poniedziałek, 17 maja 2021

W oczekiwaniu na nowe życie: I. Levin "Dziecko Rosemary"

 


(...) są na tym świecie ludzie, którzy wierzą w takie rzeczy,
nawet jeśli my uważamy to za absurd.


Ira Levin, Dziecko Rosemary, przeł. J. Ochab, il. K. Wroński, Vesper, Czerwonak 2021.


Klasyka grozy idealnie wpisuje się ostatnio w moje gusta. Uzbroiłam się w kilka tego typu powieści  i powoli nadrabiam zaległości. Różnie bywa z tym wejściem do przeszłości; niektóre historie mocno, bardzo pozytywnie mnie zaskakują (wielu z nich w ogóle wcześniej nie znałam), inne robią wrażenie i okazują się o wiele lepsze niż ich filmowa wersja, a pozostałe, cóż, czasem po prostu nie zaiskrzy.

Dziecko Rosemary autorstwa Iry Levina to jedna z tych historii, którą poznałam najpierw w wersji filmowej (1968 rok, w reżyserii Romana Polańskiego z niesamowitą ścieżką dźwiękową Krzysztofa Komedy) i w sumie nic w tym dziwnego, bo jako nastolatka nie czytałam, ale horrory oglądałam, odkąd tylko pamiętam. W każdym razie dziś chciałam podzielić się z Wami moimi odczuciami po lekturze powieści, która została wydana w 1966 roku.


W oczekiwaniu na nowe życie


Przenosimy się do Nowego Yorku lat 60. XX wieku. Młode małżeństwo dostaje uśmiech od losu – już wkrótce Rosemary i Guy będą mogli zacząć wspólne życie w jednej z prestiżowych dzielnic, w jednym z tych przepięknych domów, w cudownym apartamencie. Co prawda doszły ich słuchy, że luksusowa kamienica w ciągu wielu lat okryła się złą opinią, ale młodzi nic sobie jednak nie robią z kiepskiej opinii o budynku, w którym mają zamieszkać – nie ma to dla nich najmniejszego znaczenia.

Nowożeńcy szybko poznają sąsiadów (ekscentryczne starsze małżeństwo wraz z ich licznymi znajomymi), od których trudno się uwolnić. Życie zakochanych szybko nabiera tempa: Guy (z powodu nieszczęśliwego wypadku innego aktora) wybija się, Rosemary, która dotąd poświęcała się upiększaniu mieszkania (był to w sumie jej jedyny problem) zaszła w ciążę, a ten stan w ogóle nie był dla niej łaskawy. Starsze małżeństwo wyjątkowo i z oddaniem zaangażowało się w życie młodych: podrzucając odpowiednie napoje (dla dziecka), organizując lekarza prowadzącego, sprawując kontrolę nad przyszłą mamą.



O co właściwie chodzi i dlaczego Rosemary męczą upiorne koszmary, dziwne halucynacje, a jej ciałem zaczynają rządzić dziwne zachcianki? No i jak się mają do tego dziwni sąsiedzi, niepokojące głosy płynące zza ściany i ciągły niepokój, który nie daje kobiecie spokoju? Cóż, czasem oczekiwanie na nowe życie staje się najwyższym priorytetem – dla wszystkich wtajemniczonych.

Duszno, mrocznie i niebezpiecznie


Pierwsze, co przykuwa naszą uwagę w trakcie lektury Dziecka Rosemary jest niewątpliwie mroczny i duszny klimat tej opowieści. Pętla zaciska się systematycznie, nieprzerwanie i niemal niezauważalnie. Sen o doskonałym życiu z wolna przeradza się w paskudny koszmar, którego nie sposób zepchnąć z pola widzenia.

Warto wspomnieć, że akcja tej powieści jest niespieszna, a zwroty akcji można uznać za bardzo subtelne, choć doskonale zdajemy sobie sprawę z ich wagi – tu nic (żadne słowo, obraz czy emocja) nie pojawia się przypadkiem. Mimo tego zwolnionego tempa w powieści wyczuwalne jest nieustające napięcie. Każdy z elementów świata przedstawionego sprawia wrażenie idealnego, świetnie dopasowanego i wyważonego kawałka misternej układanki, natomiast finał opowieści jest doskonałą mieszaniną sprzecznych emocji; zastanawiamy się, czy miłość matki jest w stanie pokonać niechęć i strach, chcemy wiedzieć, dokąd nas to wszystko, czego byliśmy świadkami, zaprowadzi.

Bohaterowie są dobrze skonstruowani: właściwie możemy tu wydzielić kilka typów zachowań albo po prostu postawić Rosemary (i nielicznych sprzymierzeńców) przeciwko całemu, zaciskającemu się wokół tej zlęknionej kobiety światu. Czy chodzi o obsesję, manię. halucynacje i dziwny, niefortunny zbieg okoliczności, czy może jest w tym całym zamieszaniu coś więcej? Niewątpliwie wiele wyjaśnią nam relacje zachodzące miedzy poszczególnymi bohaterami – te "starcia" są wyjątkowo cennym doświadczeniem.

Książką można się rozkoszować z powolną przyjemnością. Działa na nas jej duszny nastój, szybko dajemy się wciągnąć w mroczny klimat, z zainteresowaniem wyczekujemy finału opowieści, po cichu licząc, że wszystko ma swoje wyjaśnienie, a młoda matka w końcu osiągnie spokój. Cóż... Może i tak będzie? Dziecko Rosemary to jeden z tytułów, któremu niewątpliwie należy przyjrzeć się bliżej. Ta powieść ma właściwie wszystko, czego nam trzeba: niepokojący klimat (ogromna zaleta), interesującą fabułę, spory ładunek emocjonalny i satysfakcjonujące zakończenie. Choć niewątpliwie zwraca tu uwagę oszczędność stylu – nie spodziewajcie się rozległych opisów miejsca akcji czy zagłębiania się w emocje bohaterów (to dzieje się samo) – to czyta się z lekkością i trudnością (trudno się oderwać). Mnie ta historia porwała, zastanowiła i zaciekawiła (zapada w pamięć podobnie jak doskonała adaptacja), więc i Wam polecę chwilę zatopienia w dobrej powieści grozy.