wtorek, 3 grudnia 2019

Autorski Przysłówek: Bruno Kadyna



Wyobraźnię zawsze miałem sporą,
a głupoty same pchają się do głowy.



"Autorski Przysłówek" to cykl, który opiera się na wywiadach z autorami. Jednak, żeby nie było tak prosto, pisarze zmagają się z nie lada wyzwaniem, bowiem podstawę tych literackich zwierzeń stanowi zaledwie kilka przysłówkowych pytań – Jak? Gdzie? Kiedy? Skąd? Dlaczego? – które, co najlepsze, rozwijają według własnego pomysłu!



Dziś mam przyjemność przybliżyć Wam nieco postać autora Metalowej Dolnej, Wpływu, Ciężkiego bagażu oraz wielu opowiadań. 




Bruno Kadyna (1981 r.) z wykształcenia jubiler-złotnik, który kreując biżuterię, zaspokajał pragnienie tworzenia. Uprawiał kulturystykę i boks, pracował na statku – zawsze towarzyszyło mu zamiłowanie do słowa, szczególnie poezji i prozy, a pierwszą książkę napisał na bramce w klubie nocnym. Oprócz literatury uwielbia muzykę i sport. Dziś żonaty, doradca biznesowy, nie brakuje mu wytrwałości, a pisanie zaspokaja teraz pragnienie tworzenia.



Jak piszę?


Słowo po słowie. Należę do szkoły rzemieślników. Klecę zdania, konstruuję akapity, a potem rzeźbię tak długo, aż uzyskam zadowalający efekt.



Nie zdarza mi się pisać strumieniem świadomości, walić w klawiaturę, jak improwizujący pianista w ferworze. Wytężam mózgownicę i zadaję sobie różne pytania, na każdym z etapów tworzenia.







Gdzie piszę?

W swojej pieczarze, czyli w suterenie przerobionej na biuro. Mam tu spokój i wszystko, czego mi potrzeba: komputer, drukarkę, kawę i bałagan. Wydruk natomiast lubię poprawiać w różnych miejscach. Kiedy jest ciepło, najchętniej w drewnianym domku w ogrodzie. Synek ma na kwadracie świetny klimat i nic naprzeciw, żebym tam posiedział.

Lubię też pisać w samochodzie, ale koniecznie zaparkowanym w jakimś pięknym, odludnym miejscu.

Mam takich kilka. Najpiękniejsze niedaleko mojej dzikiej plaży. Na niej z braku prądu piszę ręcznie krótsze formy.

Lato niedawno minęło, a ja już za nią tęsknię.


Kiedy piszę?

Kiedy się da. Kiedy coś zacznę, muszę skończyć. Pisanie zajmuje bardzo dużo czasu, więc szarpię każdą wolną chwilę, odmawiając sobie innych rzeczy. Sprzedałem kajak, zaniedbuję kumpli, nie oglądam telewizji, nie pamiętam, kiedy grałem w snookera, choć uwielbiam, a czytam tylko w kiblu i kiedy stoję w korkach. Reszta czasu dla rodziny, na pracę i siłownię, ale i tak nie bez uszczerbku.



Skąd pomysł na pisanie?


Pomysł na pisanie wziął się z ogromnego pragnienia tworzenia. Muszę coś tworzyć, a pisanie nie wymagało finansowego kapitału, jak jubilerstwo, którym zajmowałem się wcześniej. Przynajmniej nie tak dużego.

Wyobraźnię zawsze miałem sporą, a głupoty same pchają się do głowy. Mimo to moje pomysły nie są odkrywcze, ani nawet świeże. Na szczęście nie o to w pisaniu przede wszystkim chodzi.



Dlaczego kończę z pisaniem?

Po latach zmusza mnie do tego życie. I zwyczajnie moja proza jest za słaba dla obecnego rynku wydawniczego i dla większości czytelników.

Mam wrażenie, że cała para idzie w gwizdek, bo czyta mnie dosłownie kilka osób. Nie ma szans na jakiekolwiek wynagrodzenie za ogrom włożonej pracy. Nie mówię o życiu z pisania, o jakimś gwiazdorzeniu, ale żeby choć troski życia nie przyćmiewały piękna tworzenia i się na nim nie odbijały.

Publikowanie, redakcja, reklamowanie, kosztują żywe pieniądze, a czas, jaki trzeba na to wszystko poświęcić, jest pełnoetatowy. Nie potrafię pisać z doskoku, stłamsić pragnienia do poziomu hobby i nie przykładać się do tego tak, jak potrafię najlepiej. Jakim wtedy byłbym twórcą? Jednak przez to cierpi praca zarobkowa i rodzina, nawet ta nieszczęsna siłownia. Nie mówiąc już o innych rzeczach.

Nadchodzi czas, żeby opuścić obrzeża świata literackiego. Zostanie tylko to, co najfajniejsze, czyli samo pisanie, przelewanie z głowy na papier. Niestety tylko do szuflady, bo tak jak nie pokazuje się nikomu w połowie wykonanego pierścionka, tak nie daje się nikomu do czytania surowego tekstu.

Wałkowanie utworów, aż będą na najwyższym, na jaki mnie stać poziomie, zawracanie głowy beta czytaczom, publikowanie i promowanie, rozsyłanie informacji i propozycji do wydawnictw i mediów, które nigdy nie odpowiadają, z ulgą zostawię za sobą.

Walka kończy się wygraną albo porażką. Nigdy bym się nie poddał. Co innego przegrać. Wiem, że już przegrałem, choć jeszcze walczę, żeby nie móc sobie zarzucić, że nie próbowałem.




Szczególne recenzje:

Metalowa Dolna: Można przeczytać


Ciężki bagaż: Kreatywna, Można przeczytać




Przeczytaj też moje recenzje książek:


Metalowa Dolna

Wpływ

Ciężki bagaż