niedziela, 16 lutego 2020

Ciężar istnienia: "Nieznośna lekkość bytu" M. Kundera


Nie ma żadnej możliwości, by sprawdzić, która decyzja jest lepsza, bo nie istnieje możliwość porównania. Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania.

Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu, przeł. A. Holland, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2009.


Nieznośną lekkość bytu Milana Kundery poznałam pierwszy raz na studiach. Przyznaję jednak z żalem, że wówczas przeleciałam wzrokiem po tej powieści, bezkrytycznie nawet, bo nie ona sama była dla mnie ważna, ale to, co mogę z jej pomocą osiągnąć  zaliczenie, rzecz jasna. Na szczęście człowiek z czasem (w większość przypadków) dojrzewa do pewnych rzeczy, więc i ja dojrzałam do tego, by spróbować jeszcze raz z prozą tego czeskiego pisarza. 

Życie bywa nieznośne


Gdybym miałam jednym słowem powiedzieć, o czym jest ta historia, byłoby to niezwykle trudnym zadaniem. Można jednak już w kilku słowach spróbować nakreślić fabułę tej książki, choć odnoszę wrażenie, że byłoby to dla niej krzywdzące. Nieznośna lekkość bytu to jedna z tych powieści, które niełatwo jest ująć w jakieś sztywne ramy.

Chyba najszybciej i jakby najbezpieczniej jest powiedzieć, że to książka o miłości i zdradzie, które szukają swego miejsca w niesprzyjających warunkach politycznych (przede wszystkim mówimy o Czechach w końcówce lat 60'). To jednak nie koniec, a dokładniej mówiąc  to dopiero początek tego, co zafundował czytelnikom autor. Znajdziemy tu próbę sił  człowieka postawionego w obliczu nie lada wyzwania: być wiernym swoim przekonaniom czy przyklasnąć ze spuszczoną głową, byle tylko nie stracić tego, na co się pracowało przez całe życie? 

Poznamy Tomasza, który jest wziętym chirurgiem, a do tego wielbicielem kobiecych względów  trudno tu o romantyzm, bowiem trzeba przyznać, że to straszny dziwkarz, nie przepuści praktycznie żadnej. Spotkamy się z Teresą marzącą o miłości romantycznej, oddaną i żyjącą ideałem, która w jakiś magiczny sposób przykleiła do siebie Tomasza, a jego wszelkie wybryki znosi, jakoś. Nie zabraknie też kontrowersyjnej Sabiny  drapieżnej, choć nieco potłuczonej przez los kocicy, która zajmuje szczególne miejsce w myślach (i nie tylko) lekarza. Sama walczy na co dzień ze zdradą  we wszelkich jej przejawach. Do tego dojdzie Franz, który wielbi Sabinę, ale też pragnie życia w prawdzie. 

Z takiego zestawienia nie może wyjść nic dobrego. I choć trudno uwierzyć, że lekkość bytu (kojarząca się nam z beztroską i radością) może być ciężarem, Milan Kundera udowadnia na każdym niemal kroku, że to nasze życie może być naprawdę nieznośne.

Co masz w środku?


Nieznośna lekkość bytu to bardzo specyficzny twór  trochę romans, trochę powiastka filozoficzna, a  na dokładkę dramat polityczny w tle. Mnóstwo tu miłości, jeszcze więcej zdrady, a chyba najwięcej ciągłego poszukiwania czegoś, co wciąż wydaje się nieuchwytne. To znów ciągła konieczność podejmowania decyzji, które dokądś prowadzą, choć nigdy nie będziemy w stanie przewidzieć dokąd.

Wyobraźcie sobie pudełko  to nasza historia bazowa, czyli opowieść o miłości i zdradzie. Zerknijcie jednak do środka, a zaskoczy Was ogrom wariantów, rozmyślań i dywagacji, którymi atakuje nas autor. Teraz zajrzyjcie za pudełko, jakbyście chcieli dostrzec to, co ukryte. Tu znajdziecie wielopłaszczyznowość, opowieść, która wyrywa się chronologii. Teraz podnosimy pudło i... tu jest chyba najciekawiej. Kiedy już odsuniemy się od w sumie nieszczególnego romansu, trafiamy na głębię rozważań o człowieku. Autor podsuwa nam taki ogrom materiału do rozmyślań, że jeszcze długo po zakończeniu tej lektury, siedzi się w świecie ciała-duszy i seksu-miłości oraz, co chyba tu najważniejsze, ciężaru-lekkości. Specyficzna jest budowa utworu, która pozwala krążyć nieustannie wokół tych niby-banałów, by wciąż na nowo odkrywać jakąś prawdę lub nieprawdę.

Powieść czyta się szybko  i nie należy do rozległych, i język sprzyja lekturze. To jednak szczególna przeprawa  płyniemy z prądem, podążając za autorem, który chwilę później wpuszcza nas w kanał, popycha w wir, a to wszystko tylko po to, by powrócić na gładkie wody. W książce zaznaczyłam mnóstwo cytatów, a każdy z nich może być osobnym tematem do rozmowy; większością można z powodzeniem wytapetować sobie ściany, by każdego dnia spojrzeć inaczej na ich wielopłaszczyznowość. 

Doskonale zadaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkim Nieznośna lekkość bytu przypadnie do  gustu. Jednych będą irytowali bohaterowie  nie da się ich polubić, choć można w nich odnaleźć jakąś cząstkę siebie (w to nie wątpię). Są nieznośni, a jednak świetnie skonstruowani i charakterystyczni, więc można im wiele wybaczyć. Innych zniechęci forma tej opowieści  tu nic nie jest oczywiste, sam bieg tej historii nie jest wcale, a autor ma skłonność do przerzucania nas w czasie, przestrzeni i myśli.

Myślę sobie jednak, że warto tę Nieznośność... przeczytać, bo jest wyjątkowa. Z pewnością lektura będzie takim trybikiem, który uruchomi machinę rozmyślań. Nie jest też powiedziane, że każdy skupi się na jednym temacie, bowiem autor zatacza tu bardzo szerokie kręgi  wiele spraw natury moralnej czy egzystencjalnej, które dadzą się prześwietlić.