poniedziałek, 2 grudnia 2019

Seria niefortunnych zdarzeń: "Ciężki bagaż" B. Kadyna


Jakby nie było, niczego dobrego nie stworzę z tym bagażem, który mam, a jeszcze chcę do niego dołożyć.


Bruno Kadyna, Ciężki bagaż, Bibliotekarium, Bydgoszcz 2018.



To już moje trzecie, a właściwie czwarte (miałam okazję przeczytać jedno z opowiadań autora) spotkanie z twórczością Bruna Kadyny. Tym razem, dzięki uprzejmości autora, miałam okazję przeczytać Ciężki bagaż. Przyznaję, że już wcześniej rozglądałam się za tą książką, ale niestety nie znalazłam jej na Legimi, więc plan przeczytania spełzł na niczym. O powieści zapomniałam. Do czasu... Ostatnio na profilu autora natknęłam się na wspomnienie tej historii i ochota wróciła, zatem nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności. Udało mi się dostać książkę z dedykacją – mrrr, przytuliłam, przeczytałam i dziś dzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami. Zapraszam.

Reorganizacja na poważnie

Bohaterem powieści jest Adam – były gangster, który nieźle sobie nagrabił u gangsterskiej braci, więc nie pozostało mu nic innego, jak usunąć się w cień i zacząć wszystko od nowa. Sprawa wcale nie jest jednak taka prosta, bohater chyba nie do końca przemyślał swoje działanie, bowiem w starym miejscu zostawił swoich przyjaciół i matkę, której żadną siłą nie może ściągnąć do siebie.

Mężczyzna nie może zaznać spokoju – w
powietrzu wisi niebezpieczeństwo, na jego drodze staje dziwna dziewczyna, która wygaduje niestworzone historie, a w serce wyżera samotność i ogromna tęsknota za wyśnioną miłością. Jest jednak takie jedno miejsce, w którym Adam może choć przez chwilę odetchnąć, to opuszczona, schowana gdzieś w gęstwinie plaża, która daje mu moc do życia, koi zszargane nerwy, dostarcza pozytywnej energii. Niestety ten błogi stan nie trwa długo, mija momentalnie.

Czytamy, wciągamy się w tę opowieść i nie możemy doczekać się chwili, kiedy wreszcie dowiemy się, o co w tym wszystkim chodzi. Wiemy, że coś się święci, bo przecież u autora nie ma mowy o "normalnym" zakończeniu (już nie raz się o tym przekonałam), wszystkie tory prowadzą nas gdzieś na manowce, a my dajemy się wciągać w te gęste krzaczory dziwności.

No dobra, jeśli zatem jesteście ciekawi, jak rozwiąże się sytuacja z nieco nieogarniętą matką, dlaczego młoda dziewczyna udaje opóźnioną wieśniarę, a potem biega nago po lesie, jak wygląda ogień i skąd on się w ogóle bierze oraz czego można spodziewać się byłych znajomych i dokąd zaprowadzi naszego bohatera miłość – to koniecznie musicie sięgnąć po Ciężki bagaż. 

Poza tym obiecuję Wam wizytę w szpitalu psychiatrycznym i dawkę dość czarnego humoru. Aaa, i jeszcze spotkanie z jednym z bohaterów innej książki autora. Często po lekturze Metalowej Dolnej zastanawiałam się, jak wyglądałoby życie Tomasza, gdyby pociągnąć nieco tę opowieść. Już wiem. Warto tu jednak zaznaczyć, że wcale nie musicie znać tamtej historii, bowiem ta postać występuje tu tylko gościnnie.


Potem leci


Bardzo lubię prozę Bruna. Przekonuje mnie przede wszystkim jego świeże podejście do literatury. Miesza wątki tak, że czasem odnosimy wrażenie, że ktoś wcisnął nas do wagonika i puścił kolejkę w ruch, nie ostrzegając, że czeka nas wiele zawirowań, może nawet jakaś beczka po drodze, ale niestety pasów brak.

Historia jest wciągająca, bo taka tajemnicza i dziwna (w dobrym tego słowa znaczeniu), jednak czyta się ją dość opornie. Długo zastanawiałam się, od czego to zależy i w końcu doszłam do wniosku, że brak tym zdaniom gładkości. To jednak jeszcze nic... Na miejscu osoby, która robiła korektę, nie podpisałabym się pod tak niedbale poprawionym tekstem. Myślę, że albo robi się coś porządnie i bierze za to pieniądze, albo nie robi się tego wcale (no, chyba że hobbystycznie). Niestety w tekście znajdziecie wiele pozjadanych przecinków i, brrrr, tak banalny błąd ortograficzny, że aż boli. Na szczęście powieść jest na tyle ciekawa, że można przymknąć oko na pewne usterki i... potem leci.

Nie jest to najlepsza, moim zdaniem, książka Kadyny. Porównując ją do Wpływu, który pochłonął mnie całkowicie, tu mogę stwierdzić jedynie, że autor podtrzymywał skutecznie moją ciekawość. Niemal do samego końca utrzymał aurę tajemniczości i nie zdradził wszystkich sekretów. Na uwagę zasługuje również wątek miłosny – no, może nie o samą miłość tu chodzi, ale o tę rozdzierającą samotność, która trawi naszego bohatera.




Adam daje się lubić, chociaż trzeba przyznać, że niezłe z niego ziółko i to takie nadpalone nieco, bo ciągle musi zmagać się z przeciwnościami losu. Ogień sieje spustoszenie w jego wnętrzu, a my możemy się tylko przyglądać postępującemu rozkładowi. Ale, ale! Bohater wcale nie pozostaje bierny i właśnie te jego próby (wszelakie i różnorakie) osadzenia się w codzienności przykuwają naszą uwagę.

Gdzie zakwalifikować Ciężki bagaż? Na to pytanie niezwykle trudno odpowiedzieć, bo opowieść jest taką dobrze wyważoną mieszanką równości. Raz będzie to powieść o miłości, innym razem skłonimy się ku wątkom nadprzyrodzonym, by chwilę później wejść w nieco bardziej kryminalny klimacik. 

Mnie książka się podobała, ponieważ – mimo wad – treść okazała się na tyle interesującą, by utrzymać moją uwagę do samego końca. Lubię być zaskakiwana, a powieść wielokrotnie wprawiła mnie w lekką konsternację. 

Gotowi na taką mieszankę?