środa, 6 listopada 2019

Miecz i magia: "Legendy Archeonu. Strach stary i nowy" Thomas Arnold


Przeszłość zawsze odnajdzie drogę,
aby przypomnieć o sobie w teraźniejszości.

Thomas Arnold, Legendy Archeonu. Strach stary i nowy, t. 1, Agencja Reklamowo-Wydawnicza Vectra, Czerwionka-Leszczyny 2019.




Twórczość Thomasa Arnolda jest mi bardzo dobrze znana – przeczytałam prawie wszystkie jego książki, zatem myślałam, że nic już mnie nie zaskoczy. Byłam przekonana, że znam jego możliwości, więc wiem, czego mogę się spodziewać. Okazuje się jednak, że byłam w błędzie. 

Dotychczas kojarzyłam powieści pisarza z kryminałem i z wyjątkowo lakonicznym stylem, który mnie naprawdę zachwycił, bo owijanie w bawełnę bywa czasem nie na miejscu: historie były pozbawione poszerzonych opisów świata przedstawionego, a całość opierała się głównie na dynamicznych dialogach, które skutecznie popychały akcję do przodu. Szczerze Was zachęcam do zapoznania się z tymi historiami

Wszystko, co nas otacza, pozostaje neutralne,
dopóki nie wyrazimy o tym opinii.

Kiedy dowiedziałam się, że autor próbuje swoich sił w fantastyce, nie byłam początkowo przekonana, a wręcz dziwił mnie taki rozstrzał tematyczny. Styl pisarza jakoś kompletnie nie pasował mi do tego gatunku, od którego zresztą przez dłuższy czas stroniłam. Zaufałam jednak, chociaż myślę, że po prostu bardziej ciekawiło mnie, jak autor sobie poradził. Książkę zdobyłam z mocnym postanowieniem: przeczytam. Swoje jednak odleżała, trochę obrosła kurzem, ciągle przekładałam ją z półki na półkę, spoglądając nieśmiało i bez przekonania na okładkę (piękną, rzecz jasna). Wreszcie nadszedł TEN moment. Otworzyłam, weszłam do zaproponowanego przez Thomasa Arnolda świata i... przepadłam, choć nie od razu.



Przeszłość w teraźniejszości


Na początek otrzymujemy kilka cennych informacji o prawach rządzących Archeonem oraz mapę świata, żeby przypadkiem się nie pogubić w miejscu (mamy wrażenie, że przenosimy się w zupełnie inny wymiar), w którym spędzimy dłuższą chwilę. To przydatne informacje, bo już na wstępie dają nam jakieś rozeznanie w czasie i przestrzeni. To jednak dopiero początek! Już pierwsze rozdziały, które są zapiskami Odda, pozwalają nam się mocno zakotwiczyć w tej rzeczywistości. 

Kiedy czytałam Kroniki Odda, czułam, jakby ktoś otwierał przede mną wrota do niesamowitej historii. Nasz kronikarz przekazuje legendy starych ziem, przedstawiając bóstwa, opowiadając o początkach świata i powstaniu człowieka. Te mity, szczególnie antropogeniczne, stanowią doskonały wstęp do historii, która ma się dopiero wydarzyć.

Przejdźmy do opowieści właściwej. Początkowo dostajemy kilka wątków, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak już z podanych jakby mimochodem historii, wyłania nam się powoli wizja tego, co spotka nas w trakcie literackiej podróży. Wiemy już, że będziemy mieć do czynienia z magią, ale nie zabraknie tu również wywijania mieczem. Staniemy przed obliczem niejednego króla, damy się nieco sponiewierać na polu bitwy, odwiedzimy okoliczne burdele, ale przede wszystkim spojrzymy w oczy samej Śmierci, która zbiera swe żniwo ze szczególnym upodobaniem i to dwukrotnie!

Gdybym miała powiedzieć w telegraficznym skrócie, o czym jest ta historia, wyglądałoby to tak: porywająca opowieść o żądzy władzy. To jednak nie wyjaśnia, dlaczego ta książka jest taka dobra...

Wszystko zaczyna się wraz z decyzją króla Embara, który "proponuje" odejście od tradycji – uznaje, że jego lud nie powinien już czcić Stwórców, a Rada ma tę sprawę przedyskutować i podjąć słuszną decyzję. Wszyscy są jednego zdania: do niczego dobrego to nie doprowadzi. 

Mijają lata, władzę nad Archeonem przejmują kolejni następcy, którzy muszą przyjąć brzemię decyzji podjętych przez ich przodków. Jednym przychodzi to z łatwością, innym... cóż, gdyby wszyscy byli tacy sami, byłoby przecież nudno. Porzucenie dawnej wiary będzie katastrofalne w skutkach, o czym przekonają się wszystkie ludy zamieszkujące tę krainę, bo wiecie – zło nigdy nie śpi, a Śmierć czeka tylko na odpowiednią okazję, by pokazać ludziom ich miejsce.

Tyle z ogólnego zarysu. 

Z początkowo porozbijanych wątków wyłania się jeden nadrzędny: to sytuacja, z którą przyjdzie się zmierzyć młodemu następcy tronu upadłego miasta. Aodhan wraz z uwolnionym z celi rubasznym wielkoludem Haganem ruszą w bardzo niebezpieczną podróż, przeżyją mnóstwo przygód, spotkają się z bytami, o których im się nie śniło, staną do walki z niejednym wrogiem. Nasi bohaterowie podejmą wiele niewygodnych decyzji, które zaprowadzą ich w niezwykłe miejsca. A czemu? Młodym księciem kieruje żądza zemsty. Wiecie, ile człowiek jest w stanie zrobić, by wypełnić złożoną ukochanej osobie obietnicę? 

Do tego dołóżmy sprawy czysto materialne. Trzeba tu zaznaczyć, że królestwo Archeonu to ziemie obfite, żyzne – stanowią zatem smaczny kąsek dla okolicznych (i tych nieco oddalonych) ludów. Wielu będzie ostrzyć sobie zęby i w związku z tym możecie być pewni, że nie brakuje tu zgrabnie uknutej intrygi (prym wiedzie tu chyba Brion, wuj Aodhana), konszachtów, tworzenia pozorów i zdrady w najlepszym, bo mistrzowskim wydaniu. 

I wszystko to, a nawet jeszcze więcej, dostaniecie z domieszką pradawnej magii. To zachwyca.

Jeszcze dorzucę tylko kilka zdań o bohaterach powieści. Najważniejsze: są jacyś! Każdy z nich jest charakterystyczny, więc nawet kiedy pomieszają się Wam imiona (moja zmora, nigdy nie potrafię ich zapamiętać!), to i tak będziecie świadomi, o kim mowa. Nie ma tu bezbarwnych postaci, które pojawiają się tylko po to, by zapchać jakoś przestrzeń. 

Moim ulubieńcem jest wspomniany wcześniej Hagan – postawny, nieco podstarzały strażnik królewskich komnat, który towarzyszy Aodhanowi. Jeśli cenicie sobie czarny humor, to ten wielkolud zaspokoi Wasze potrzeby bez większego problemu. Wspaniały jest! Poza tym szczególnie przypadł mi do gustu Brion – ten to dopiero potrafi manewrować między prawdą a kłamstwem. Z kolei główny bohater, nasz Książę Niczego, może i nie jest nijaki, ale taki nieco jeszcze niedojrzały, czasem irytuje jego głupota.

Ciągle mi mało


Czego mnie nauczyła ta książka? Przede wszystkim tego, że nie można absolutnie i pod żadnym pozorem szufladkować autorów. Przyczepianie im konkretnej etykiety może być bardzo krzywdzące. Poza tym takie myślenie prowadzi do tego, że omija nas coś niezwykłego! Po przeprawie z bohaterami – nad wyraz satysfakcjonującej – nie wiem już, czy wolę Thomasa Arnolda w kryminalnym wydaniu, czy jednak ta jego fantastyczna strona, o którą go nie podejrzewałam, pociąga mnie bardziej. Na pewno Legendy Archeonu. Strach stary i nowy pozwoliły mi na nowo odnaleźć się w literaturze fantasy i znów poczuć potrzebę zagłębienia się w inną rzeczywistość.




Od razu sięgnęłam po kolejny tom i, chociaż jestem dopiero na początku, już wiem, że to będzie dobra historia. Co więcej, już nie mogę się doczekać trzeciej części, bo czuję, że będzie mi bardzo źle z tym, że nie poznam od razu dalszego ciągu. Taka właśnie jest ta opowieść – siedzimy w teraźniejszości, ale wybiegamy już myślami mocno do przodu, a gdzieś w tyle głowy wiemy, że to wszystko wkrótce stanie się jedynie wspomnieniem. Nie wiem, czy rozumiecie, co chcę Wam przekazać... Może zatem prościej: chcę, żeby ta historia trwała, będzie mi jej bardzo brakować...




Szczerze polecam Wam tę powieść. Czyta się z przyjemnością, potrafi podnieść ciśnienie, nie jest w żadnym wypadku mdła ani miałka. Poza dynamicznymi dialogami sporo dobrego robią opisy (świata, bohaterów, emocji). Łatwo jest tu przesadzić, bo przecież chciałoby się jak najdokładniej przedstawić ten nieznany nam świat, jednak autor zachował zdrowy rozsądek i nie dał się ponieść w stronę bajania o niczym; proporcje pomiędzy opisami a dialogami zostały zachowane. Jest w sam raz.

Przyznaję, że przepadłam, choć nie od razu. Najpierw szalenie wciągnęły mnie podane przez Odda legendy – naprawdę poczułam, jakbym dostała szansę na odkrycie starej mitologicznej prawdy. Potem przyszło ostudzenie emocji – te wyrwane znikąd opowieści, które pozornie nie miały ze sobą niczego wspólnego, nic mi nie mówiły. A potem? Pochłonęłam z ogromną satysfakcją – nie mogłam się tą historią nasycić.



Polecam z czystym sumieniem. Świetna jest! To ponad 700 stron satysfakcji :)