wtorek, 15 czerwca 2021

Bo życie zaskakuje: M. Wala "Zanim zrozumiem"


Zazwyczaj istotne decyzje podejmujemy w pośpiechu, nie zastanawiając się nad wszystkimi ich aspektami i konsekwencjami. Potem musimy się z nimi mierzyć, coraz bardziej przyspieszając, aby wyrównać skutki dawnych błędów.

Magdalena Wala, Splątane losy, Zanim zrozumiem, t. 2, Pascal, Bielsko-Biała 2021.

Tajemnice, rodzinne sekrety i dramaty. Jedna wielka niewiadoma oraz dążenie do odkrycia prawdy, która może zmienić człowieka, na zawsze. Druga wojna światowa, która kładzie się cieniem na życiu wielu rodzin. Tematyka zdecydowanie w moim klimacie. 

Dziś na tapecie drugi tom serii Splątane losy, który możecie czytać niezależnie od pierwszej części, ale z pewnym zastrzeżeniem: książka opowiada o losach innych bohaterów, choć wiele wątków łączy się i wyjaśnia pewne zdarzenia, z którymi mieliśmy do czynienia w Zanim wybaczę *recenzja*. Zanim zrozumiem Magdaleny Wali to powieść, którą miałam okazję przeczytać dzięki wydawnictwu Pascal (choć prawdę mówiąc pochłonęłam tę opowieść na czytniku – jest na Legimi – bo po prostu nie spakowałam jej na wyjazd, a bardzo chciałam poznać poznać dalszy ciąg tej historii).


Bo życie zaskakuje

Ile musi się wydarzyć w życiu kobiety, by w końcu zrozumiała, że jest wartościowa i może podbijać świat bez toksycznego mężczyzny u boku? Czasem wystarczy chwila, aby opamiętać, ale częściej to długotrwały i mozolny proces poznawania swoich możliwości i przede wszystkim swojej wartości. Kinga odeszła od męża już jakiś czas temu, ale ten wciąż zawraca jej tyłek swoimi sprawami (bardzo denerwujący typ, udusić to mało). Kiedy mężczyzna kolejny raz próbuje wejść z buciarami w życie swojej eks, ona musi wyjechać (na szczęście), aby dowiedzieć się czegoś o sobie – czeka ją nie lada wyzwanie, bowiem była adoptowana, a teraz – po wielu, wielu latach  ma otrzymać spadek po biologicznym ojcu (o matce w ogóle w ogóle nie pamiętać, natomiast taty nigdy nie miałam okazji poznać  jest zagadką, podobnie jak zawartość skrytki, którą trafi w jej ręce). 

Kobieta udaje się do znanego już nam pensjonatu w Zaborzu, gdzie pozna pewnego fascynującego się fotografią Niemca, który przybył do Polski na polecenie swojej babci. I tu zaczyna się cała magia, ponieważ mężczyzna ma odkryć tajemnice babci, ale wcale nie spodziewa się tego, co odkryje. Kinga będzie mu towarzyszyła w podróży do przeszłości, razem odwiedzą okryty złą sławą dworek (kurczę, fascynuje mnie ten obiekt!), a pewne dokumenty odwrócą życie wielu rodzin do góry nogami.

Gotowi na poszukanie prawdy?

Jazda dwutorowa

Opowieść toczy się dwutorowo: z jednej strony mocno zakorzenimy się w codzienności i ruszymy śladem głównych bohaterów, którzy nie wiedzą, czego się tak naprawdę po swoich poszukiwaniach spodziewać; z drugiej strony poznamy historię pewnej adoptowanej dziewczynki, która trafiła do niemieckiej rodziny w czasie drugiej wojny światowej, a potem... Zresztą, nic Wam więcej nie powiem, bo opowieść o tym dziecku łamie serce, wyciska łzy i sprawia, że w człowieku wszystko się gotuje – tak, rodzą się w serduchu sprzeciw i zdecydowana niezgoda na to, co się wydarzyło.

To może teraz o romansie... Powiem Wam, że jak unikam tego typu wątków, tak tu byłam zachwycona poprowadzeniem romantycznej opowieści. I miłość niewiele miała tu do rzeczy, po prostu nie było nachalnego lukrowania, ale miałam okazję uczestniczenia w procesie "tkania" ze strzępów niepowodzeń, myśli, niewiary i marnego poczucia własnej wartości kobiety silnej i pełnej. Tu wszystko mi się zagrało, a ten romantyzm okazał się strzałem w dziesiątkę  przyjemnym podglądactwem.

Bohaterowie są różni, więc i nie wszystkich da się lubić, co uważam za wielką zaletę, bo gdyby było za słodko, to mogłoby stanąć gęstą kluchą w gardle. Do moich nieulubieńców zdecydowanie należy mąż Kingi! Gdy tylko pojawiał się na horyzoncie targały mną bardzo silne uczucia – paskud jeden! Poznamy również Kingę (mocno jej kibicujemy), Niemca (chyba moja ulubiona postać tego dramatu) oraz wiele sylwetek, które nieco wpłyną na bieg wydarzeń. Poza tym spotkamy się ze starymi znajomymi z tomu pierwszego, choć należy zaznaczyć, że odgrywają tu raczej drugoplanowe role.

 Bez pamięci wciągnęłam się w tę opowieść, choć przyznaję, że najciekawsza była opowieść adoptowanej dziewczynki – trzeba zaznaczyć, że momentami bardzo mocna i niesamowicie bolesna. Natomiast rozwiązanie tej rodzinnej zagadki, o której wcześniej wspomniałam, okazało się satysfakcjonujące, choć nie mogę stwierdzić, że byłam bardzo zaskoczona. Niemniej, wiem, że to jeszcze nie koniec, a Magdalena Wala nieuchronnie prowadzi swojego czytelnika do odkrycia wszystkich kart (tu, rzecz jasna, mam na myśli historię starego dworku, który omijany jest przez mieszkańców Zaborza szerokim lukiem, ba!, o nim się nawet nie rozmawia).

Podsumowując, książkę czyta się płynnie, z uwagą i zainteresowaniem i choć czasem bywa nużąca, nie wpływa to na odbiór całości. To jedna z tych historii, o których się myśli, starając się zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Mnie zdecydowanie przypadła do gustu i gdybym trafiała na tylko tak dobre powieści obyczajowe, z pewnością gatunek ten na stałe wszedłby do mojego czytelniczego repertuaru.