przy porodzie). 

Bezimienna akuszerka spisuje swoje myśli i wspomnienia, dzieląc się z czytelnikiem (i przyszłymi pokoleniami) świadectwem tej niewyobrażalnej katastrofy. Nam pozostaje jedynie towarzyszyć jej w tej trudnej, wymagającej i wyjątkowo wyboistej drodze, która – być może – nie będzie miała końca. Bohaterka rzadko spogląda w przyszłość, ale często odnosi się do przeszłości, tęskni, stara się złożyć ze zlepków wiadomości jakąś sensowną całość.

Najważniejszy jest człowiek


Dobrze się stało, że trafiłam na recenzję tej książki, a jeszcze lepiej, że zdecydowałam się na lekturę, bowiem Meg Elison stworzyła historię mocną, ciekawą i przejmującą. Nasza Bezimienna została rzucona na pożarcie tym, którzy roszczą sobie prawa do jej myśli i ciała. Dlaczego? Ponieważ w ludziach zrodziło się przeświadczenie, że mogą zgarnąć "najlepsze kąski", jeśli tylko potrafią po nie sięgnąć. Obowiązuje tu prawo silniejszego, natomiast umyka gdzieś ludzka przyzwoitość. Wszyscy żyją w strachu, walczą o przetrwanie, unikają się, zabijają z zimną krwią, ale gdzieś w środeczku pragną bliskości, normalności.

Opowieść jest bardzo ciekawie skonstruowana: z jednej strony mamy do czynienia z Księgą, która jest obiektem badań, z drugiej strony to dziennik kobiety, która stara się zachować resztkę normalności w tym wynaturzonym świecie, ale też nie chce zapomnieć o przeszłości, więc wraca do czasu przed apokalipsą. No i, co ważne, zetkniemy się z bardzo specyficznym stylem autorki, do którego niewątpliwie trzeba się przekonać i przyzwyczaić. Początkowo lektura może sprawiać pewne trudności, bowiem zapiski są ujęte w tak potocznym języku, jak to tylko możliwe (wraz z licznymi "ozdobnikami"), poza tym myśli bohaterki płyną niczym strumień – wartko, różnymi odnogami, wyboiście. Wszystko sprawia wrażenie autentyczności – dostajemy tu prawdziwego człowieka, który czasem plecie trzy po trzy, o pierdołach, by za chwilę zaskoczyć nas elokwencją.

Historia porusza, a my wciąż kibicujemy głównej bohaterce, ponieważ szybko dostrzegamy jej siłę, spryt i zdolność dostosowania się do otoczenia – chyba właśnie ta elastyczność ujęła mnie najmocniej, a trzeba przyznać, że przed Bezimienną postawiono naprawdę wiele wyzwań. 

Podobał mi się również obraz społeczeństwa, który namalowała autorka – myślę, że to jeden z najważniejszych elementów tego typu opowieści, bo przecież najistotniejsze w tym wszystkim są człowiek oraz relacja, jakie nawiązuje (bądź nie) z innymi ludźmi. Tu dostajemy przekrój przez zamknięte społeczności, samozwańcze watahy, pojedyncze jednostki i choć patrzymy oczami jednej kobiety, to jednak otrzymujemy szeroki i dokładny obraz świata po zagładzie. Warto w tym miejscu wspomnieć, że na Księgę złożyły się też inne pamiętniki – to nieliczne, spisane na szybko historie ludzi, z którymi Bezimienna miała bliższy kontakt.

Podsumowując, Księga bezimiennej akuszerki to jedna z tych historii, nad którymi warto się pochylić. Z jednej strony mamy tu do czynienia z obrazem społeczeństwa po rozpadzie świata, ale z drugiej dostajemy wgląd w myśli jednostki (wyjątkowej, bo rzadkiej), która chcąc nie chcąc musi w tym nowym świecie znaleźć swoje miejsce, która ma misję i chęci, by ją wypełnić – jest zdeterminowana, sprytna, waleczna, niemal heroiczna, ale jest normalną kobietą, taką, którą mijacie na ulicy, spotykacie w pracy, taką jak – w co mocno wierzę – jesteście Wy lub są Wasze matki, siostry, córki. Książkę polecam Wam z czystym sumieniem, a dodam jeszcze, że to nie koniec tej przygody, bowiem można już czytać drugi tom! Na pewno wkrótce się za niego wezmę.