piątek, 10 stycznia 2020

Wszystkie barwy smutku: "Kolor samotności" R. Navin


Myślałem o tym, że nie mieliśmy pojęcia, że to jest nasz ostatni normalny dzień. Gdybyśmy wiedzieli, że to jest nasz ostatni normalny dzień, to może próbowalibyśmy nie kłócić się tak jak zwykle.

Rhiannon Navin, Kolor samotności, przeł. A. Patkowska, HarperCollins Polska, Warszawa 2016.




Na Kolor samotności trafiłam zupełnym przypadkiem, to był impuls. Jednak już pierwsze rozdziały tej niezwykle emocjonalnej powieści uświadomiły mi, że to był strzał w dziesiątkę. Książka zasługuje, by powiedzieć o niej kilka pozytywnych słów.

Kiedy coś się kończy


Na co dzień nie uświadamiamy sobie, jak kruche jest ludzkie życie. Żyjemy w takim złudnym przeświadczeniu, że nasi najbliżsi będą z nami jeszcze bardzo długo, mamy więc mnóstwo czasu, by powiedzieć im wszystko, co chcielibyśmy, żeby wiedzieli. Los jest jednak takim cholerstwem, że bywa niesamowicie przewrotny i pokazuje swoje różki, kiedy się tego najmniej spodziewamy. Kiedy kogoś zabraknie, nagle rośnie w nas przeświadczenie, że przecież jeszcze tylu rzeczy mu nie powiedzieliśmy: nie szepnęliśmy, że kochamy, nie udzieliliśmy wybaczenia lub po prostu rzuciliśmy w gniewie o kilka słów za dużo i nie dane nam było ich cofnąć. Niestety, nigdy nie wiemy, kiedy odbierze się nam okazję, by wszystko wyprostować albo wyznać to, co leży nam na sercu.

Już na początku wejdziemy w sam środek piekła, bo niby szkoła powinna być bezpiecznym miejscem, ale przecież powinniśmy mieć na uwadze fakt, że niczego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, bowiem wszystko może się zdarzyć. Tu się zdarzyło... Zza drzwi szatni przytrzymywanych przez nauczycielkę grasuje szaleniec z bronią. Słychać tylko PUK, PUK, PUK i przerażające krzyki dzieci, jęki, szloch... Gdzieś tam na zewnątrz jest Andy – starszy brat Zacha, który z przerażeniem kuli się w szatni.

Ten jeden dzień zmienił całe życie kilku rodzin, a my przyjrzymy się codzienności jednej z nich. Wejdziemy buciorami w ich żałobę, przesiedzimy z sześciolatkiem wiele trudnych godzin w szafie, odczujemy na własnej skórze ogrom rozpaczy, smutku i bezsilności, z którym każdy będzie musiał walczyć w pojedynkę.

Autorka w bardzo ciekawy, a przy tym niesamowicie subtelny sposób ukazuje to, co dzieje się w umyśle dziecka, które musi zmierzyć się z traumą oraz żałobą, kiedy jego rodzice pogrążeni są we własnym smutku.

Każdy szuka jakiegoś sposobu, by poradzić sobie ze stratą ukochanej osoby. Zach nie będzie tu wyjątkiem, ale jego sposób na żałobę jest wyjątkowy. 

Moc emocji


Kolor samotności to jedna z tych książek, obok których nie sposób przejść obojętnie, bo żłobią tak głębokie rysy na naszym sercu. Historia jest niesamowicie poruszająca, naznaczona goryczą, ale znajdziemy w niej również malutkie promyki szczęścia. Rozczula do granic...

Cała opowieść przedstawiona jest z punktu widzenia sześciolatka – uczestnika tragedii, która wydarzyła się w jego szkole, z której wyszedł bez szwanku na ciele, ale z ciężkim bagażem doświadczeń i przytłaczającym poczuciem smutku. Język nie jest infantylny, ale należy zaznaczyć, że prosty przekaz potęguje tu odczucia czytelnika. Nie mamy żadnych wątpliwości, że to malec opowiada nam o swoich dniach pełnych beznadziei "po".

Kolor samotności to opowieść, którą trzeba przeczytać, by zobaczyć, jak wiele ważnych rzeczy umyka nam w ciągu dnia, w tym nieustannym biegu, którym cechuje się nasza codzienność. Autorka poruszyła bardzo trudny temat, ale udało jej się oddać te negatywne emocje z niebywałą subtelnością, wyrazistością i realizmem. Szczerze polecam Wam tę opowieść, bo to świetna książka, która chwyta za serducho – taki wyciskacz łez z głębokim, ważnym przesłaniem.