środa, 2 lutego 2022

Szczątki niemowląt to nośny temat: M. Majcher "Małe zbrodnie"

 


(...) wina wcale nie jest czymś oczywistym. To nie tak, że albo jest, albo jej nie ma.
Wina i zbrodnia nigdy nie są czarno-białe.


Magdalena Majcher, Małe zbrodnie, W.A.B., Warszawa 2022.

Gdybym miała powiedzieć, które historie trafiają we mnie i do mnie najmocniej, bez zastanowienia wskazałabym te oparte na faktach. Myślę sobie, że to rzeczywistość pisze najtrudniejsze, ale też najbardziej fascynujące scenariusze, a autor, który podejmuje się opowiedzenia takiej z życia wziętej opowieści, staje przed nie lada wyzwaniem; jak opowiedzieć o wstrząsającej zbrodni, zachowując przy tym zdrowe zmysły i zrobić to w taki sposób, by nie zakrzywić prawdy?

Odkąd Magdalena Majcher weszła na drogę fabularyzowanego reportażu, postanowiłam, że nie opuszczę żadnej z książek autorki. Po Mocnej więzi *recenzja*, która wykręciła mnie na drugą stronę i zachwyciła wnikliwością oraz swoistego rodzaju dojrzałością i taktem, nadszedł czas na Małe zbrodnie – świeżutką, bo kilkudniową nowość. Obiecałam sobie, że będę dawkować, że rozciągnę w czasie, że się zatrzymam – nie wyszło... i powiem Wam szczerze, że nie mam pojęcia, kiedy przeczytałam tę historię, ona po prostu wpłynęła.


Nikt nie widział, nikt nie słyszał

Wsi spokojna, wsi wesoła; tam sielsko i anielsko – przynajmniej na obrazku, bowiem gdzieś po strychach czy za oborą znaleźć można skrywane przez lata sekrety.

Na Mazowszu zawrzało; kiedy policja otrzymała anonim z niepokojącą informacją, nie brano tych donosów na poważnie. Do czasu. We Wrotnowie znaleziono kości czterech niemowląt, które szybko zyskały miano "dzieci w workach". Okazało się, że mieszkająca tam rodzina od dawna wie o szczątkach, jednak domownicy i spowinowaceni trzymają wspólny front – prowadząca śledztwo prokuratura nie potrafi przebić się przez zmowę milczenia, a prawo do odmówienia składania zeznań (a nawet ich wycofania) nie ułatwia im dojścia do prawdy.

Temat został błyskawicznie podjęty przez dziennikarzy, sprawnie ruszyła machina prawna. Niemal od razu wskazano sprawcę tych makabrycznych zbrodni, zatem tylko kwestią czasu zostało dotarcie do winnej i przykładne jej ukaranie. Czy jednak prawda jest taka oczywista?

Przed śledczymi nie lada wyzwanie – trudno walczyć o sprawiedliwość, gdy każda próba wyciągnięcia informacji zderza się ze ścianą. Nikt nic nie widział i nie słyszał, nikt nie zwrócił uwagi, nikt nic nie wie.


Szczątki niemowląt to nośny temat

Małe zbornie to może nie tyle reportaż, co raczej powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Autorka poświęciła wiele czasu na lekturę akt sądowych Wandy Ł. – pierwowzoru bohaterki, która została oskarżona o wielokrotne dzieciobójstwo. Trudno mi wyobrazić sobie emocje, które musiały towarzyszyć wówczas pisarce, bo wiem, jak wielkie wrażenie zrobił na mnie efekt końcowy. To bolesne i wstrząsające czytelnicze doświadczenie, a przy tym próba otwartego umysłu – autorka ukazała zupełnie inne oblicze zbrodni, zmusiła mnie do spojrzenia na winną zbrodni w odcieniach szarości. Nie znajdziecie tu wersji zero-jedynkowej, ale potężny materiał do refleksji.


Wszystko jest kwestią czasu, który wyznacza granicę między miłością a nienawiścią, między tym, co bliskie, a tym, co obce, między dnem rozpaczy a eksplozją szczęścia.


Na wstępie zaznaczyłam, że podeszłam do tej historii z pewnym planem: dawkować, czytać pomalutku, bez pośpiechu i odkładać, gdy emocje sięgną zenitu. Nie wyszło. Mogę śmiało przyznać, że ta opowieść pochłonęła mnie bez reszty – nie mogłam, nie chciałam i w ogóle nie brałam pod uwagę oderwania się od Małych zbrodni. Z uwagą, wewnętrznym sprzeciwem i ogromnym bólem weszłam w ten zamknięty światek, który z wolna odsłaniał przede mną swoje brudne sekrety.

Tematyka trudna, rzekłabym nawet, że to zdecydowanie ciężki kaliber. Nie sposób podejść do takich opowieści bez emocji, bo one na stałe wżerają się w człowieka. Te wszystkie fakty, które przeplatają się od emocjami bohaterów, mocno dają się we znaki, nie można przejść obok takich "rewelacji" obojętnie i – choć już wiemy, że akurat ta sprawa została rozwiązana – to gdzie tam po cichu dociera do nas, że wiele innych wciąż nie zostało odkrytych, a przysłowiowe trupy wciąż tkwią w zapomniane w szafach.

Dostaniemy też okazję przyjrzenia się pracy policji oraz prokuratury. Nie bez znaczenia będą emocje, które – choć nie powinny, bo tak po prostu jest łatwiej – towarzyszą bohaterom. Barwny wachlarz osobowości do odkrycia, poznania i ocenienia przed czytelnikami. 

Magdalena Majcher już kolejny raz udowadnia, że życie nie jest proste ani czarno-białe – to taki dziwny, pokręcony twór, który odznacza się mnogością szarości i płynnością granic. I właśnie to inne spojrzenie na zbrodnie ujęło mnie szczególnie. Bardzo cenię sobie wnikliwość, z jaką autorka przekazuje czytelnikowi informacje; zdecydowanie na uwagę zasługuje tu niesamowita umiejętność obserwacji, wyciągania wniosków i składania strzępów w jedną spójną całość.

Nie powinno być zaskoczeniem, że z czystym sumieniem polecę tę książkę każdemu, kto liczy na mocną, wstrząsającą, ale też pełną smutku i nieoczywistości opowieść. Jak sama Magdalena Majcher stwierdza: 

Najbardziej wstrząsające w tej historii jest to,
że wydarzyła się naprawdę.

Nic dodać, nic ująć. Przeczytajcie.