wtorek, 8 czerwca 2021

Wartko i zaskakująco: W. Chmielarz "Wilkołak"

 


Jeśli trzymasz sukę wystarczająco długo na łańcuchu, to nawet kiedy ją z niego spuścisz, ciągle będzie czuła jego niewidzialny ciężar.


Wojciech Chmielarz, Wilkołak, t.3, Marginesy, Warszawa 2021.

Czasem ktoś sobie ubzdura, że może być wampirem, zombie czy wilkołakiem (czuje się panem życia i śmierci, kiedy pod osłoną nocy budzą się w nim dzikie instynkty), a tym samym jest niejako zobligowany do siania zamętu tam, gdzie właściwie ludzie – często po przetrawieniu swoich problemów, nieprzyjemnych wydarzeń, ogarnięciu rzeczywistości – żyją sobie w miarę spokojnie. Cios spada na niczego niespodziewającego się człowieka nagle i wywraca jego życie do góry nogami, a nawet zmusza do podejmowania działań, które zbaczają daleko poza utarte szlaki, prowadząc blisko granicy, której nie należy przekraczać.

Kryminały to jeden z tych gatunków, po które sięgam nieco rzadziej niż to się ma na przykład w przypadku thrillerów czy powieści grozy, ale bardzo cenię sobie dobre kryminalne historie i gdy tylko takowa trafi w moje łapki, nie waham się od niej oderwać. Tak też było w przypadku najnowszej powieści autorstwa Wojciecha Chmielarza pt. Wilkołak z wydawnictwa Marginesy. To trzeci z kolei tom z cyklu o detektywie Dawidzie Wolskim i, w moim odczuciu, najlepszy. Autor długo kazał nam czekać na kontynuację, jednak ten czas został czytelnikom odpowiednio, z pompą wynagrodzony. 

Akcja – reakcja

Świat Dawida Wolskiego zwolnił na krótką chwilę, by odkryć przed nim to, co wydało się niemożliwe – nikt przecież nie brał pod uwagę, że kobieta, która została zamordowana dekadę wcześniej, żyje i jakby nigdy nic przechadza się po cmentarzu (akurat wtedy, gdy żegna ojca, mecenasa Wolskiego). Iga pojawia się na widoku tylko na moment, ale tych kilka oddechów zmienia dosłownie wszystko.

Prywatny detektyw nie spocznie, póki nie odkryje prawdy i nie doprowadzi do odnalezienia ukochanej. Co prawda przekonanie kogokolwiek, że kobieta żyje, jest misją niewykonalną, ale mężczyzna nie cofnie się przed niczym, by dowieść swego – przyznacie, że profanacja grobu to dość odważny krok? Na szczęście Wolski nie zostaje z tym problemem sam, bowiem zyskuje potężne wsparcie w postaci (zawieszonego) prokurator Adama Górnika.

Okazuje się, że "odkopując" sprawę Igi, mężczyźni trafią na problem natury złożonej; wyjaśniania wymagają kolejne tajemnice, a te z kolei prowadzą na nieznane ścieżki – dalej i głębiej. 




Wartko i zaskakująco

Za każdym razem, kiedy sięgam po powieści Wojciecha Chmielarza, dopada mnie przeświadczenie, że wciąż czytam za mało historii, które wyszły spod jego pióra, a przecież na regale czekają zapomniane (upolowane jeszcze na WTDK) tomy. Za każdym razem mam też mocne postanowienie, że nadrobię. Może w końcu ruszę ten temat? Wypadałoby, prawda?

Weźmy jednak na tapet (póki co) tego Wilkołaka. Szczególnie do gustu przypadł mi styl – ta bezkompromisowość robi swoje, porywa i daje poczucie autentyczności – to ważne! Gdzie trzeba rzucić mięchem, tam autor rzuca i ten soczysty kąsek zawsze idealnie pasuje do sytuacji. Historia nasiąknięta jest wulgaryzmami, ale tu nic nie znalazło się "na siłę", po prostu jest w punkt. 

Akcja powieści jest wartka, a jej zwroty liczne i pokręcone. Chmielarz zaskakuje rozwiązaniami, a naznaczone szaleństwem działania głównych bohaterów, często wprawiają w osłupienie. Nie byłabym sobą, gdybym nie zaznaczyła, co pociąga mnie w tej historii najbardziej (poza językiem, oczywiście). Tu nie musiałam się długo zastanawiać, ponieważ już pierwsze zdanie (wróćcie do cytatu na wstępie) wprowadziło mnie w odpowiedni nastrój. Aż ciarki przechodzą... 

Rozwiązanie tej kryminalnej zagadki zajęło mi dłuższą chwilę. Dopiero w 59. rozdziale (na 76 możliwych) wszystkiego się domyśliłam (chociaż warto w tym miejscu zaznaczyć, że finał i tak mnie zaskoczył). Myślę, że to świetny wynik, ponieważ długo nie mogłam poskładać w całość poszczególnych elementów układanki. To wcale nie było takie proste... i całe szczęście! Pisarz doskonale radzi sobie z utrzymywaniem czytelnika w napięciu, powoli dawkując kolejne rewelacje, myląc tropy i podrzucając początkowe niejasne obrazy. Nie brakuje tu czarnego humoru, pojawi się wzruszenie, nie obejdzie się bez gęsiej skórki.

Bardzo przypadł mi do gustu duet Wolski-Górnik. Świetny i przede wszystkim nieoczywisty tandem z ogromnym potencjałem. Działania podejmowane przez bohaterów bywają skrajnie nieodpowiedzialne, a często również irracjonalne, ale to właśnie te szalone zwroty akcji prowadzą nas do mrocznego finału, który stanowi ukoronowanie całej powieści. To jednak nie wszystko. W Wilkołaku każdy bohater jest jakiś – nie ma mowy o miałkich, bezpłciowych sylwetkach, zapchajdziurach. Każdy ma tu do odegrania swoją rolę, a chwili, gdy dochodzi do głosu, pochłania całą naszą uwagę.

Nie muszę chyba dodawać, że gorąco polecam Wam lekturę Wilkołaka? Zacznijcie jednak przygodę z cyklem gliwickim od pierwszego tomu, żeby nie uronić ani kropelki – im dalej, tym lepiej!