poniedziałek, 18 listopada 2019

Rodzinne dramaty: "Nie mam więcej pytań" G. McAllister


Każdego można ukazać w takim świetle,
żeby wyglądał na winnego.


Gillian McAllister, Nie mam więcej pytań, przeł. Tomasz Wilusz, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.



To moje drugie spotkanie z autorką. Pierwsze niestety nie należało do udanych, o czym na pewno Wam kiedyś opowiem, z kolei drugie podejście było w porządku. Kiedy tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Intrygował mnie temat, kusiło wkroczenie na salę sądową, fascynowało dochodzenie do prawdy. Ta, jak wiadomo, jest tylko jedna, ale dojście do niej to nie lada wyzwanie. Nie mam więcej pytań autorstwa Gillian McAllister to może nie końca thriller, którego się spodziewałam, ale za to wciągający dramat rodzinny, któremu warto poświęcić dłuższą chwilkę.


Ach, te dowody

Wydarzyła się ogromna tragedia – zginęło malutkie dziecko. W takich chwilach, wobec tej ostateczności, każdy stara się zrobić rachunek sumienia, by dojść, co można było zrobić lub czego należało nie robić, by nie dopuścić do tej tragedii.

Autorka zabiera nas na salę sądową, gdzie ważą się losy nie tylko siostry oskarżonej o zamordowanie malutkiego dziecka, ale całej rodziny. Mamy tu zatem kilka osób dramatu. Po jednej stronie barykady stoi Becky oskarżona o zamordowanie malutkiego dziecka, które pozostawało pod jej opieką; po drugiej stronie mamy siostrę oskarżonej i matkę dziewczynki, Marthę. A gdzieś pomiędzy resztę rodziny, czyli rozdartych między swoje dzieci rodziców oraz brata.

Sprawa jest poważna i niepewna, chociaż wszystkie dowody wskazują na winę Becky. Kolejni świadkowie podsuwają sugestywne obrazy, które w zależności od okoliczności można przecież interpretować dowolnie, obrona i oskarżenie roztrząsają każdy punkt zaczepienia. Nie bez znaczenia pozostają również wyniki badań, które z dokładnością co do godziny wskazują czas zgonu malutkiej. Niestety to jedynie pogrąża oskarżoną, bowiem takie dowody bardzo trudno podważyć. Czy w takiej sytuacji istnieje w ogóle cień szansy na ułaskawienie? 

Orzeczenie winy przez ławników to jedno, bowiem tu toczy się gra o wyższą stawkę i nie chodzi wcale o reputację oskarżonej, która została w trakcie tego procesu nieco zszargana. Tu toczy się walka o siostrzaną miłość i zaufanie. Sprawy absolutnie nie ułatwia, że wciąż wychodzą na światło dzienne kolejne fakty z nocy, kiedy to się stało, a sama oskarżona nie jest pewna swojej niewinności...

Gdzie leży prawda?


Przyznaję, że dość szybko rozwikłałam tę zagadkę, jednak nie do końca, bowiem aż do ostatnich stron, nie wiedziałam, jak to możliwe, skoro wszelkie dowody wskazywały konkret. Powiem Wam, że mimo pewnej przewidywalności, tę książkę czyta się bardzo dobrze, a napięcie rośnie z rozdziału na rozdział – za sprawą kolejnych świadków, plotek, pomówień. I to jest fascynujące, to powolne odkrywanie kolejnych kart, wchodzenie coraz głębiej i dalej, pranie brudów i niecelowe przeinaczanie faktów. To przerażające, że każdy nasz ruch może być wzięty pod ostrzał, że ludzie oceniają nas na podstawie skrawków – wyrwanych z kontekstu chwil, słów, wyrazu twarzy.

Stajemy przed koniecznością zmierzenia się z trudnym tematem, a kolejne półsłówka wcale nie ułatwiają nam zadania. Kibicujemy obu siostrom, by chwilę później żadnej z nich nie darzyć ciepłymi uczuciami – nasz stosunek do nich zmienia się diametralnie, i to dzieje się bardzo szybko, bo ze strony na stronę. Autorka rzetelnie podeszła do charakterystyki postaci, uwzględniając przy tym cały wachlarz targających nimi uczuć. Będzie to zatem opowieść nie tylko o rodzinnej tragedii, ale również swoiste studium emocji. Mamy tu do czynienia ze złością, nadzieją, zazdrością, wyrzutami sumienia, miłością, poczuciem niesprawiedliwości i bezsensem oraz ulgą. I tak nam miesza McAllister w tym gorącym kotle.

Książkę czyta się bardzo szybko i, co ważne, z niesłabnącym zainteresowaniem. Z niecierpliwością oczekujemy kolejnych świadków, z lekkim przerażeniem przyglądamy się tym wyrywkom rzeczywistości, które zostają poddane ocenie. 

Nie mam więcej pytań to dobra książka. Może nie jest wybitna, jednak z powodzeniem wypełni jesienne wieczory. Warto przeczytać.