czwartek, 29 lipca 2021

Wdzięczny temat dla tropicieli sekretów: P. Żymełka "Cień Templariuszy"

 



Wielu twierdzi, że skarb Templariuszy to legenda.
Jednak w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy.


Piotr Żymełka, Cień Templariuszy, Literate, Bydgoszcz 2021.


Sensacja musi być, a gdzie szukać mocnych wrażeń, jak nie w powieści sensacyjnej? Kolejny raz sięgnęłam po tego typu powieść i powiem Wam, że taka odskocznia jest mi, od czasu do czasu, bardzo potrzebna. Czego oczekuję od takich klimatów? Z pewnością akcji – tej pędzącej na łeb, na szyję; tej, która nie pozwala się oderwać od historii oraz tej – chyba to jest dla mnie najważniejsze – która mnie po prostu mocno wciągnie. Właściwie tematyka takiej przygody nie jest mi obojętne, bowiem z każdego malutkiego artefaktu czy z każdej zapomnianej legendy można stworzyć coś naprawdę wielkiego.

Dziś biorę na tapet Cień Templariuszy – powieść, którą miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości autora. Piotr Żymełka wykorzystał motyw znany, ale kochany przez wszystkich poszukiwaczy przygód i tropicieli sekretów. Jeśli jesteście ciekawi, co tak naprawdę skrywa skarb Templariuszy – zachęcam do lektury.


Wdzięczny temat dla tropicieli sekretów

Zaczniemy w Aleksandrii (rok 641), kiedy to wojska arabskie zdobywają miasto, a Biblioteka Aleksandryjska zostaje skazana na zagładę – to dramat, bowiem zostają unicestwione cenne manuskrypty, które były skrupulatnie gromadzone przez lata. Na szczęście na obrońców słowa pisanego zawsze można liczyć – znalazł się śmiałek, któremu udało się uratować kilka najcenniejszych dzieł i umknąć z nimi przed wrogiem.

Następnie ruszymy do Francji z początku XIV wieku (rok 1307), kiedy to Filip IV Piękny postanawia przejąć majątek Templariuszy. Nie zdaje on sobie jednak sprawy z przebiegłości Mistrza Zakonu, któremu udaje się ukryć przed agresorem bogactwo – skarby trafiają w bezpieczne miejsce.

Gdzie podział się skarb Templariuszy i czym on w ogóle jest? Na to pytanie spróbują odpowiedzieć Jan i Julie, których losy splatają się nieoczekiwanie w jednym z opuszczonych, chylących się ku upadkowi kościółków na terenie współczesnej Polski, nieopodal Torunia.


Spekulacje odnośnie skarbu nie ustają właściwie od momentu upadku Zakonu. Nie wiadomo, czy skarb w ogóle istniał, a jeśli tak, to czym był.


Nasza para poszukiwaczy skarbów nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie czyha na nich niebezpieczeństwo – wielu chce położyć łapy na bogactwie, wielu pragnie odkrycia sekretu i, co ważne, niektórzy nie zawahają się przed niczym, by osiągnąć swój cel. Poleje się krew.


Sensacja musi być

Biorąc pod uwagę tych kilka wyznaczników dobrej powieści sensacyjnej, o których wspomniałam na samym początku, mogę śmiało stwierdzić, że Cień Templariuszy idealnie dopasował się do tej szufladki – książka niewątpliwie wciąga, zwroty akcji potrafią zaskoczyć, a całość zakłada odkrycie wielkiego sekretu – dotarcie do skarbu. Oczywiście mamy tu do czynienia z różnymi grupami, które startują w wyścigu, z różnych pobudek, a to z kolei zakłada konflikt interesów, bo przecież tylko jedna grupa może rozwiązać zagadkę. Nie obejdzie się bez rozlewu krwi, chociaż warto w tym miejscu zaznaczyć, że Żymełka oszczędza nam drastycznych szczegółów, zatem książkę można z powodzeniem polecić nieco młodszemu odbiorcy.

Historia jest ciekawa i zajmująca – po nitce dochodzimy do kłębka, mamy też okazję sprawdzić się w łacinie i odrobinę pokombinować z symboliką. Towarzyszymy naszym bohaterom w drodze do skarbu, przeżywamy z nimi zawirowania (tych nie brakuje) i ostatecznie odkrywamy ten wielki sekret, który spędza milionom amatorów tajemnic po dziś.

Główni bohaterowie są w porządku, nieźle nakreśleni – ona piękna Francuzka z tajemnicą rodzinną, która poszukuje skarbu; on Polak z sekretną przeszłością, który znalazł się w odpowiednim miejscu o właściwym czasie. Siły zostały połączone i w gruncie rzeczy wyszła z tego całkiem niezła mieszanka wybuchowa. Postacie drugoplanowe robią świetne wrażenie – nie brakuje tu charakternych rzezimieszków, zimnych drani, dwulicowych paskudów czy pasjonatów, którzy władają słowem z niebywałą lekkością. 

Zupełnie nie przemówił do mnie sposób flirtowania – między Janem a Julie ewidentnie zaiskrzyło i nie ma w tym nic dziwnego (spodziewałam się wątku romantycznego, byłam na niego przygotowana), ale te nieporadne podchody wydały mi się po prostu słabe. To, co być może sprawdza się w realu (mam jednak nadzieję, że ludzie nie nawiązują w ten sposób głębszych więzi), niekoniecznie chwyci na kartach powieści. Już pomijam fakt, że wątek romantyczny musi być naprawdę świetnie rozegrany, by mnie w jakiś sposób mocniej zainteresował, więc być może Wam przypadnie do gustu. Na szczęście wzięłam się za Cień Templariuszy nie ze względu na romansik, ale by przeżyć zaspokoić moją potrzebę podróży  z tym nie było żadnego problemu.

Warto wspomnieć jeszcze jeszcze o wątku historycznym. Otóż, autor (w posłowiu) oprowadza nas po ważniejszych zagadnieniach, które zostały wykorzystane w powieści. Myślę, że wiele faktów może Was zaskoczyć, choć zapewne jakieś pojęcie o Zakonie macie. Taki smaczek w podsumowaniu naszej przygody to moim zdaniem ukłon w stronę czytelnika – polecam, bo krótko i ciekawie. 

Cień Templariuszy doskonale wpisze się w gusta tych czytelników, którzy poszukują dynamicznej akcji i mają ochotę na poszperanie w historii. Autor włożył w usta swoich bohaterów ciekawe opowieści, których słucha (a właściwie, które czyta się) z uwagą i fascynacją – ja dałam się porwać.