czwartek, 6 lutego 2020

Zło absolutne?: "Obłęd" J. Kopińska



To, co nas rani, kochamy w jakiś niewytłumaczalny sposób najmocniej.

Justyna Kopińska, Obłęd, Świat Książki, Warszawa 2019.



Czytałam dotychczas, poza Obłędem, jedną książkę autorstwa Justyny Kopińskiej – Polska odwraca oczy – reportaż, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie, bo był równocześnie jak strzał w kolano i wydłubywanie gałek. Obłęd (reportaż zbeletryzowany) kupiłam niedawno na WTDK i przeczytałam tego samego dnia. To powieść na raz.

W zamkniętej przestrzeni


Wyobrażaliście sobie kiedyś, jak tak naprawdę wygląda szpital psychiatryczny od środka? Jakimi prawami rządzi się ta zamknięta przestrzeń i w jaki sposób przebywający tam ludzie radzą sobie z codziennością? Każda kolejna powieść, w której znajduję ten wątek, jest dla mnie wyzwaniem. Staram się wydobyć z ogólnego obrazu jakieś wskazówki, które zdradziłyby mi, jak tam jest naprawdę. I za każdym razem dochodzę do wniosku, że trzeba to przeżyć, by wiedzieć na pewno.

Bohater tej powieści postanawia sprawdzić na własnej skórze, co dzieje się za murami oddziału zamkniętego. Do działania natchnął go list otrzymany od rodziców jednego z tamtejszych pacjentów, z którego to dowiaduje się o strasznych praktykach, których dopuszcza się szefowa przybytku. Takie przynajmniej są podejrzenia. Młody dziennikarz postanawia pójść tym tropem, zgłasza się więc na leczenie.



Okazuje się, że wewnątrz dzieją się rzeczy, które nie powinny mieć racji bytu. Nie dość, że stosowane metody leczenia (karcenia) pacjentów są nie do przyjęcia w cywilizowanym świecie (tłamszące jakiekolwiek przejawy indywidualizmu), to na domiar złego wydostanie się z tego piekielnego przybytku okazje się dość problematyczne. 

Poznamy zatem opowieść o mężczyźnie, który wdepnął w niezłe gówno i nijak nie potrafi się z niego wydostać. W pogodni za reportażem, posunął się o jeden krok za daleko. Jakie będą tego konsekwencje? Myślę, że musicie sami dojść do zakończenia tej historii, a potem z niemałym zdziwieniem przetrawić to, czym zostaliście poczęstowani.

Miało być zło, był chaos


Jestem tak zdegustowana tym Obłędem, że nawet nie wiem, od czego mam zacząć. Spodziewałam się naprawdę dobrej powieści, która  podobnie jak wspomniany wcześniej reportaż  wprawiłaby mnie w osłupienie, zmusiła do zastanowienia się nad istotą zła i to nie byle jakiego, bowiem zapowiadano przecież "zło absolutne". Nie było przyjemnie, owszem, ale opowieść została spłycona do tego stopnia (jakby spisana na szybko, byle tylko, z przekombinowanym finałem), że kompletnie uleciała gdzieś cała powaga sytuacji.

Obłęd kojarzy mi się z dziwnym eksperymentem, to taka nieudana hybryda  ni to reportaż, ni beletrystka. Autorka chciała opowiedzieć czytelnikowi o czymś szalenie ważnym, ale nie bardzo wiedziała, jak do tego tematu podejść. Z tego wahania wyłania się wielki chaos, bo niby treść powinna szokować, osadzić nas w szpitalnej rzeczywistości i zmusić do myślenia nad złem, ale już na przykład dialogi wydają się tak oderwane od życia, podobnie jak papierowi bohaterowie, że trudno jest nam uwierzyć w cokolwiek. Czujemy, że próbuje się nas nabrać, a nie lubimy być oszukiwani. 

Obłęd jest spłyconą, nieudaną próbą pokazania czytelnikowi czegoś naprawdę ważnego, co traci cały swój blask, bo zostało ujęte w totalnie błahą i wyświechtaną formę. Autorka snuje tę historię bez wyrazu, bez przekonania. Ja tego nie kupuję. Nie bawi, nie zachwyca, nie poraża. Zamysł być świetny, ale wykonanie kompletnie nie przypadło mi do gustu.