sobota, 1 lutego 2020

Zaczytany styczeń: dużo książek, nowe wyzwania i odrobina prywaty, czyli podsumowanie miesiąca


Ten styczeń był dla mnie wyjątkowy – w końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam wszystko zmienić (no, może nie wszystko, ale ruszyłam co nieco).



Odżyłam! 

Dawno już prowadzenie bloga nie sprawiało mi tyle frajdy  stało się totalną przyjemnością, nie przykrym obowiązkiem. Zapomniałam już, jak fascynujące są rozmowy z czytelnikami, ile można nauczyć, czego doświadczyć i jakiego to wszystko daje motywacyjnego, bardzo pozytywnego kopa. Wróciłam na dobre tory, zdecydowanie. Niestety, zauważyłam też, że nieco skurczył się mój czas, który przeznaczałam na czytanie, bo wsiąknęłam w pisanie, czytanie innych blogów i rozwijanie tego, co niewątpliwie nie powinno stać w miejscu  social mediów. Tak się zastanawiam (tu pytanie do blogerów), ile czasu dziennie poświęcacie na sprawy blogowe?

Ostatnio piszę w międzyczasie  nie bywam w domu sama, nigdy, więc nauczyłam się wyrywać chwile, które mogę poświęcić na puchatkowe klimaty. Czasem trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby zamknąć wszystko, co się założyło, w 24 godzinach, które nijak nie dają się rozciągnąć. 


Najpierw o książkach


Założyłam sobie na początku roku, że na blogu pojawi się recenzja każdej książki, którą przeczytałam  w sumie można powiedzieć, że wróciłam do starych praktyk. W tym przypadku plan wykonałam w 100%, gorzej z dodatkowymi, zaległymi recenzjami książek  spośród tych przeczytanych w 2019 roku opisałam zaledwie... trzy.

Wybrałam jedną z przeczytanych powieści Kinga  padło na Instytut, który zrobił na mnie pozytywne, choć nie porażające wrażenie. Poza tym opowiedziałam o niesamowicie poruszającej historii małego chłopca, który musi sobie radzić z żałobą  mowa o Kolorze samotności, o którym powinno być głośno, bo to wspaniała opowieść. Dodatkowo z okazji Dnia Zagadek i Łamigłówek wróciłam do Dziennika 29  na blogu znalazło się kilka słów na temat tej interaktywnej gry książkowej. I dobrze się stało, bo podpowiedzieliście mi, że wyszła publikacja w podobnym klimacie (Wyprawa 1907 musi być moja!).

W styczniu pojawiło się na blogu sporo recenzji książek - tych przeczytanych w 2020 i recenzenckich zaległości z poprzedniego roku. Nie zabrakło nowości, ale wróciłam też do powieści, które czytałam dawno temu. 

Najlepszą książką stycznia okazała się właśnie książka, którą czytałam za pierwszym razem jeszcze jako nastolatka. My, dzieci z dworca ZOO to historia, która wciąż robi na mnie wrażenie. Biorąc się za nią po dwudziestu latach, nie spodziewałam się większych emocji. Na szczęście literatura zaskakuje: mogę śmiało stwierdzić, że teraz odbieram ją inaczej, ale wciąż jest to świetna książka, którą będę gorąco polecać. Wśród najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w styczniu, znalazły się jeszcze dwa tytuły. 

Pierwszym jest najnowsza książka autorstwa Magdaleny Majcher pt. Prawda przychodzi nieproszona, która moim zdaniem jest najlepszą książką pisarki, a to zapewne dopiero początek, bo pojawią się kolejne powieści z serii Osiedle Pogodne. Nie mogę się doczekać.

Drugi tytuł to totalne zaskoczenie. Nie podejrzewałam, że trafię na tak dobry kryminał polskiego autora. Zachęcam Was do zapoznania się z twórczością Wojciecha Kulawskiego. Na blogu znajdziecie świeżą recenzję jego powieści pt. Na granicy szaleństwa, która zaskoczy niejednego sympatyka mocnych wrażeń.

Najsłabszą książką, którą przeczytałam w tym miesiącu, była Ludzka przystań Lindqvista. Miała być groza, a okazało się to głównie melancholijne majaki ojca niemogącego pogodzić się ze zniknięciem swojej małej córeczki. Odrobina magii, kilka lepszych momentów, ale w ogólnym rozliczeniu wieje tu nudą.

Nie do końca ujęły mnie również Zapasy z życiem jednego z moich ulubionych autorów  Schmitta. Myślę sobie, że ta krótka opowiastka trafiłaby do mnie, gdybym dotarła do niej na innym etapie swojego życia. Lektura tej książki niczego we mnie nie zostawiła; na szczęście to niecałe 100 stron, więc porażka do przełknięcia.

Wśród pozostałych książek znalazło się wiele różnych tytułów:


  • Przesyłka (S. Fitzek) – dobra, choć nie najlepsza powieść autorstwa tego niemieckiego pisarza;
  • Spełniacze (M. Falkowska) – zaskakująco pozytywna opowieść z niemniej zaskakującym, choć mniej optymistycznym zakończeniem (czekam na kolejny tom!);
  • Świat po powodzi (K. Montag) – postapokaliptyczna wizja naszego świata, który spoczywa sobie spokojnie w nieprzeniknionej głębi;
  • Pułapka życia (K. Morawa) – kryminał z mocno rozwiniętym wątkiem obyczajowym i ciekawie skonstruowanymi głównymi bohaterkami;
  • Obcy (A.D. Foster) – fantastyka w bardzo dobrym wydaniu, powieściowa wersja scenariusza. Obcego nie trzeba chyba przedstawiać żadnemu fanowi science fiction, choć ja na razie zapoznałam się jedynie z papierową wersją tej historii;
  • Dżungla (Y. Ghinsberg) – po obejrzeniu świetnego filmu, miałam ochotę na książkową wersję, relację człowieka, który przeżył w dziczy. Mam mieszane odczucia odnośnie do tej powieści, bo mogła być jedną z najlepszych, ale... no właśnie – nie wyszło.


Dawno nie było też niczego z literatury dziecięcej, ale mam tu konkretny powód: moja córka czyta już sama i ostatnio mniej czasu spędzamy na wspólnej lekturze. W każdym razie udało nam się wspólnie przeczytać trzy książki.

Pokochałyśmy historie z dreszczykiem (dla dzieci 7+) autorstwa Pawła Maja  Tosia w Tarapatach oraz kontynuacja przygód odważnej dziewczynki, czyli Tosia w Tarapatach. Kłopoty i katastrofy. Nie wiem, która z nas lepiej bawiła się w trakcie lektury tych powieści. Świetne! 

Naszym odkrycie jest Szary domek Katarzyny Szestak. Obawiałam się, że ta historia jest przereklamowana, ale okazało się, że jest po prostu cudowna. Teraz planuję zapolować na inne książki z Piórka (konkursu literackiego), chociaż trudno się na coś zdecydować, bo opinie na ich temat są skrajne. W każdym razie będę się rozglądała za Córką bajarza i Królewiczem, który się odważył. Trzymajcie kciuki i dajcie znać, czy Waszym dzieciakom przypadły do gustu.


Blogowe różności


Poza recenzjami pojawiło się na blogu kilka wpisów krążących wokół literackich klimatów. Na uwagę na pewno zasługuje artykuł na temat legalności e-czytania, który pierwotnie pojawił się na łamach "Blogostrefy. Jedynego takiego czasopisma dla blogerów". E-booki pod lupą; czytacie legalnie? Sprawdźcie, być może coś Was zaskoczy. Tekst budzi skrajne emocje: jedni popierają, inni dyskutują. Do najciekawszych wypowiedzi zaliczam tę, w której uznano, że nie ma sensu płacić za e-booki, skoro książka może nie przypaść do gustu i porzuci się ją po kilku stronach. Dodatkowo osobie, która udostępnia książki elektroniczne, w ogóle to nie przeszkadza (no raczej, bo przecież dzieli się nie swoją pracą, ale czyjąś). I hit: pobieranie książek z sieci jest jak wypożyczenie ich z biblioteki. A gdzie zapłata dla autora, ja się pytam? Przecież dostają za wypożyczanie ich książek pieniądze... Oczywiście książki można udostępniać legalnie, ale ipod kilkoma warunkami.



W styczniu zaczęłam przygodę z wyjątkowym bulletem  My little book planner pomógł mi ogarnąć moje czytelnicze życie. Polecam każdemu molikowi, który chce zapanować nad książkową lawiną. To świetna propozycja dla tych, którzy lubią mieć po prostu wszystko poukładane (albo zaplanowane); notes można dopasować do swoich potrzeb, dowolnie w nim manipulować. W naszym domku są dwa  mój i córy, która wielbi go całym serduszkiem.


Wróciłam również do cyklu "Piętno Pielgrzyma" autorstwa Janusza Lasgóskiego. To taki przewrotny wpis, który mam nadzieję, zachęci Was do lektury. 10 powodów, dla których nie warto czytać "Piętna Pielgrzyma", ciekawi? Dobrze się bawiłam przy tym eksperymencie.


Sporo dziewczyn pisało do mnie po opublikowaniu tego zdjęcia, z pytaniem: Skąd bierzesz towar? Moje Drogie, torebki upolowałam albo na oficjalnej stronie Obaga, albo w grupach maniaczek torebkowych. Polecam szczególnie tę drugą opcję, można upolować coś za niewielkie pieniądze. Dostałam też zapytanie, czy pokażę wszystkie... yyy, nie  chcę jeszcze pożyć, a gdy mąż zobaczy całość w jednym miejscu, może się to okazać problematyczne. Podeślę kiedyś cichaczem, bo publicznie nie da rady; wyczuwam zagrożenie!

W styczniu miałam przyjemność gościć na blogu Pawła Maja (wspomnianego wcześniej autora książek dla dzieci) w ramach cyklu "Autorski Przysłówek". Jeśli jeszcze nie wiecie, o co tak właściwie chodzi z tymi niepozornymi pytaniami, zachęcam Was do lektury wpisu: Autorski Przysłówek: Paweł Maj. Warto poznać bliżej pisarza  nudy nie będzie. 




Od razu zapowiadam, że luty również zapowiada się przysłówkowo. Już w pierwszym tygodniu będziecie mieli okazję przeczytać wywiad z pewnym autorem kryminałów.


Na Facebooku trwa obecnie konkurs przeznaczony dla fanów profilu. Do wygrania trzy powieści (niespodzianki) w kryminalnym klimacie (nie zdradzę Wam tytułów, ale podpowiem, że to książki wydane w 2019 i 2020 roku) plus gratisy. Wygrywają trzy osoby. 



Paczki są już skompletowane i zapakowane, czekają tylko na wpisanie danych zwycięzców. Zadanie konkursowe jest bardzo przyjemne: trzeba wymyślić sposób na obezwładnienie wyjątkowo rosłego mordercy (w windzie, przy użyciu nietypowych "narzędzi"). Zabawa trwa do 5. lutego (godz. 23.59). Spróbujecie? 

Mój Instagram trochę ożył. Co prawda jeszcze daleko mi do zadowolenia, ale wzięłam się w garść i zaczęłam w końcu regularnie publikować zdjęcia. Robię też postępy, bo w końcu zdjęcia wykonuję aparatem (oj, wiele się jeszcze muszę nauczyć), a nie komórką (niestety moja Motorola robi fatalne zdjęcia).


Mój Instagrammatkapuchtaka  zaskoczenia nie ma. Czasem zastanawiam się, czy nie dodać do tej Puchatki "czyta" albo "zaczytana", co myślicie?

Poza tym miałam przyjemność zostać beta czytaczką! Bardzo to lubię, bo mogę zawsze coś autorowi podpowiedzieć, a poza tym to ekscytujące, kiedy pochłania się taki świeżutki tekst. Wiele takich już za mną i wiecie, żałuję, że niektóre z nich nie ujrzały do tej pory światła dziennego... 

Noworoczne postanowienia?

Udało mi się powstrzymać przed zakupami i w styczniu nie kupiłam żadnej książki, chociaż dwie sztuki doszły do mojej biblioteczki. Zamiast tego ruszałam książki, które zalegały już od dłuższego czasu na regale. Powiem Wam, że to dobra opcja  na pewno bardziej ekonomiczna. Oczywiście lista książek, które chciałabym mieć w domku, wciąż rośnie i zapewne w końcu kiedyś się ugnę, ale na razie będę kontynuowała misję: rusz swój regał. 




Przymierzam się powoli do wyprzedawania tych tytułów, po które na pewno nie sięgnę (kilka takich na pewno się znajdzie), ale myślę to jeszcze musi we mnie dojrzeć. Może dziewczyny będą organizowały Wielką Wymianę Książkową na wiosnę? Wtedy na pewno się dołączę.


Poza wyczytywaniem domowych zapasów nie mam innych planów czytelniczych. Nie biorę udziału w żadnym wyzwaniu, nie podpisałam żadnego cyrografu, więc znowu idę po prostu na żywioł. Zebrałam jednak garść czytelniczych wyzwań w jednym wpisie, więc jeśli macie ochotę, to polecam  wybór jest ogromny, a propozycje ciekawe. 


Znajdź coś dla siebie :)



Moim największym wyzwaniem na ten rok jest zmiana stylu życia na zdrowszy, a co z tym związane: ogarniam swój nadprogramowy balaścik. Miesiąc już za mną  nie zjadłam w styczniu nic słodkiego!  i powiem Wam, że chyba najtrudniej jest się po prostu wziąć w garść (no, i potem jeszcze utrzymać osiągnięty efekt, ale o tym mogę pomyśleć za jakiś czas). Pierwsze efekty już widać, a na pewno czuć  czuję się o niebo lepiej. 

Wciągnęłam do tej misji przyjaciół i za każdym razem, kiedy piszą, że jest lepiej, że dokonali tego czy tamtego, od razu jakoś cieplej mi się na serduchu robi. Dajemy radę  razem jest o wiele łatwiej. To oczywiście wcale nie jest proste, ale wykonalne.

Musiałam mieć plan działania, bo tak na krzywy ryj trudno byłoby wszystko od razu ogarnąć, więc w ruch poszedł kolejny planner (organizer upolowałam na Ali). I tak się rozliczam każdego dnia z każdego małego punkciku. Poza piciem wody  zmora moja, no nie mogę wmusić w siebie większej ilości płynu!  wszystko idzie w dobrym kierunku.


Wśród moich postanowień znalazło się jedno bliżej nieokreślone  chcę próbować w tym roku czegoś nowego, tak tylko dla siebie. Na początek padło na malowanie na płótnie i chociaż moje zdolności są słabe, a obrazy inspirowane innymi, dobrze się przy tym bawię.






Dlaczego o tym wszystkim piszę? Natchnęła mnie Daga (Socjopatka), której własne historia ujęta w ładne słowa, po prostu zmotywowała mnie do podzielenia się kawałkiem siebie. O, tak to poetycko nazwijmy. Sprawdźcie, jak #DagaInspiruje.






Hej piątkowo ❤️, pamiętacie o tym, że w 2020 zastanawiamy się nad naszymi marzeniami? 🥰 Ja ponad rok temu spełniłam jedno ze swoim pragnień: zaczęłam tańczyć. 💃🏼 Marzyłam o tym odkąd pamiętam. W liceum przez chwile tańczyłam w jednej szkolnej grupie, ale szybko się rozpadła. Niestety. :( Od tamtego momentu miałam tylko kółko teatralne, ale tańczyć kochałam zawsze. I mimo tego, że w dużym mieście miałam tyle możliwości, nigdy nie spróbowałam. Trudno powiedzieć dlaczego. Chyba trochę myślałam, że jestem już za stara (dziś wiem, jak to głupio brzmi!) i że w tańcu nic nie osiągnę (jakby to było najważniejsze). Ale w końcu zapisałam się na zajęcia, spełniając tym samym swoje dawne marzenie. 🙏🏼 Teraz mija już rok jak tańczę i zastanawiając się nad swoimi marzeniami w tym roku, pomyślałam, że warto na liście swoich marzeń zapisywać też marzenia, które już w jakimś sensie spełniliśmy, ale chcemy je kontynuować, rozwijać dalej i poświęcać im swój czas. Tak, żeby w ferworze nowych pragnień, nie zapomnieć o starych, które mogą być dla nas przecież tak samo ważne :) Na początku lutego wrzucę na bloga wpis o robieniu listy marzeń, a tymczasem zapraszam was do zastanowienia się nad swoimi spełnionymi już marzeniami, które chcecie w tym roku kontynuować. 🤜🏼🤛🏻 Super, jak podzielicie się nimi u siebie i dodacie hasztag #dagainspiruje 💪🏻 może zainspirujemy innych do pozastanawiania się nad swoimi pragnieniami :) Ciekawa jestem waszych spełnionych już marzeń, które okazały się trafione! 💚🌱 ______________________________ #marzenia #marzenia2020 #słowonadziś #onelittleword2020 #onelittleword #jednomaleslowo #dreams #dream #dreamteam #taniec #dance #bachata #batchata #salsa #ruch #ruchtozdrowie #spelnianiemarzen #spelnianemarzenia #wystep #teatr #lodz #łdz #łódź #lodzcity #piatek #dziendobry #wtancu
Post udostępniony przez Dagmara Sobczak | Socjolog (@socjopatka_blog)


Jak tam realizacja Waszych postanowień noworocznych? Udaje się? A może już – do czego, mam nadzieję, nie doszło – porzuciliście te plany?


Zaczęliśmy drugi rok



W styczniu minął rok, odkąd u mojej córy zdiagnozowano ostrą białaczkę limfoblastyczną. Na szczęście już intensywne leczenie szpitalne mamy za sobą, więc teraz pozostaje jeszcze rok chemioterapii w domu (plus comiesięczne kontrole w szpitalu). Powiem Wam, że na razie wszystko idzie dobrze, a my lubimy myśleć, że najgorsze już za nami. O naszych początkach możecie przeczytać *tutaj*.


Pięknie dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, które nam okazaliście  to naprawdę bardzo wiele dla nas znaczy. Chciałabym też podziękować za Wasze procenty i w tym roku również dać znać, że jeśli nie wiecie, komu podarować swój 1%, to chętnie go przytulimy. 


Rozliczenia 1% podatku KRS: 0000086210 Cel szczegółowy: Ewa Gaczoł

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że kiedy u nas będzie już po wszystkim, pieniądze nie przepadają  trafią na ogólne konto fundacji, która zrobi z nimi coś dobrego --> trafią do dzieci, które znajdą się pod ścianą i będą potrzebowały większego i nagłego wsparcia finansowego.

Lutowe plany

Będzie czytane  to pewne. Zastanawiam się, czy wziąć się w końcu za Harry'ego Pottera... Nie czytałam jeszcze (gdzieś się minęliśmy po drodze), a wiem, że wypadałoby znać. Co więcej, filmów też nie oglądałam  oj, wyszło to moje zacofanie. Książki czekają już na półce, więc tylko odrobina odwagi dzieli mnie od zrobienia tego wielkiego kroku. Ciekawa jestem, czy znajdzie się ktoś, kto jeszcze nie czytał? Mam nadzieję, że nie jestem w tym osamotniona.

Na pewno opowiem Wam trochę o książkowych gadżetach  oprowadzę po moim salonie, bo w sumie większość czytelniczego życia toczy się właśnie tutaj. Jeśli lubicie pomarańczowy, to zachęcam do śledzenia tych postów.

4. lutego jest Światowy Dzień Walki z Rakiem, więc z tej okazji opowiem Wam o niesamowitej publikacji jednego z moich ulubionych wydawnictw. Książeczka jest wartościowa i piękna... ale to tym już wkrótce.

Ostatnio nad tyloma rzeczami się zastanawiam i mam tyle pomysłów, że w sumie nie wiem, czym Was zaskoczę w najbliższym czasie. Wszystko wyjdzie w praniu. Zapowiadam jednak, że będzie kolejny konkurs  tym razem czas na walentynkowe klimaty.

Mam Wam jeszcze tylko do napisania... Myślę jednak, że na razie wystarczy tych elaboratów  umiar musi być. Jeśli dotarliście do końca tego styczniowego podsumowania, to nie zostaje nic innego, jak życzyć Wam zaczytanego lutego!Jak zwykle czekam na linki do Waszych podsumowań  uwielbiam je.

Ściskam!