wtorek, 1 lutego 2022

W poszukiwaniu tożsamości: E. Camanni "Kobieta z lawiny"

 


(...)spędzamy życie, próbując się dowiedzieć, kim jesteśmy.
To nasza fundamentalna potrzeba.
A na końcu jesteśmy tym, czym żyliśmy.


Enrico Camanni, Kobieta z lawiny, przeł. T. Kwiecień, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2022.

Znam takich, którzy dadzą się pokroić, byle tylko mieć możliwość śmigania po pagórkach, brodzenia w śniegu, zdobywania szczytów, wdychania górskiego powietrza. Zdecydowanie do nich nie należę... Dla mnie zima mogłaby nie istnieć, a bliższe mojemu serduchu są plaże, słońce i smagające skórę ciepło, a już na pewno tereny płaskie. Mimo wszystko lubię od czasu do czasu sięgnąć po książkę, która wpisuje się w ten mroźny, nieprzychylny człowiekowi klimat, poza tym górska panorama towarzyszy mi nawet latem, o czym przekonacie się w podsumowaniu.

Tym razem mój wybór padł na historię pt. Kobieta z lawiny z księgarni TaniaKsiazka.pl.  Enrico Camanni to zapalony włoski alpinista i dziennikarz, który może pochwalić się setkami artykułów na koncie. Autor zdecydowanie wie, o czym pisze – to stary wyjadacz, który w ukochanej scenerii umieścił akcję swojej powieści. Czy doskonała znajomość górskich klimatów wystarczy, by wciągnąć czytelnika w śnieżny wir? Przekonajcie się.


O włos od tragedii?

Wybierzemy się na Mont Blanc, gdzie – mimo że mamy czerwiec, a słońce daje się bohaterom we znaki – masyw żyje własnym życiem, grzebiąc pod zwałami nieprzeniknionego śniegu kobietę. Nieznajoma ledwo uchodzi z życiem – zostaje wciągnięta z lodowego grobu przez ratowników górskich (odnaleziona przez psiaka-słodziaka) niemal w ostatniej chwili.


Jeśli przetniesz zbocze, a lawina zejdzie za tobą, będziesz miał historię do opowiedzenia; jeśli spóźnisz się o dziesięć sekund, to inni ją opowiedzą za ciebie.


Kobieta szybko dochodzi do siebie, ale tylko fizycznie – co prawda, nie wyszła bez szwanku z tego starcia z żywiołem, ale nie to stanowi największy problem: Lavinia, bo takie imię nadali jej inni, nie pamięta kim jest ani co robiła na masywie. Ale! I to nie jest najgorsze, bowiem uratowana nie wie, czy była tam sama, a wszystkie znaki wskazują na to, że ktoś musiał jej towarzyszyć.

Na szczęście znajdą się tacy, którzy spróbują znaleźć odpowiedź. Ratownik górski, Nannie Settembrini, oraz pewna pani psycholog, która znalazła się w samym oku tego śnieżnego cyklonu – lawina minęła ją o włos! – wyruszą w drogę, by dotrzeć do tożsamości tajemniczej Lavinii. 


W poszukiwaniu tożsamości

Z motywem amnezji w literaturze spotykałam się swego czasu często, bo fascynowało mnie to zjawisko. Próbowałam wyobrazić sobie, jak odnalazłabym się w podobnej sytuacji, gdybym nie potrafiła dokopać się do swoich wspomnień i za każdym razem wniosek był jeden: dramat! To, kim i jacy jesteśmy, zależy przecież głównie od bagażu, który skrzętnie, niemal na każdym kroku wypełniamy kolejnymi doświadczeniami. Właśnie te małe i wielkie sprawy, z którymi ścieramy się na co dzień, składają się na nas – definiują naszą osobę.

Wyobraźcie sobie zatem, że nie wiecie, kim jesteście – Wasza tożsamość przepadła, musicie odbudować swój obraz, odzyskać wszystkie wersy, które przez wiele lat zapisały się na Waszej białej karcie. Nie jest to bynajmniej zadanie banalne, bo gdzie szukać początku, kiedy koniec jest jedną wielką niewiadomą i macie do dyspozycji tylko poobijaną powłokę? Z takim problem będzie musiała zmierzyć się bohaterka Kobiety z lawiny, która po prostu nie pamięta, co się stało – jej przeszłość została pogrzebana pod śniegiem.

Już sam fakt, że kobieta nie pamięta, kim jest, trąci dramatyzmem, ale dodając do tego zaistniałe okoliczności – odwiązana, nieuszkodzona lina znaleziona przy Lavinii – wprowadza dodatkowy niepokój, sugerując, że uratowana nie była sama. Wyobrażacie to sobie? Trudna sprawa: być może nie żyje ktoś, kogo znacie, ale Wy nie pamiętacie nawet, z kim i po jaką cholerę ruszyliście na szczyt; ba! – nie wiecie nawet, czy ktokolwiek, gdziekolwiek na Was czeka... Patowa sytuacja.

Z opisu Wydawcy dowiadujemy się, że Kobieta z lawiny to historia opowiedziana z perspektywy przewodnika górskiego, co nie do końca jest prawdą. Mamy tu do czynienia z klasyczną narracją trzecioosobową, a narrator prowadzi nas w świat bohaterów, ukazując emocje, wciskając w marzenia, zdradzając niepokoje. To jednak nie wszystko; ogromne znaczenie ma tu natura. Dramatyczne losy otulone są malowniczymi Alpami – niespiesznymi, majestatycznymi, zapierającymi dech w piersiach. Sam autor przyznaje, że trudno jest pogodzić sensację z górskim krajobrazem:


(...)problem z górami jest taki, że nie nadążają za tempem kryminału. W górach, a zwłaszcza w alpinizmie, czas jest powolny i rozrzedzony; w górach idą powoli nawet ci, którzy biegną, działania koncentrują się w małych przestrzeniach, a emocje giną w ogromnych sceneriach.


Przyznaję, że coś w tym jest, bo to właśnie góry (choć stanowią jedynie tło wydarzeń) grają w gruncie rzeczy pierwsze skrzypce, najskuteczniej przykuwając uwagę czytelnika. Co prawda próbujemy się wczuć w te wszystkie zawirowania, które proponuje nam autor, ale nie są one spektakularne – cechuje je powolność, brak tu zaskakujących zwrotów akcji. Wejdziemy, co prawda, w myśli bohaterów (dostajemy tu całkiem pokaźny obraz psychologiczny), ale już samo śledztwo nie zrobi na nas niesamowitego wrażenia. Podsumowując, nie towarzyszyły mi wypieki na policzkach, nie było ochów i achów, kiedy nasz duet starał się odkryć prawdę o Lavinii; niestety powiało nudą.

Mimo wszystko jestem zdania, że warto poświęcić tej historii dłuższą chwilę – czyta się błyskawicznie, a po górskich zboczach śmigamy z dziką przyjemnością (i pewnym niepokojem). Autor zasiał ziarenko niepewności, rozbudzając w nas chęć odkrycia prawdy – do tej, oczywiście, dojdziemy pokrętną i długą drogą. Niesamowicie kusi motyw przewodni – amnezja – dając nam obraz człowieka zagubionego, a przyglądanie się pracy ratowników górskich ma w sobie coś w magii. Myślę, że w ta historia zadowoli górskich pasjonatów, zdecydowanie. Nie wykluczam też, że mocniej zabije Wam serducho, kiedy ruszy lawina – to właśnie ten moment, gdy wszystko się zacznie i zakończony. Niesamowity! Kobieta z lawiny na pewno pozwala nieco zwolnić i skupić się na tym, o czym przeważnie nie myślimy – na własnej tożsamości i tych wszystkich czynnikach, które nas determinują. Historia niewątpliwie zmusza do refleksji – to lubię.

Kiedyś pokażę Wam cały salon ;)


Kobieta z lawiny to jedna z nowości z księgarni TaniaKsiazka.pl, która idealnie wpasuje się w nasz zimowy klimat (albo pozwoli się w taki wprowadzić, gdy śniegu za oknem brak), a już na pewno w wystrój mojego salonu! Wyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie w tym miejscu gorącej plaży (choć kocham), bo mroźne szczyty mają w sobie to coś: spokój, zadumę i refleksję.