piątek, 15 listopada 2019

Siła uczucia: "Władczyni mroku" K.C. Hiddenstorm



Patrząc w twoje oczy, każdego dnia znajduję tysiąc nowych powodów, by cię kochać, choć tak naprawdę nie potrzeba ich wcale.
K. C. Hiddenstorm, Władczyni mroku, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019.


Władczyni mroku to jedna z tych książek, do których wciąż musiała wracać. Odkładałam na chwilkę, ale myślami byłam z tą historią, z jej bohaterami. Przeczytałam z przyjemnością, , chociaż słowo "przeczytałam" to za mało – ja tę książkę wchłonęłam, i to z dziką rozkoszą. Hiddenstorm znowu mi to zrobiła: wyrwała mi kilka godzin z życiorysu! Nie mam jej jednak tego za złe, ponieważ ten czas spędziłam wyśmienicie.

Siła miłości


Gdybyście spotkali na ulicy główną bohaterkę tej powieści, nie zwrócilibyście na nią uwagi – jest przeciętna aż do bólu i zupełnie nieciekawa. Przeszlibyście obok, może nawet szturchnęli przez przypadek i nie zrobiłoby to na Was żadnego wrażenia. Kobieta sama zresztą uważa czuje się dość nijako. Ma jakąś tam pracę, faceta, którego nie do końca lubi, czasem zaszaleje, ale ogólnie zamula.Mówię Wam, zwykła, szara, nijaka.

Gdybyście jednak przyjrzeli się nieco bliżej, moglibyście się zaskoczyć. W tej kobiecie tkwi coś, chociaż ona sama nie o tym zielonego pojęcia. To COŚ ujawnia się w najmniej spodziewanym momencie, np. w chwili ogromnego gniewu. Nagle świat wokół zaczyna świrować, dzieją się różne dziwne rzeczy, które jednak nie robią na Megan wielkiego wrażenia. To nie jest tak, że ona ich nie zauważa, bo, cóż, trudno przejść do porządku dziennego nad niektórymi sprawami... Ona po prostu tłumaczy te dziwy na swój sposób – może choroba psychiczna?

Z czasem poznajemy jednak kobietę trochę lepiej, a jej rozkwit możemy obserwować szczególnie, gdy w pobliżu znajduje się pewien niesamowity mężczyzna. Wiadomo, że każda z nas czuje się wyjątkowo przy odpowiednim facecie, trzeba dać nam tylko szansę, ale z Megan to zupełnie inna sprawa. Okazuje się, że drzemie w niej moc, w którą trudno uwierzyć i że wcale nie jest takim przeciętniakiem, za którego ją bierzemy.

Światy zaczynają mieszać, a w rzeczywistość wkrada się magia, chwile okrywają się mrokiem, a w anielskich zastępach dzieją się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca i wreszcie okazuje się, że diabeł potrafi kochać jak mało który człowiek. 

To historia o budująco-niszczącej sile miłości, o budzeniu się do życia mocy, która nigdy nie powinna wygasnąć. To też opowieść o zdradzie, złości i zazdrości. Dwa światy, jedna miłość i anielskie plany, których nie powstydziłby się sam Lucyfer.

Ujmująca


Czytałam już wiele recenzji tej książki i przyznaję, że jestem zdziwiona takim rozstrzałem opinii – tę książkę albo się kocha, albo się jej nienawidzi. Zbiera pochwały, ale też miesza się ją z błotem. Powiem Wam, że nieco zaskoczyły mnie te tak niepochlebne słowa, bo mnie ta historia ujęła.

Hiddenstorm ma bardzo specyficzny styl, który – jestem tego świadoma – nie każdemu może przypaść do gustu. Podobnie zresztą było z jej Po złej stronie lustra – albo wciągnie i przymknie się oko na jakieś niedociągnięcia, albo też wyciągnie się wszystko i będzie rozkładać na czynniki pierwsze. Myślę sobie, że te historie trzeba łykać w całości – tu nie ma się po co rozdrabniać...

Władczyni mroku to powieść, którą możemy nieśmiało zaszufladkować do angel fantasy. Ja ten gatunek uwielbiam i oddaje mu się w całości! I tak było tym razem. Byłam szalenie ciekawa dalszego ciągu, każdy kolejny rozdział zmuszał mnie od razu do zatopienia się w kolejny, z lubością zaglądałam w niebiańskie rejony, ale też z przyjemnością nurkowałam w mroczne krainy. Przyznaję, że świat rzeczywisty kusił mnie najmniej, chociaż rozumiem, że był tu konieczny – na tym opierał się pomysł na tę opowieść. Wracałam zatem do niego, ale z niecierpliwością czekam na powrót do innych światów.

Czytelnicy zarzucają autorce pomieszanie z poplątaniem, zacieranie granic w czasie i przestrzeni, skłębienie motywów i nawał postaci. A ja Wam powiem, że mnie to kompletnie nie przeszkadza, bo takie prowadzenie treści zmusza mnie do ciągłego reagowania i bezustannego obierania nowego kierunku. Mnie to kręci.

Władczyni mroku to urokliwa opowieść o miłości zaklęta w różne wymiary. Opowieść jest mroczna, z każdego zakątka wyziera tutaj zło, ale równoważy ją słodycz. Czyta się szybko i trudno ją odłożyć.

I rozumiem, że komuś mogło się nie podobać, ale ja jestem na tak. Polecam.