poniedziałek, 10 lutego 2020

Kraków zalany?: "Powódź" P. Fleszar



Można usunąć bliznę z ciała, to kwestia kompetentnego chirurga i paru złotych. (...) Trudniej poradzić sobie z blizną na duszy.

Paweł Fleszar, Powódź, Księży Młyn Dom Wydawniczy, Łódź 2019.



To moje drugie spotkanie z prozą Pawła Fleszara, choć po pierwszym kontakcie nie pojawił się na blogu żaden ślad, bo po prostu nie skończyłam tamtej powieści. Wcześniej czytałam Wyśnioną jedenastkę, która ze względu na przesycenie sportowymi odniesieniami i ogólnie na wlekącą się akcję nie przypadła mi do gustu. Postanowiłam jednak dać autorowi drugą szansę i powiem Wam, że to była bardzo dobra decyzja. Powódź, która ukazała się w zeszłym roku, to dobra historia z przerażającym motywem przewodnim.

Przeszłość to dziś?


Wszystko zaczyna się od trupa. I to nie byle jakiego, bo nieco pokiereszowanego. W końcu, czego oczekiwać po kimś, kto pędzi na gwałtowne spotkanie z ziemią, skacząc z dziewiątego piętra? 

Mężczyzna zostawia list pożegnalny – zatem będzie to samobójstwo – a wraz z nim zdjęcie pięknej dziewczyny. Nie znamy powodu, dla którego czterdziestolatek odebrał sobie życie, nie wiemy, kim jest ta ślicznotka i absolutnie nie potrafimy połączyć tego wszystkiego z filmami ostatniego tchnienia, które znajdziemy nieco później w jego komórce.

Stary przyjaciel (z dzieciństwa) samobójcy – sierżant Kris – postanawia zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Podejmuje zatem prywatne śledztwo, które zaprowadzi go w pewne nieoczywiste rewiry. Warto tu zaznaczyć, że jego przebieg też wyrywa się nieco schematom. Dodatkowo mężczyzna też nie wydaje się odpowiednią osobą w roli wielkiego detektywa – jest dość pospolity, a przez to jeszcze bardziej nieprzewidywalny.

Pamięć o przyjaźni zostanie mocno wystawiona na próbę. Z jednej strony minęło już sporo czasu, więc należy wziąć pod uwagę, że obraz młodego Kuby nieco się zmienił przez ostatnie lata, a z drugiej strony... cóż, chyba nigdy nie możemy pewni, co odkryjemy, kiedy zaczniemy grzebać w cudzym życiu. 

Sensacja


Dlaczego zdecydowałam się na drugie podejście do twórczości autora? Przyznaję, że szalenie zaintrygował mnie pojawiający się w powieści motyw filmów snuff out (zgasić świecę) i snuff it (umrzeć), które potocznie nazywamy filmami ostatniego tchnienia. Oczywiście to przedsięwzięcie nielegalne i odrażające. Pomyślałam sobie, że to może być naprawdę oszałamiającego  jakaś nowość, która wprowadzi mnie w świat niegodziwości. Warto tu zaznaczyć, że większości musimy się sami domyślać, a opisy (wielka szkoda) nie są spektakularne. Tu dostaniemy dobry wstęp do zgłębiania tematu, o ile czujemy się na siłach i odczujemy taką potrzebę. Ja doszłam do wniosku, że zostanę jednak na etapie zaproponowanym przez autora.

Dodatkowo z opisu wynikało, że nie będzie jakichś konkretnych i dogłębnych sportowych nawiązań (jak w poprzedniej książce), więc uznałam, że na taki kryminał chętnie się skuszę.

Akcja powieści toczy się głównie w Krakowie, rozkładając się na siedem lipcowych dni. Każdy z nich rozpoczyna kartka z kalendarza oraz przegląd prasy  kilka artykułów dotyczących obecnej sytuacji w mieście (choć nie tylko tego), które z wolna poddaje się nieustającym opadom. Początkowo te wycinki nic nam nie mówią, jednak nie da się ukryć, że siedzi w nich coś, czemu powinniśmy się bliżej przyjrzeć. Ta tytułowa "powódź" wcale nie jest taka oczywista!

Książkę czyta się szybko, bo to dobra opowieść. Mamy tu lekko chaotyczną akcję, porządną intrygę i ciekawych bohaterów  no, przynajmniej tego głównego, któremu bardzo daleko do herosa. Sierżant Kris jest taki, hm... ludzki, rzeczywisty i osiągalny. Z kolei młodzież, która pomaga mu w rozwiązaniu zagadki, to już inna para kaloszy. Zabrakło mi tu dogłębnej analizy charakterów. Pojawiają się (właściwie znikąd), robią swoje (z ogromnym zaangażowaniem) i wpadają na niesamowite pomysłyco się bardzo ceni. To taki powiew świeżości w tym prywatnym śledztwie. 

Warto zwrócić uwagę na fakt, że tu wciąż coś się dzieje. Czytelnik dostaje kolejne tropy, które autor podrzuca na każdym kroku. Nudy nie ma, a to ważne. Sukcesywnie ruszamy w kierunku rozwiązania, a im dalej, tym bardziej zaskakujące działania podejmują nasi bohaterowie. Do niektórych rozwiązań należy podejść z przymrużeniem oka.

Cieszy fakt, że autor szlifuje swój warsztat. Mam nadzieję, że jego kolejne książki będą jeszcze lepsze, za co mocno trzymam kciuki.

Podsumowując, jeśli macie ochotę na powieść sensacyjną (bliżej tu do sensacji niż kryminału) w krakowskim klimacie i z dobrym motywem w tle, to warto sięgnąć po Powódź. Książka jest dobra; nie powala obrzydliwością, a zajmująca treść, prasowe wstawki i niewielkie gabaryty sprawiają, że można pochłonąć tę powieść w jeden wieczór.