czwartek, 14 listopada 2019

Ponadczasowo: "Adwokat diabła" A. Neiderman


Ideały, zasady, nieważne jak to nazwiemy, nie mają znaczenia w ostatecznych rozrachunku.
Andrew Neiderman, Adwokat diabła, przeł. Maciej Machała, Vesper, Czerwonak 2019.

Ostatnio blisko mi do wydawnictwa Vesper, a to za sprawą kierunku, który obrało, nie sposób również pominąć dokładności, z jaką wydają książki. W każdym razie w moje łapki trafił Adwokat diabła autorstwa Neidermana. Historię znałam dotychczas, pewnie jak większość z Was, w wersji filmowej. Fenomenalna rola Ala Pacino pozostaje na długo w pamięci – był idealny! Film trafił na ekrany w 1997 roku, natomiast książka, która posłużyła jako inspiracja, została wydana siedem lat wcześniej. Przyznaję, że nie miałam pojęcia, o jej istnieniu. 

Z wahaniem sięgnęłam po tę powieść, co zresztą jest do mnie podobne, bo zawsze mam obawy przed zanurzeniem się w papierową opowieść, kiedy siedzą we mnie filmowe obrazy. Dobrze się jednak stało, że porzuciłam te irracjonalne lęki, bowiem Adwokat diabła w obu odsłonach jest fenomenalny.

Każdy dokonuje wyboru


Kevin jest młodym adwokatem, który zajmuje się mało fascynującymi sprawami. To mężczyzna bardzo ambitny, który pragnie czegoś więcej, niż tylko banalnych przepychanek. Wreszcie ma szansę się wykazać w prawie karnym: trafia mu się sprawa dotycząca molestowania. To niełatwa przeprawa, bowiem Kevin musi podjąć pewne decyzje – te zaważą na jego dalszej karierze, ale też wywrócą całe życie do góry nogami.

No powiedzcie szczerze, kto byłby w stanie oprzeć się luksusom, limuzynom, wspaniałym zarobkom czy pięknym apartamentom? No i który młody człowiek nie chciałby zyskać niesamowitej sławy? Kevin chciał, niewątpliwie. Jego pęd do bycia na szczycie przesłaniał zatem wszelkie znaki, które wskazywały na to, że ta historia nie może skończyć się dobrze. W końcu nie na co dzień zdarza się pracować dla samego Diabła!

Wiadomo, że kiedy jesteśmy w związku, podejmowane przez nas decyzje wpływają nie tylko na nasze życie, ale  i mocno rzutują na drugą połówkę. Kevin ma młodą żonę, Miriam, która niepewnie poddaje się temu szaleństwu. To postać bardzo ciekawa, ponieważ przechodzi przemianę totalną. 

Co zachwyca (poza akcją, oczywiście)? Kusi klimat tej powieści. Już pierwsze rozdziały wprowadzają nas w stan oczekiwania. Jesteśmy świadomi, że ta sielanka, dobrobyt i wyjątkowo przychylne otoczenie nie wróżą niczego dobrego. Wiemy, że coś się posypie, bo to zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, ale nie mamy pojęcia, kiedy nastąpi ostateczne tąpnięcie. 

Powiem Wam, że to niesamowicie wciągająca historia, któraco bardzo cieszy, kończy się zupełnie inaczej niż jej filmowa wersja. Myślę, że nieco mroczniej i bezwzględniej. W ogóle w historii pojawia się wiele wątków, których nie uświadczycie w filmie, a na dodatek podoba mi się przedstawienie postaci. Szybko się z nimi zżyjecie, gwarantuję.

Po nitce do kłębka


Do narracji trzeba się przyzwyczaić – jest jak podanie, jak legenda. Wchodzimy w ten mroczny klimat niepewnie i w sumie ta niepewność towarzyszy nam przez cała drogę. 

Początkowo trudności może dostarczyć nie tyle wkręcenie się w tę opowieść, ile wsiąknięcie w świat przedstawiony naznaczony paragrafami, niuansami, prawniczym żargonem. Jednak i z tym autor poradził sobie doskonale – prowadzi nas za rękę, odkrywając przed nami kolejne sekrety tej opowieści. Zatem nie zostajemy w zawieszeniu, ale kroczek po kroczku wnikamy w ten nieznany nam świat. 

Historia jest doskonale rozplanowana: mamy tu ciekawy prolog, zgrabny środek i zatrważające zakończenie ujęte w epilogu. Tu wszystko gra, nic nie zgrzyta, elegancko się zazębia. Każdy krok prowadzi nas tam, gdzie powinniśmy się znaleźć – nie bliżej, nie dalej. Autor jest przy tym oszczędny w słowach, zatem nie uświadczycie tu zbędnych opisów, dialogów, rozważań. Proporcje zostały zachowane, całość jest wyważona.

Nie zapomnijcie również o przeczytaniu posłowia! Wiesław Kot doskonale rozłożył tę powieść na czynniki pierwsze. Czyta się równie dobrze jak samą powieść. Przyznam, że w sumie dawno nie czytałam tak dobrego posłowia... Brawa dla pana, bowiem zadanie miał trudne i wymagające, a podołał. No i bardzo mnie cieszy, że wydawnictwo nie zdecydowało się na umieszczenie tych rozważań na początku książki (czasem się nacinam na takie działanie), ponieważ sama historia może nie straciłaby na tym wiele (znamy w końcu filmową wersję), ale z pewnością nie miałaby szansy zyskać w naszych oczach.

Książkę polecam Wam z czystym sumieniem. Jest wciągająca i czyta się z zapartym tchem. I mimo że ma już swoje lata, i pomimo ekranizacji, jest ona wciąż aktualna – taka w sam raz dla współczesnego czytelnika. Wchodzimy w nią z niesamowitą satysfakcją, poddajemy się temu rytmowi, oczekiwaniu... To opowieść ponadczasowa. Po prostu.