niedziela, 26 stycznia 2020

Kilka fałszywych ruchów: "Przesyłka" S. Fitzek


Większość ludzi myśli, że sen jest młodszym bratem śmierci, a przy tym największym jej przeciwnikiem. Lecz to nie sen, ale zmęczenie jest przednią strażą wiecznej ciemności.
Sebastian Fitzek, Przesyłka, przeł. B. Tarnas, Amber, Warszawa 2017.




Sebastian Fitzek to jeden z moich ulubionych pisarzy; przeczytałam już prawie wszystkie powieści jego autorstwa, które ukazały się na polskim rynku książki (została mi jeszcze Makabryczna gra z 2008 roku, którą odkryłam przy okazji pisania tej recenzji). Mogę zatem uznać, że jako takie pojęcie o twórczości tego niemieckiego autora mam. Powiem więcej, to jeden z tych, po których twórczość sięgam zawsze w ciemno, nie zapoznając się nawet z blurbem. Wiem, że będzie dobrze – raz lepiej, innym razem może ciut słabiej, ale zawsze na poziomie. Z takim spokojem i pewnością sięgnęłam po Przesyłkę – powieść zapowiadającą się wyśmienicie już od samego początku.

Nie dajmy się zwariować?


Co kryło się w Waszych szafach, kiedy byliście maluchami? Jakieś paskudne potwory czy może niewidzialny przyjaciel, który był dla Was wsparciem w najgorszych momentach Waszego dziecięcego życia? A może był to po prostu bezkształtny strach, który nagle i nieoczekiwanie przybrał odległą, choć znajomą formę? Prawda jest taka, że nigdy nie wiemy, co kryje się w szafie, chociaż doskonale wiemy, co powinno tam być.

Poznajmy małą Emmę, która w domu czuje się, delikatnie mówiąc, nieswojo. Ojciec nie ma oporów przed sprawianiem jej przykrości, bo jak tłumaczy, jest cholerykiem. Rani dziecko słowem, które boli bardziej niż wymierzony w twarz policzek. Matka, chociaż może i chciałaby ochronić swoje dziecko, jest całkowicie bezwolna i posłuszna mężowi. A w tym niesprzyjającym klimacie, w samym środeczku, pośrodku wielkiego smutku, jest kilkulatka. Dziewczynka potem leczy się psychiatrycznie, bowiem nie radzi sobie z rzeczywistością.

Emma dorasta, a swoje życie zawodowe wiąże z psychiatrią – jedną z jej wąskich specjalizacji. Mówi się, że w tym kierunku podążają osoby dotknięte jakimiś problemami psychicznymi – w przypadku kobiety ta uogólniająca teoria się potwierdza. Musi mieć wciąż nerwy na wodzy, bowiem rozchwiana emocjonalnie, zaczyna widzieć różne dziwne rzeczy. Sprawy nie ułatwiają wcale napis na zaparowanym lustrze, nieistniejący pokój w hotelu czy gwałt, który został uznany za jej konfabulację. Szczęśliwa mężatka stacza się powoli, ale skutecznie – wszystko jest w stanie wyprowadzić ją z równowagi, a odmawia leczenia, bo przecież zna jego mechanizmy, bo jest przekonana, że poradzi sobie ze wszystkim sama. I początkowo jakoś sobie nawet radzi... Kiedy listonosz prosi ją, by przekazała przesyłkę sąsiadowi, o którym nigdy nie słyszała (a prześwietliła przecież wszystkich w okolicy), jej umysł wskakuje na wyższe obroty, szaleństwo wdziera się w mury jej domu, a poza nimi... cóż, Emma podejmie wiele decyzji, których z pewnością będzie potem żałowała.

Kim jest tajemniczy "Fryzjer", który goli głowy swoim ofiarom, po czym je zabija? Tego stara się dowiedzieć Emma – jedyna kobieta, która wyszła żywa ze starcia z mordercą.

To jednak nie wszystko, ponieważ – jak wspomniałam przed chwilą – niektóre podjęte przez kobietę decyzje, ale też wiele zbiegów okolicznych (a może fryzjerskich zabiegów) wywracają jej życie do góry nogami. Będzie musiała zatem odkryć przed swoim przyjacielem, który chce dojść do prawdy, wszystkie karty. Podejrzewacie pewnie, że nie tak łatwo jest przyznać się do błędów i swoich słabości?

Dobry thrilller


Lubicie thrillery psychologiczne? Wydaje mi się, że Fitzek plasuje się dość wysoko w tym gatunku – stan ludzkiego umysłu to jeden z najczęściej poruszanych tematów w jego książkach. Mogłoby się zdawać, że "ileż można"? A jednak powiem Wam, że autor zaskakuje za każdym razem, zgrabnie prowadząc fabułę i budując sylwetki swoich bohaterów, których losy zazębiają się ze sobą. Z początkowego pomieszania z poplątaniem zawsze wyłania się klarowny finisz – chociaż zanim do niego dojdziemy, będziemy przekonani (wielokrotnie), że rozwikłaliśmy już problem, odkryliśmy wszystkie karty i wykręciliśmy wszystkie trupy na drugą stronę. Zawsze zostanie coś nowego do odkopania.

Takim właśnie kopaniem – w ludzkim umyśle – jest lektura Przesyłki. Szybko dajemy się ogarnąć szaleństwu, które pochłania główną bohaterkę, stajemy się niepewni i podejrzliwi w stosunku do każdej żywej istoty, która pojawi się na naszym horyzoncie. Knujemy, podglądamy i oskarżamy, bo jesteśmy przekonani, że znamy prawdę. Oczywiście chwilę potem Fitzek wyprowadza nas z błędu... 

Przesyłka to bardzo dobry thriller psychologiczny, który wciąga. Od początku coś nam tu nie gra, ale nie mamy pojęcia, co co może chodzić. To taka gra w kotka i myszkę, bo niby mamy gotowe rozwiązanie, a potem kolejne i następne. Niby wiemy, a jednak siedzimy w ciemnym kącie z główną bohaterką i nie możemy się nadziwić, co też jeszcze przyjdzie nam przeżyć... Negujemy wszystkie jej zachowania, a chwilę potem bierzemy pod uwagę podjęte przez działania. Lektura tej książki to świetna rozrywka – od czasu do czasu lekko obrzydliwa, jeśli macie dość rozbudowaną wyobraźnię. Polecam.