piątek, 3 stycznia 2020

Podsumowanie 2019 roku!


Nie wiem, kiedy zleciał ten 2019 rok. Wiem jednak, że 2020 musi być o wiele lepszy. Nie ma innej opcji. 

Zapraszam Was na podsumowanie minionego roku.




Prawdę mówiąc, myślałam już, że moje blogowanie dobiegło końca. Poprzedni rok przywitał mnie i moją rodzinę średnio optymistycznie. Kiedy moja córa zachorowała, wszystko inne odsunęłam na bok – nic nie miało znaczenia.

Zaległości recenzenckie rosły, kolejne propozycje napływały na moją skrzynkę mailową (którą sprawdziłam, uwaga, dopiero w okolicach września). Mnóstwo cudownych wyzwań przeszło mi koło nosa, bo nie byłam w stanie zagwarantować nikomu niczego. Powiem Wam, że taki odwyk od social mediów otworzył mi oczy na pewne sprawy, no i dał sporo czasu, który mogłam poświęcić na coś zupełnie innego. Poświadczam: bez Facebooka, Insta czy bloga można żyć.

Więcej na ten temat przeczytacie tutaj: To zawsze dzieje się gdzieś daleko, u kogoś, poza nami. Ostrzegam, że to najbardziej osobisty wpis, jaki kiedykolwiek pojawił się na tym blog. Wyłam, jak pisałam, ale wbrew pozorom to piękny wpis. Uwierzyłam w dobro. Już wiem, że wraca. Nawiązałam bardzo bliskie relacje, zrozumiałam, że nie jestem z tym wszystkim sama.

Wielomiesięczna izolacja nie oznacza jednak, że nie czytałam. Wręcz przeciwnie  to własnie książki pozwoliły mi się odrobinę oderwać od tego, co stało się moją codziennością. Przeczytałam ponad 100 książek, o których pamiętam, bo w szpitalu czytałyśmy tytuły dla dzieci na potęgę i teraz trudno mi dojść do tego, ile tych pozycji się nazbierało. Zresztą, nie liczy się liczba, ale jakość.

Z jakością było bardzo różnie. Raz trafiłam na dzieła wspaniałe, które mnie rozbrajały, miażdżyły lub dostarczały totalnej przyjemności. Innym razem pojawiało się wielkie rozczarowanie. Najczęściej jednak trafiały w moje ręce powieści ze średniej półki  takie do poczytania, przy których miło spędza się czas, ale nie wnoszą czegoś większego do życia. Mogę śmiało uznać, że proporcje zostały zachowane.

W tym roku na blogu pojawiło się jedynie 31 wpisów, z czego 24 to recenzje książek. Słabo, ale obiecuję poprawę. Wiecie, planuję napisać opinie o wszystkich tych książkach, które przeczytałam w 2019. Czy mi się to uda? Nie wiem, ale spróbować warto. Zmieniła się też nieco forma prezentacji książek na blogu  nie robię już tych białych tablic z okładkami, a wszelkie informacje zawieram w przypisie pod zdjęciem i cytatem. Zdałam sobie sprawę, że takie babranie się, zabiera mnóstwo czasu, a ten  jak wiadomo  jest zbyt cenny, żeby go marnować na pierdoły.

Poza recenzjami pojawiły się również zapowiedzi moich dwóch zeszłorocznych patronatów:


Krzysztof Koziołek Będę Cię szukał, aż Cię pokocham



Janusz Lasgórski Piętno Pielgrzyma. Banici 

A poza tym pojawiły się zaległe recenzje dwóch innych patronatów, które miały ukazać się w stycznie, co niestety nie poszło zgodnie z planem.

Krzysztof Koziołek Nie pozwól mi umrzeć


Tomasz Stochmal Mataszkowie i ziemia wąbrzeska

Cieszy mnie bardzo, że wróciłam do cyklu "Autorski Przysłówek", który opiera się na wywiadach z autorami. Jednak, żeby nie było tak prosto, pisarze zmagają się z nie lada wyzwaniem, bowiem podstawę tych literackich zwierzeń stanowi zaledwie kilka przysłówkowych pytań – Jak? Gdzie? Kiedy? Skąd? Dlaczego? – które, co najlepsze, rozwijają według własnego pomysłu!

Zachęcam do zerknięcia:

Kolejni autorzy już wkrótce podejmą wyzwanie, więc mam nadzieję, że będziecie śledzić te wpisy. Dlaczego? Przede wszystkim z powodu fascynujących odpowiedzi na trudne pytania. Autorzy się nie oszczędzają!

Jakie recenzje pojawiły się blogu?

Nie zaszalałam w tym roku, ale biorąc pod uwagę fakt, że to tylko ostatni kwartał  jest nieźle. Szkoda, że nie udało mi się napisać czegoś więcej, bo 2019 obfitował w takie książki, które niewątpliwie zasługują na uwagę  z różnych względów. Mam jednak dzieję, że nadrobię co nieco. Tylko niech moc będzie ze mną.

Listy książek, których nie zrecenzowałam, nie będę tu publikować, ale zerknijcie na zdjęcie, dzięki któremu możecie się nieco zorientować w temacie. Ogrom! Wkrótce na pewno pokażę Wam doskonałe narzędzie, które pomoże mi się lepiej zorganizować w tej kwestii, a mianowicie MY LITTLE BOOK PLANNER od wydawnictwa Od deski do deski. Wpis pojawi się na dniach.




Mogę natomiast podać moje TOP 8 najlepszych i najgorszych książek, które przeczytałam w tym roku (kolejność przypadkowa).

Najsłabsze

  • Alvin Schwartz Upiorne opowieści po zmroku
  • Marta Kruczek Ci inni za murem
  • Thomas Harris Cari Mora   totalne dno!
  • Magdalena Kostyszyn Ch...owa Pani Domu
  • Antti Toumainen Człowiek, który umarł
  • Gillian McAllister Wszystko oprócz prawdy
  • Piper Kerman Orange is the New Black. Dziewczyny z Danbury



Najlepsze

  • Dan Simmon Terror   najlepsza!
  • Charlie Mackesy Chłopiec, kret, lis i koń
  • Paweł Kapusta Gad. Spowiedź klawisza
  • Thomas Arnold Legendy Archeonu. Strach stary i nowy
  • Magdalena Majcher Jeszcze jeden uśmiech
  • K.C. Hiddenstorm Władczyni mroku
  • Mitch Albom Pięć osób, które spotykamy w niebie


Ja i... seriale?


Poza książkami w tym roku popłynęłam z serialami  jak nigdy! Potrzebowałam po prostu czegoś na tzw. "odmóżdżenie". Trochę się tego wszystkiego uzbierało, a jak pomyślę sobie, ile czasu zmarnowałam na nicnierobienie, to robi mi się trochę przykro... Podrzucam linki do FilmWeba :)


Instagram


Na Instagramie też niewiele się działo, bo po prostu brakowało mi weny do czegokolwiek. Kiedy już zaczęło się dziać, to powstał mi jeden przedziwny koktajl barw. Jednym słowem: eksperymentowałam. Z tych wszystkich prób, najbardziej spodobało Wam się tych kilka poniżej:



Plany na ten rok?


Na pewno będzie mnie tu więcej i postaram się działać systematycznie. Chciałabym nadrobić  tak dla siebie  te moje recenzenckie zaległości, bo myślę, że naprawdę warto opowiadać o tym, co się przeczytało. 

Może w końcu zdecyduję się na jakiś odcień czy kompozycję na Insta, chociaż szczerze w to wątpię, bo tak z miesiąca na miesiąc wchodzę w inne tonacje, co chyba nie do końca jest takim fatalnym rozwiązaniem. W każdym razie jedno zdjęcie dziennie (no, jedno na dwa) wydaje mi takim minimum, żeby jakoś przetrwać w gąszczu cudownych fotografii. 

Ile przeczytam, tyle przeczytam. Tu bez zmian, czyli będę w dalszym ciągu pochłaniała książki, a ile tego wyjdzie, to się wyklaruje dopiero pod koniec tego roku. Żadnych wyścigów, nacisków  nic na siłę. 

A co chciałabym przeczytać? O, tu sprawa się nieco bardziej komplikuje, bo na pewno chciałabym skończyć kilka zaczętych cykli, a do tego mam taką fantazję, że w końcu przeczytam HP (tak, tak, nigdy nie czytałam, a chciałabym), brakuje mi jednak dwóch tomów, więc jeśli macie Insygnia śmierci lub  Księcia Półkrwi, to dajcie znać (chętnie odkupię te książki ze starej serii w miękkich okładkach). Chyba nie ma sensu planować, bo moje czytanie to raczej działanie impulsywne niż lista do odhaczenia... Jak będzie, tak będzie. Na pewno nie zabraknie czytelniczych emocji.

W planach na ten 2020 mam też walkę ze sobą  oj, wzięłam się ostro i, co najlepsze, wciągnęłam w to wszystko przyjaciół. Nie ma to jak dobra motywacja. Zrobiłam nawet badania krwi (wstyd przyznać, ale ostatnie miałam prawie 8 lat temu) i w sumie dramatu nie ma (podejrzewałam, że będzie gorzej). W tej mojej walce ze zbędnymi kilogramami pomoże mi Bullet Journal, który w tym roku skupia się wyłącznie na zagadnieniach fit. Polecam, bo wtedy łatwiej jest nad wszystkim zapanować. Mój zeszyt waży około 1.5 kilograma, więc wiecie, plany są potężne!




Czego sobie życzę na ten rok? Tylko zdrowia dla rodziny i tego, by nie był gorszy od poprzedniego. Jak będzie zdrowie, to cała reszta sama przyjdzie albo będzie można o nią zawalczyć. 

Dajcie koniecznie znać, jak Wam poszło w zeszłym roku. Mam nadzieję, że udało się Wam przeczytać tyle, na ile mieliście ochotę. 

Życzę Wam zaczytanego 2020!