wtorek, 14 stycznia 2020

Jak ogarnąć swoje czytanie?: "My little book planner"



Jesteś molem książkowym, ale brakuje Ci systematyczności? Chcesz w końcu zorganizować swoją biblioteczkę? A może potrzebujesz miejsca, w którym zawrzesz wszystkie swoje czytelnicze skarby lub przemyślenia? Jest na to sposób – spróbuj z My little book planner. 



Dziś mam ciekawą propozycję dla moli książkowych, ale też dla sympatyków bujo (bullet journal). Długo nosiłam się z zamiarem uporządkowania swojego czytelniczego życia – chciałam w końcu ogarnąć regał, przeczytane książki, listy moich skarbów, które wypuściłam w świat i sprawy blogowe. Szukałam takiego rozwiązania, które po prostu pomogłoby mi zebrać wszystkie te moje książkowe przygody w jednym miejscu. 



Początkowo zastanawiałam się, czy nie zrobić dodatkowej zakładki w moim obecnym bujo, ale kiedy rozpisałam sobie to, co chciałabym umieścić, wyszło mi sporo materiału. Z pewnością jakoś pociągnęłabym ten temat i zapewne wyszłoby w porządku, ale potrzebowałam czegoś więcej. Poza tym robienie czegoś kompletnie od podstaw wymaga czasu, który wolałam przeznaczyć na inne zajęcia.




My little book planner od wydawnictwa Od deski do deski od razu przyciągnął moją uwagę, chociaż trzeba przyznać, że niewiele jego zdjęć znalazłam w sieci. Może nie mało, ale spodziewałam się po prostu, że będzie tego więcej. W każdym razie to, co znalazłam, wystarczyło, bym uznała, że taki planner będzie dla mnie odpowiedni. Przespałam się z decyzją i dobrze zrobiłam, bo wpadłam na pomysł, żeby kupić dwa plannery. Wiedziałam, że takie cacuszko będę mogła podarować komuś w prezencie i nie myliłam, więc dla siebie wybrałam Czarną Deskę, a Granatowa Noc trafiła w najlepsze możliwe łapki na świecie – do mojej córki.


Pierwsze wrażenie


Podejrzewam, że My little planner będzie bardzo często przeze mnie męczony (zresztą moja córa ciągle swój otwiera, przewraca strony, wygina grzbiet), zatem niezwykle ważne jest tu wykonanie. Można śmiało powiedzieć, że wydawnictwo postarało się o to, aby planner był wytrzymały!


  1. Twarda oprawa świetnie chroni wnętrze. 
  2. Dostępne dwie wersje kolorystyczne (były trzy, ale jedna "wyszła"). Ja postawiłam na czarną deskę – czarno-biała wersja okładki, córze dostała granatowa noc z ładnymi różowymi zdobieniami i tasiemkami pod kolor.
  3. Gumeczka ułatwia zadanie – planner sam się nie otworzy, nic nam ze środka nie wypadnie, nic się nie pogniecie.
  4. Luźne karteczki możemy trzymać w kieszonce znajdującej się na samym końcu (na okładce od wewnętrznej strony).
  5. Strony są szyte – nic nie odpadnie w najmniej spodziewanym momencie.
  6. Poręczny format – A5 – bez problemu zmieści się w większości torebek. Planner jest grubiutki, więc łatwo go wymacać.
  7. Uzbrojony w dwie kolorowe wstążeczki, które służą do zaznaczania miejsc, do których chcemy mieć szybszy dostęp.
  8. U dołu każdej strony znajduje się miejsce na napisanie numeru strony – ułatwienie do spisu treści (ja z niego nie korzystam, w ogóle spis treści został na razie przeze mnie pominięty).


Uniwersalność


Planner z powodzeniem może cieszyć zarówno zaawansowanego czytelnika, który pochłania książki w zastraszającym tempie, jak i początkowego odkrywcę literackich światów. Na początku mamy "Zaczytaną listę" – to 8 stron po 15 pozycji (autor i tytuł książki, nasza ocena wyrażona gwiazdeczkami do zakolorowania oraz data; ja na marginesie spisuję jeszcze liczbę stron). Uznałam, że kiedy zabraknie mi miejsca, samodzielnie zrobię tabele i będę po prostu kontynuować na dalszych stronach (zakładka z "Zaczytaną listą").



Planner sprawdzi się doskonale u starszych czytelników, ale i młodsi bez problemu się w nim odnajdą – może posłużyć im po prostu na dłużej. Moja córka korzysta na "Zaczytanej listy", a pierwszą zakładką (stroną wyjątkową), którą sobie zrobiła są "Moje recenzje", gdzie wkleja obrazek z okładką przeczytanej książki i krótko ją opisuje – rośnie mi mała recenzentka w rodzinie!



Poza tym warto tu zaznaczyć, że można My little book planner sprawdzi się u tych osób, które lubią kombinować, ale też u tych ceniących sobie minimalistyczne podejście do tematu.

Elastyczność


Planner posiada kilka strategicznych stron: zaczytaną listę, spis treści oraz listy zakupów (te znajdują się na samym końcu, można je wycinać). Środek to nic innego, jak mnóstwo wolnych kartek w kropki, które można dowolnie zagospodarować, odpowiednio przystosować do własnych potrzeb. U mnie wygląda to następująco:
  • zostawiłam więcej miejsca na listę przeczytanych książek (powinno wystarczyć na kilka lat);
  • dodałam dział z książkami roku (najlepsze i najgorsze – tu tylko kilka stron) – przyda się do podsumowania na koniec roku;

  • listy książek pożyczonych (te informacje zawsze wypadają mi z głowy), otrzymanych i kupionych (mam zamiar mocno się ograniczyć w tym temacie) – wszystko ukryłam w zakładce Booki upolowane;

  • Rusz swój regał – wyzwanie mojego życia, czyli czytać przede wszystkim te książki, które mam w domu (wciąż ten dział uzupełniam, bo wymyśliłam sobie, że wkleję tu obrazki z okładkami wszystkich moich książek);


  • Moje listy – zaległe recenzje, wykaz książek z autografami i dedykacjami, nazwiska autorów, którym uścisnęłam dłoń i takie tam – wciąż w budowie;
  • Blogowe sprawy – mieszanka wszystkiego, co związanego z blogiem, od statystyk, przez Autorski przysłówek, po kartę z inspiracjami i pomysłami na kolejne wpisy.



Bez problemu można zrobić tu sobie kalendarz czy zrealizować mnóstwo innych pomysłów, ponieważ planner ma 360 stron, w tym większość do samodzielnego zapełnienia. Szukałam czegoś takiego, bo opcja z kalendarzem na rok w ogóle mnie nie przekonywała.



Można tu umieścić właściwie wszystko to, co tylko chodzi Wam po głowie. Może bierzecie udział w jakimś czytelniczym wyzwaniu? Może pożyczacie książki, które do Was nie wracają, bo zapominacie, do kogo trafiły? A może po prostu chcecie zacząć ogarniać Waszą czytelniczą przestrzeń? My little book planner nada się do takich celów idealnie.



Nic dodać, nic ująć


Nie da się ukryć, że o My little planner piszę w samych superlatywach. To po prostu doskonałe narzędzie do zorganizowania swojej czytelniczej przygody, ale też baza do przechowywania najważniejszych książkowych informacji. Zdecydowanie przemawiają za nim: porządne wykonanie, elastyczność oraz sporo miejsca, które można spożytkować w dowolny, wybrany przez siebie sposób. Tego było mi trzeba, więc jestem zdecydowanie na TAK, a i Wam polecam – myślę, że takie rozwiązanie przypadnie Wam do gustu.



Przejrzałam sklep Wydawcy i podpowiadam, że w magazynie zostało 8 granatowych nocy i 22 czarne deski. Cena jest atrakcyjna, opakowanie pięknie, zastosowań ogrom, więc wydaje mi się, że My little book planner będzie idealnym prezentem dla mola książkowego albo dla osoby, którą chcielibyśmy zachęcić do czytania.