poniedziałek, 10 maja 2021

Produkt jedynego świata, jaki znała: J. Butcher "Niegrzeczna dziewczynka"

 



Jeśli to, co mi powiedziała, jest prawdą – a wszystko na to wskazuje – to jest niczym więcej, jak produktem jedynego świata, jaki znała. Nikt nigdy nie pokazał jej innego.


Jonathan Butcher, Niegrzeczna dziewczynka, przeł. K. Mikołajczyk, Dom Horroru, Wrocław 2020.

Przerażające, jak wielki wpływ na kształtowanie młodego człowieka ma środowisko, w którym przyszło mu żyć! Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele zależy od tego, z kim przystajemy (szczególnie w tych początkowych latach życia, kiedy uczymy się istnienia w rzeczywistości, wypracowujemy schematy, wpisujemy się w ramy). O ile mamy do czynienia ze standardową sytuacją – rodzina, rówieśnicy, współpracownicy, przyjaciele i ogólnie społeczeństwo – o tyle te różnorakie wpływy jakoś się przenikają, rozkładają, tworząc konkretną całość utkaną z przeróżnych zlepków, przeważnie zbilansowaną. Wyobraźcie sobie jednak sytuację, kiedy nic nie dzieje się tak, jak powinno, a dziecko uczone jest świata przez określoną grupę, według wymyślonych przez nią zasad, nie znając niczego poza. Trochę jak bycie w sekcie, trochę jak hodowla... Całkowite zniewolenie, ale bez poczucia zagrożenia (nie można przecież myśleć o czymś źle, odrzucać czegoś, kiedy nie zna się niczego poza tym).

Znów czas na ekstremalny horror. Powiem Wam, że ostatnio przyjmuję ten gatunek z otwartymi ramionami, bo poza właściwej mu ohydzie znajduję dużo, dużo więcej – to ta sytuacja, kiedy książka ma w sobie coś niesamowitego i nie sposób usunąć jej potem z pamięci. Przeglądając propozycje z wydawnictwa Dom Horroru, trafiłam na Niegrzeczną dziewczynkę autorstwa Jonathana Butchera (swoją drogą, butcher to po polsku rzeźnik; pasuje idealnie). Spodziewałam się krwawej jatki i owszem, tej absolutnie nie zabrakło (polecam tylko osobom pełnoletnim, którym niestraszne naprawdę mocne treści i wulgarny do granic możliwości język), ale znalazłam też coś, co właściwie trudno jest ująć w jakiekolwiek ramy.  


Produkt jedynego świata, jaki znała

Bezimienny produkt świata wykreowanego przez mężczyzn, którzy wyhodowali zabawkę idealną – bezwolną, odpowiednio motywowaną, ukierunkowaną na dostarczanie uciechy i spełnianie wyuzdanych życzeń, całkowicie zależną i zupełnie nieświadomą dramatu, w którym odgrywa główną rolę. Dziewczynka jest niczym więcej jak workiem na spermę, który z odpowiednim oddaniem wypełnia swoje zadania, ale nie widzi w tym niczego złego, niewłaściwego, nie rozumie, że istnieje jakieś życie poza jej Pokojem, którego jeszcze nigdy nie opuściła.

Tatuś – tak nazwa wszystkich mężczyzn, z którymi przyszło jej obcować – zapewnił swojej Dziewczynce odpowiednią edukację: ma ona dostęp do konkretnych filmów, z których to powinna uczyć się, jak być Grzeczną Dziewczynką. Pewnego dnia w jej nienaturalny, choć paradoksalnie poukładany świat wkrada się niepokój; kiedy jeden z filmów pokazuje (ten dostał się w ręce przypadkiem), że Tatusiowe nie powinni robić swoim Dziewczynkom "takich rzeczy", ziarnko niepewności zostało zasiane, a w młodym umyśle (mocno ograniczonym i odpowiednio ukierunkowanym) rodzi się początkowo potrzeba zrozumienia, a potem bunt, od którego już tylko krok do realizacji.

Dziewczynka wydostaje się z Pokoju i po raz pierwszy doświadcza tego, na co my – wychowani tradycyjnie ludzie – nie zwracamy uwagi; dostrzega błękit nieba, soczystą barwę słońca, fakturę trawy. Bezimienna wyrusza, by zbadać świat, który stoi teraz przed nią otworem, a którego odmawiano jej przez całe dzieciństwo, trzymając ukrytą w piwnicy. Bohaterka nie rozumie zasad, według których postępują ludzie, bowiem wyposażona została tylko w konkretne umiejętności, a pewne zdarzenia (normalne, naturalne) interpretuje opacznie. Pojawi się również bariera językowa, ponieważ – nie ukrywajmy – Dziewczynka ma bardzo ubogie słownictwo, choć sprawy natury seksualnej (w tym wydaniu pełne ohydy, brutalizmu i wszelkiego plugastwa) ma opanowane do perfekcji. 

Co się stanie, gdy zderzymy dwa światy? Zapewniam, że tego się nie spodziewacie. 


Patrzmy szerzej

Prawda jest taka, że tę książkę można potraktować dwojako: jako płytką, brutalną i przesadzoną, ale i można spojrzeć na temat szerzej, a pod tą otoczką wulgarności i ohydy znaleźć naprawdę wyjątkową opowieść o ludzkiej krzywdzie. Do tego Was zachęcam, choć zdaję sobie sprawę z tego, że lektura może odrzucić Was już na samym początku – tu nie ma miejsca na delikatność, nie występuje jakiekolwiek tabu – dostaniecie ten horror w wersji ekstremalnej, wprost, bez zbędnych ozdobników.

Kiedy zaczęłam czytać, w ogóle nie zastanawiałam się nad jakimkolwiek głębszym sensem tej historii – obrzydliwe obrazy zaatakowały mnie tak szybko (pierwsza strona, pierwszy dialog!) i gwałtownie (mocna rzecz), że dłuższą chwilę zajęło mi ogarnięcie tematu – wyjście poza formę tekstu i przyjrzenie się jego sensowi. Zaskoczyło mnie to, co znalazłam! Nagle całość nie wydała mi się już przesadnie wyeksponowana, a raczej pełna elementów, którym należy przyjrzeć się bliżej. Nagle też uznałam, że jest w tej powieści coś, czego nigdy nie zapomnę, a ona sama wcale nie jest przesadzonym konceptem, historią, która powstała po to, by szokować, ale jest bolesną drzazgą, głęboką rysą, prawdopodobną masakrą, którą ciężko przyjąć. Wypieramy, odrzucamy, nie zgadzamy się; wszystko w nas krzyczy, buntuje się, wyje.

Na szczególną uwagę zasługuje tu język (pozwólcie, że nie będę cytowała), jakim posługuje się Dziewczynka. Takiej dawki wulgaryzmów zgromadzonych na tak niewielkiej powierzchni (książka liczy około 140 stron) dawno nie spotkałam. Niektóre zjawiska jednak zachwycają, bowiem bohaterka, która nie zna świata zewnętrznego, stara się nadać im nazwę – tworzy je na bieżąco, a każda kolejne urzeka swą prostotą, ale błyskotliwością. Ciekawa jestem, jakim Wy słowem określilibyście dywan?

Książka jest cieniutka, ale bardzo treściwa – myślę, że to jej ogromna zaleta. Wydaje mi się, że więcej tego zła nie trzeba – to byłoby nie do wytrzymania. Warto też zaznaczyć, że w tej zwięzłej formie znalazł się tak potężny ładunek, że naprawdę trzeba się mocno nagimnastykować, by go oswoić i przetrawić. 

Mam szczerą nadzieję, że sięgniecie po tę książkę i jeszcze większą, że dacie tej historii szansę – tak mimo wszystko. Z pewnością będzie to zderzenie z niemożliwością i na pewno łatwo nie będzie, ale warto! Kiedy pomylicie sobie, że tak faktycznie mogło się zdarzyć – a mogło, bo czemu nie? – opowieść zrobi na pewno jeszcze większe wrażenie. Nie wiem, czy finał przypadnie Wam do gustu – być może poczujecie się niepewnie – mnie zmusił do myślenia. Dlaczego? Zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób inni wpływają na nasze życie, na postrzeganie świata i jak – choć tego nie chcemy – przejmujemy pewne wzorce, wprowadzając w nasze życie konkretne działania. W każdym razie liczę na to, że podzielicie swoimi odczuciami po lekturze.