piątek, 18 października 2019

Bo w ludziach jest dobro: Magdalena Majcher "Jeszcze jeden uśmiech"


Kształtują nas doświadczenia, a także ludzie, z którymi przeszliśmy przez życie.
Magdalena Majcher, Jeszcze jeden uśmiech, Pascal, Bielsko-Biała 2019.
O tym, że bardzo cenię sobie twórczość Magdaleny Majcher, już z pewnością wiecie. Przeczytałam prawie wszystkie jej książki, a kolejne czekają w półce. Na pewno dorwę się do nich w niedalekiej przyszłości. Innej opcji nie biorę pod uwagę.

Jednak Jeszcze jeden uśmiech jest dla mnie książką wyjątkową, z różnych względów. Zacznę może od tego, że kiedy dostałam ją od wydawnictwa Pascal piętnastego stycznia tego roku, pomyślałam sobie, że los jest cholernie przewrotny, że sobie ze mnie zakpił. To nie był właściwy moment. Od razu napisałam do Madzi z przeprosinami. Nie chciałam czytać tej historii, ponieważ opis z okładki był w tamtym momencie ciosem poniżej pasa – opowieść miała w dużej mierze dotyczyć dziecka, które poważnie zachorowało. My byliśmy właśnie w szpitalu, w trakcie badań, by dwa dni później usłyszeć, że nasza córka choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Nie miałam wówczas siły do tego, by zmierzyć się z tak ciężkim kalibrem, kiedy w moim własnym życiu wydarzyła się podobna tragedia. Książki Magdy zawsze działają na mnie łzopędnie, również bez niesprzyjających okoliczności...


(...)książka... Hm, wydaje mi się, że przynosi nadzieję, ale oczywiście zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała teraz o tym czytać.


Słowa autorki wciąż pobrzmiewały gdzieś z tyłu głowy i choć musiałam dojrzeć do sięgnięcia po Jeszcze jeden uśmiech, to kiedy już zaczęłam... totalnie przepadłam. Zresztą, jak zawsze.


Różne oblicza macierzyństwa



Magdalena Majcher jak zwykle osadza swoją powieść głęboko w polskich realiach, chociaż i w tych amerykańskich, i w każdych innych ta historia zdałaby egzamin. Uznajmy zatem, że opowieść jest po prostu mocno osadzona w rzeczywistości. Kiedy poznajemy kolejnych bohaterów, a właściwie bohaterki, nie możemy się oprzeć wrażeniu, jak bardzo są one nam bliskie. Kurde, my znamy takie kobiety! Widujemy je codziennie na placach zabaw, w szkole naszych dzieciaków, mijamy na ulicy, przebywamy w ich towarzystwie w restauracjach czy w sklepowych kolejkach. Co więcej studiujemy je, patrząc co dzień w swoje lustrzane odbicie. Jakie one są?

Niektóre to zapalone eko-matki, inne robią karierę, godząc (lub też nie) macierzyństwo z pracą; część z nich to szare myszki, które przytłacza rzeczywistość, inne zaś prą do przodu z przebojowością wypisaną na twarzy. Jedne poświęcają się swoim wymarzonym i planowanym jedynakom,  inne biorą się w garść zaskoczone dwiema kreseczkami na plastikowym patyczku, kolejne ogarniają liczną gromadkę.

Co je  łączy? Pozornie (poza faktem macierzyństwa) niewiele, bo przecież każda jest inna, a jednak! Matki są wciąż poddawane ocenie: przez media, społeczeństwo i inne matki. Każdy ma swoją wizję wychowania, swój ulubiony obrazek "właściwego" modelu rodziny i, co chyba najsmutniejsze, nieskończony pakiet "dobrych rad", którymi przecież musi się podzielić. 

Wracając jednak do naszych bohaterek: mamy tu Karolinę (eko-mamę), która rezygnuje z zatrudnienia, by oddać się wychowaniu swoich dzieci w poczuciu bliskości; jest bizneswomen (Monika), która haruje do ostatnich dni ciąży, szybko wraca do pracy po porodzie, zostawiając dziecko niańce i nie wyobraża sobie mężczyzny u swego boku; poznamy Olgę z trójeczką w domu i jednym w drodze (niekoniecznie wyśnionym); i zostaje Agnieszka – mama jedynaczki, która wiedzie dość monotonne życie, choć musi odpierać "ataki" swojej matki. Co je łączy? 

Nie od dziś wiadomo, że kobiety lubią rozmawiać, a kiedy na świecie pojawiają się dzieci, ich "zasięgi" nie są już tak dalekie, jakby chciały. Każda ma czasem ochotę wyrwać się z domu i odbyć (nawet niezobowiązującą) rozmowę z kimś w podobnej sytuacji. Nasze bohaterki spotykają się w klubokawiarni, gdzie bez reszty mogą oddać się dyskusjom z innymi młodymi matkami – oczywiście nie obejdzie się bez kłótni podszytych ciągłą irytacją, bo w końcu niektóre tematy (karmienie piersią, chusty, poród naturalny, cesarka czy robienie kariery) bywają drażliwe.

Jednak wszystko to blaknie wobec dramatu, który dotyka jednej z matek  jej córka poważnie zachorowała. Kobiety odkładają na bok wszelkie spory, by w zwartym szeregu pomóc koleżance. Poza oczywistym wsparciem emocjonalnym, organizują akcję charytatywną, bowiem koszty leczenia znacznie przekraczają możliwości finansowe zrozpaczonej rodziny.


Człowiek był bezsilny wobec choroby i śmierci, co szczególnie dotkliwie uświadamiał sobie właśnie w szpitalu dziecięcym. Często oglądała w telewizji programy dokumentalne podejmując temat nieuleczalnie chorych dzieci, których rodzice proszą o wsparcie finansowe i za każdym razem łzy napływały jej do oczu. To nieludzkie, że dzieci od najmłodszych lat muszą się doświadczać bólu i bezsilności.

Kiedy spada na nas wiadomość o chorobie dziecka,wszystko inne przestaje mieć nagle znaczenie. Nie potrafimy pojąć takiej niesprawiedliwości, a jeśli z leczeniem związane są dodatkowe koszty  na pewno kojarzycie te wszystkie smutne dziecięce oczy, które błagają o pomoc w zebraniu kilku milionów złotych!  uświadamiany sobie, jak bardzo bezradni jesteśmy... I pewnie tak by zostało, gdyby nie pomoc ze strony dobrych ludzi.


Moc zmieniania świata


A gdyby tak ta fikcja nagle zmieniła się w rzeczywistość? Magdalena Majcher pokazała, że książkowa opowieść wcale nie musi pozostać w literackich ramach. Autorka zorganizowała grupę dobrych ludzi  blogerów, autorów, czytelników, wydawnictwa  którzy licytując książki i inne rzeczy oraz usługi, wsparli leczenie mojej córki. Wiecie, to niesamowite i rozbrajające, kiedy okazuje się, że wokół jest takie dobro, ludzie robią coś bezinteresownie tak po prostu, z dobroci serca i chęci pomocy. 

Sprawdźcie, jak to wyglądało
My na szczęście nie potrzebowaliśmy milionów, by ratować życie naszego dziecka, ale wszelkie wpłaty okazały się niesamowicie pomocne w trakcie leczenia  pieniądze przeznaczyliśmy na zakup najpotrzebniejszego sprzętu, leków oraz środków medycznych, które są niezbędne do niwelowania efektów chemioterapii, poza tym czekają nas wizyty u specjalistów (chemia ma to do siebie, że niszczy komórki nowotworowe, ale przy okazji poważnie obrywa się też tym zdrowym). Dzięki takim działaniom nie musimy się martwić o kwestie finansowe, przynajmniej przez jakiś czas.

Chciałabym w tym miejscu serdecznie podziękować wszystkim, którzy zabrali ten problem z naszego pola widzenia, ponieważ mogliśmy całkiem skupić się na Ewce, a nie na tym sprawach przyziemnych. 

I wiem, że "dziękuję" to za mało.

Jeszcze jeden uśmiech, a potem działania Magdy uświadomiły mi, że każdy z nas ma taką moc zmieniania świata, na jaką sobie pozwoli, i wcale nie trzeba być poczytnym autorem, i wcale nie trzeba mieć milionów na koncie, by pomóc komuś innemu. Jeśli więc chcecie zrobić coś dobrego, wybierzcie jakiekolwiek dziecko, z jakiejkolwiek fundacji czy zbiórki i prześlijcie dowolną kwotę na jego leczenie. Niesamowite jest to, że ziarnko do ziarnka pozwala zbudować konkretną górę. Podejmiecie wyzwanie?


Emocje wzięły górę


Na początku pisałam, że Jeszcze jeden uśmiech jest mi książką szczególnie bliską... Bez trudu potrafiłam się wczuć w emocje zrozpaczonej matki, ale i nie bez znaczenia pozostały dla mnie działania jej koleżanek. Kobiet, które pokazały, że mają moc zmieniania świata. Nie oznacza to, że Was ta historia nie poruszy, bo nie macie podobnych doświadczeń. 

Powieść jest zgrabnym zapisem analizy naszego otoczenia, bogatym w szczegóły, przemyślenia, argumenty, ale przede wszystkim w emocje. To właśnie wrażliwość autorki i jej umiejętność wczucia się w sytuację bohaterów (o skrajnie różnych poglądach) sprawia, że Jeszcze jeden uśmiech to książka wyjątkowa. Pisarka nie ocenia, ale z niewymuszoną gracją podsuwa nam materiał do analizy. I myślę, że nie tylko młode matki znajdą dla siebie coś w tej lekturze, bowiem to książka, którą z powodzeniem mogą czytać mężowie czy dziadkowie. 

Język powieści jest wyważony, prosty w odbiorze, a przy tym płynny  nie mamy tu słownej sieczki, ale dopracowany tekst. Tego się nie czyta, to się pochłania. Z lekkością, mimo trudnej tematyki. I z poczuciem, że wszystko będzie dobrze, mimo obecnego dramatyzmu.

Magdalena Majcher nie bierze na warsztat historii banalnych, co wyjątkowo mnie urzeka, bo życie rzadko bywa banalne. Nie boi się trudnych tematów, co udowadnia w każdej napisanej historii. I chociaż powieści obyczajowe  nie należą do gatunku, który jakoś szczególnie sobie cenię, to powieści tej autorki zawsze  ze względu na swą prostotę zmiksowaną z niebanalnością  gwarantują porządne zaczytanie.

Dziękuję Magdzie za jej wrażliwość na świat, a wydawnictwo Pascal za egzemplarz recenzencki.

Kochani, znacie książki Magdaleny Majcher? Która jest Wam najbliższa?