niedziela, 3 listopada 2019

Zawalczyć o siebie?: "Dzień, w którym cię poznałam" M. Majcher


Czasem największym aktem odwagi 
jest wycofanie się z podjętych w przeszłości decyzji.

Magdalena Majcher, Dzień, w którym cię poznałam, Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2019.

Powieści Magdaleny Majcher do mnie trafiają. Autorka zawsze uderza w poważne tony, choć jej historie – co dziwne – czyta się z lekkością. Połączenie bardzo płynnego stylu z tematyką ciężkiego kalibru budzi we mnie dziką bestię – ja nie czytam książek Magdaleny, ja je pochłaniam! Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Pascal miałam przyjemność pochłonąć najnowszą książkę autorki pt. Dzień, w którym Cię poznałam. Tym razem to historia miłosna, ale – nie może być inaczej – ze świetnie nakreślonym tłem oraz tym, co cenię w tych wszystkich opowieściach najbardziej: znów mamy tu realny problem, dotniemy moralności i poddamy ocenie swoje myślenie.


Bywa i tak?


Maja opowiada nam o swoim życiu z perspektywy czasu – wszystko, co się wydarzyło, jest już za nią. Przeżyła to, przetrawiła, więc potrafi teraz spokojnie opowiedzieć swoją historię. Nie można jej jednak zarzucić, że podaje nam suche fakty, bowiem to, co próbuje przekazać, jest pełne emocji, ocen oraz wniosków. Kobieta wpuszcza nas do swojego świata, niczego nie ukrywając. Poznamy Maję, którą była, ale będziemy mogli ocenić wszystkie zdarzenia, które ukształtowały nową kobietę. Jeśli zechcemy, bo ona sama przyznaje, że zawsze potępiała to, czego się dopuściła. Łatwo jednak oceniać, kiedy to nie my musimy podjąć pewne decyzje, kiedy to nie przed nami świat staje otworem.

Co takiego się wydarzyło? Otóż Maja – dziennikarka, która nie cierpi swojej pracy (pisze banalne teksty dla portalu internetowego, w dziale lifestyle), bo czuje, że jest stworzona do większych rzeczy – wygrywa los na loterii! Jedno z cenionych wydawnictw wybrało jej projekt, więc reportaż, o którym zawsze marzyła, doczeka się publikacji. Najpierw jednak trzeba napisać tę książkę, a to wymaga pracy w terenie, dotarcia do źródła. Kobieta udaje się do Gdańska, by zebrać materiały do swojej pierwszej, wyśnionej publikacji. Temat "Solidarności" jest ściśle związane z jej rodziną, ale też z podsycaną w sercu potrzebą opisania tego, o czym się nie mówi – już nie.



W zbieraniu materiału pomaga jej poznany w Gdańsku Bartosz – syn jednej z działaczek "Solidarności", który własnym sumptem opublikował wspomnienia matki, by ocalić je od zapomnienia. Maja szybko łapie z nim wspólny język – oboje czują, jakby znali się od zawsze, jakby byli dla siebie stworzeni. I w sumie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie czekający na kobietę mąż (którego, w gruncie rzeczy, nawet nie lubi) oraz, co okazuje się znacznie później, skrzętnie skrywana przez Bartosza tajemnica...


Właściwie od zawsze mnie to nurtowało, czy mamy prawo rezygnować z miłości, która nam się przytrafiła, bo okoliczności nie takie, bo czas niewłaściwy, bo miejsce nieodpowiednie.



Jak to się wszystko zaczęło? Jak zawsze – przypadkiem. Nikt tego nie planował, nikt nie brał takiej opcji pod uwagę. Nawet w najśmielszych snach Maja nie przypuszczała, że będzie musiała stanąć na wysokości zadania, przewartościować życie i zawalczyć o siebie – o miłość, marzenia oraz o swoje miejsce w świecie. Czasem jednak los bywa przewrotny i lubi trochę się nad nami pastwić.

Wyśniona historia


Magdalena Majcher napisała, że ta opowieść jej się przyśniła. Kiedy tak o tym myślę, dochodzę do wniosku, że chciałabym śnić takie historie (moje są bardziej, hm... poronione). Dzień, w którym cię poznałam to pełna dylematów moralnych, ale też czułości powieść. Tu nic nie jest proste – nie jest takie już właściwie od samego początku. 

Zderzamy się z problemem, który został już rozwiązany, z nowym życiem Mai, które zostało zbudowane na gruzach tego starego. Wsłuchujemy się w tę opowieść i próbujemy wyśnić sobie inne zakończenie. Finał zaproponowany przez autorkę powala, ale my pragniemy innego, bo to wszystko nie tak, nie po tym, co się wydarzyło.

Przyznaję, że ta opowieść nie poruszyła mnie tak mocno, jak zrobiły to inne książki autorki. Być może dlatego, że nie dałam się tutaj zaskoczyć – szybko rozpracowałam Bartosza, a prolog pozwolił mi wysnuć już na początku lektury pewne wnioski. Nie mogę jednak stwierdzić, że ta powieść przeszła bez echa, bo świadomie bym Was okłamała. To wzruszająca historia pełna ciepła, podszyta olbrzymią niepewnością jutra, to mnóstwo emocji i ciągle łapanie się na pytaniu: Co by było, gdyby...? Nie ma tu jednak miejsca na gdybanie, jest za to odpowiednio przygotowana przestrzeń dla słuchacza, którego autorka (a w sumie to Majka) prowadzi do małej księgarni, właśnie tego jednego dnia, właśnie dla tych wszystkich chwil.


Dzień, w którym cię poznałam z pewnością zasługuje na Waszą uwagę. To powieść spójna, ciekawie skonstruowana, "napchana" emocjami i taka nieoczywista. Myślę, że po lekturze niejedna z Was będzie zastanawiać się nad postępowaniem Majki. A może to właśnie ta powieść okaże się dla Was drogowskazem, może to dzięki niej zaczniecie w końcu spełniać swoje marzenia? Jedno jest pewne: nigdy nic nie wiadomo. 




Tu w końcu udało mi się uchwycić tytuł :) 


Garść linków


Autorka:

Wydawca
strona: pascal.pl