środa, 14 lipca 2021

Konfrontacja z rzeczywistością: T. Sablik "Winda"

 



Czasami, aby sięgnąć po prawdę, trzeba wykazać się odwagą (...)

Tomasz Sablik, Winda, il. D. Boldys, Vesper, Czerwonak 2020.


Lubicie windy? Są tacy, którzy omijają ich zamknięte przestrzenie, zawsze wybierając schody. Niby dobre to dla zdrowie, bo wiadomo, że człowiek musi się trochę poruszać, a nie zawsze ma ku temu okazję, ale dźwigi to jednak wygoda i oszczędność czasu. Poza tym windy często bywają centrum koszmarów... Śniło Wam się kiedyś, że zostaliście zamknięci w pułapce, z której nie możecie się wydostać? A może mieliście do czynienia z windą spadającą? Mnie tego typu koszmary ominęły, a winda pojawiała się głównie jako "teleport" do ukrytych w podziemiach czeluściach – tak! w moich koszmarach zawsze zjeżdżam do ciemnej i wilgotnej piwnicy – czasem nawet wysiądę z tej windy (to nigdy nie jest dobry pomysł!), bo lepiej jest zostać w nieprzychylnym i złowieszczym, ale jednak znanym miejscu. Dosyć dygresji, przejdźmy do sedna.

Winda autorstwa Tomasza Sablika szybko przyciągnęła moją uwagę. Szczególnie kuszący wydał mi się opis fabuły, którym uraczył czytelnika wydawca. Pomyślałam sobie: brzmi świetnie, to coś dla mnie, i nie zwlekałam z lekturą. Byłam przekonana, że ta powieść jest debiutem autora (w sumie nie wiem, skąd we mnie ta pewność), ale dotarłam do informacji, że pierwszą historię opublikował on pod pseudonimem (T.S. Tomson), znacie Próbę sił

Konfrontacja z rzeczywistością


Robert Rot jest spokojnym taksówkarzem, który dzieli swój czas między pracę a rodzinę – jest zabiegany, zapracowany i nieco rozstrojony, bowiem ani na krok nie opuszcza go wierna towarzyszka, migrena. Często rzeczywistość mężczyzny ściera się ze śnieniem, a prawda miesza z fikcją. Robert nie wie już, czy jego powracająca długotrwała niedyspozycja jest wynikiem przeciążenia, przyjmowanych leków czy po prostu zaczyna powoli świrować.

Szczególny niepokój budzi w nim winda, która działa na niego niemal paraliżująco. Robert zdecydowanie wybiera schody! W każdym razie ma on świadomość, że próbuje mu ona coś przekazać, jednak ta wiadomość jest mocno nieczytelna, a on właściwie nie stara się jej rozszyfrować – do czasu. Taksówkarz, po jednym z niepokojących incydentów, postanawia sprawdzić monitoring (tu wejdzie do akcji kolejna osoba dramatu, która niewątpliwie znalazła się w nieodpowiednim miejscu i czasie). Poza tym myśli Rota zajmują też inne sprawy: zaginiona dziewczyna, zmasowany atak much, śmierdzący sąsiad oraz niezwykła staruszka, która nocuje na klatce schodowej (jeśli się poszczęści).

O co w tym wszystkim chodzi? Co zdarzyło się na klatce schodowej oświetlonej światłem windy? I jakie znaczenie w tej całej historii ma dźwig osobowy? Cóż, musicie przekonać się sami.

Ja się nie domyśliłam


Po lekturze Windy z ciekawości przejrzałam opinie o książce na lubimyczytac.pl i powiem Wam, że zaskoczył mnie nieco fakt, że tak wiele osób domyśliło się, o co chodziło w tej opowieści i jaki był jej finał. Ja się nie domyśliłam – wcale. Zauważyłam też spore rozłożenie sił: jedni wciągnęli się w fabułę totalnie, gdy na innych w ogóle nie zrobiła ona wrażenia – to oczywiste, bo przecież nie każdemu można dogodzić i w sumie każdy z nas odbiera świat inaczej (z powodu doświadczeń, upodobań, oczekiwań), ale mimo wszystko widoczna jest pewna rozbieżność. Ja jestem gdzieś pośrodku: opowieść nieco mnie nudziła i nie do końca ogarniałam ogólny zamysł autora, ale kiedy dotarłam do finału i wszystko stało się jasne, wówczas wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, dając potężną satysfakcję z lektury. Doceniłam pomysł po czasie i pozostaje się cieszyć, że nie była to na tyle słaba opowieść, bym nie mogła jej doczytać. Może też dobrze się stało, że nie przewidziałam takiego obrotu wydarzeń? Czasem bycie nieogarem ma swoje dobre strony.

Książki nie pochłonęłam za jednym zamachem, nawet dwukrotne posiedzenie nie posunęło mnie zbytnio w treści – przyznaję, że początkowo męczyła i mocno nużyła mnie ta opowieść, choć trzeba przyznać, że pewien klimacik grozy był wyczuwalny i te momenty, gdzie działo się to coś, okazały się zadowalające. A poza tym? Znajdziecie tu sporo przemyśleń, narzekań, podejrzeń i liczne, przydługie opisy czynności – pewnie stąd to zwolnienie akcji.

Nie mogę jednak powiedzieć, że Windę należy sobie odpuścić, absolutnie! Finał totalnie mnie zaskoczył, wprawił w osłupienie i uzmysłowił, że czasem można przeoczyć pewne widoczne oznaki prowadzące do katastrofy. Zakończenie tej historii – nie mam tu na myśli wyjaśnienia znaczenia windy (to ni ziębi, ni grzeje) – jest w pełni satysfakcjonujące i znacznie wpłynęło na mój odbiór całości, pozytywnie. Myślę, że warto dać utworowi szansę i: albo dać się zaskoczyć, albo delektować mroczną scenerią, albo też zrobić to z powodu niepokojącego nastroju, który nie opuszcza czytelnika, stopniowo budując należyte napięcie.

Czytać? Tak, bo to ciekawa opowieść, a poza tym możecie sprawdzić, czy jesteście w tej grupie bardziej domyślnych, czy jednak uda się Wam zostać gdzieś obok i nie wyłapać subtelnych sygnałów. Ciekawa jestem, jak to z Wami będzie.