czwartek, 19 marca 2020

Powieść skuta lodem: "Terror" D. Simmons


To się nigdy nie skończy. Ból się nigdy nie skończy. Wymioty się nie skończą. Nie skończą się dreszcze. Nie ustanie strach.

Dan Simmons, Terror, przeł. J. Ochab, Vesper, Czerwonak 2015. 


Ludzie są zdolni do wielu wyrzeczeń i podejmowania niełatwych decyzji w imię miłości, dla pieniędzy, ale też by poszerzyć swoje horyzonty, odkryć nieznane, poznać niepoznane i zobaczyć to, czego nikt dotąd nie widział. Wiedzeni ciekawością, potrzebą sprawdzenia siebie w innej rzeczywistości czy po prostu nadzieją, że ktoś dostrzeże ich oddanie, zapuszczają się w kuszące tajemnicą miejsca. Myślę, że trzeba wiele samozaparcia i poniekąd fantazji, by zdecydować się na podjęcie tak radykalnych kroków  zostawić rodzinę, dać się zamknąć w ciasnej przestrzeni z innymi śmiałkami i płynąć przed siebie ze świadomością, że po drodze wszystko może się zdarzyć...


Terror chodził za mną już od dłuższego czasu. Zawsze przewijał się wśród rekomendacji książek, które przerażają, po które trzeba sięgnąć. I pewnie wcześniej zatopiłabym się w tej opowieści, ale nie było ku temu okazji ani nawet ochoty - nieco odstraszało mnie to opasłe tomisko, które nawet nie leżało tematycznie, przynajmniej nie do końca, w kręgu moich zainteresowań. Zebrałam się jednak w sobie i wyruszyłam w tę niezwykłą podróż, którą zafundował mi Dan Simmons. Powiem Wam, że nie podejrzewałam, że wkręcę się w tę historię do tego stopnia, że będzie mnie prześladować całymi dniami. Nie mogłam przestać o niej myśleć. 

To powieść, która zalazła się w trójce najlepszych książek, które przeczytałam w zeszłym roku!

Kraina skuta lodem


Lubicie zimę? Ja nie, zdecydowanie należę do tej grupy, która nie cierpi przy wysokich temperaturach, kocha lato i pełne słońce. Śnieg i ziąb mogłyby dla mnie nie istnieć. W związku z moją awersją do białego puchu i minusowych temperatur Terror okazał się dla mnie powieścią niesłychaną. No wyobraźcie sobie, że spora grupa mężczyzn zamknięta pod drewnianymi pokładami wyrusza w podróż ku północnym wybrzeżom Kanady (celem poszukiwania Przejścia Północno-Zachodniego). I może nie byłoby w tym dla mnie niczego zaskakującego, bo przecież wiadomo, że nowe lądy trzeba odkrywać (dwa statki HMS Erebus i HMS Terror wypłynęły w maju 1845 roku), gdyby nie fakt, że ci ludzie płynęli tam, by większość czasu spędzić na lodowej pustyni w statku, który utkwił w lodzie. Tak na logikę; w tamtejszych rejonach, ze względu na temperaturę sięgającą kilkudziesięciu stopni poniżej zera, wiadomym jest, że statek stanie w lodzie. I wyobraźnie sobie, że ci ludzie tak świadomie w to weszli. Ja z pewnością oszalałabym w tej bieli, w bezruchu, w zamkniętej "puszcze". 


Ani skrawka stałego lądu. Martwa układanka seraków, wałów i gór lodowych ciągnąca się po odległy biały horyzont.


Statki utknęły na długie miesiące (70°05' szerokości geograficznej północnej i 98°23' długości geograficznej zachodniej). Załoga liczyła blisko 130 mężczyzn i jedną nadprogramową kobietę  zwaną Ciszą  z którą, mimo chęci, nie mogą odnaleźć wspólnego języka. Panowie mają problem ze szkorbutem (niestety zapasy witamy C dość szybko ulegają topnieniu), z czasem zaczyna brakować jedzenia (a wiadomo, że jeść trzeba), spadają morale, a do tego wszystkiego  jakby było mało  w skutych lodem ciemnościach czai się na nich coś niewyobrażalnego, samo zło!


Domyślacie się zapewne, że wielu ludzi straci życie – to oczywiste, mną telepie na samą myśl o życiu w takim klimacie. Jednak do tych codziennych trudności (i tych niecodziennych również) dochodzi jeszcze problem współistnienia w grupie, a człowieczeństwo wielokrotnie zostanie wystawione na próbę. Niestety nie wszyscy wyjdą z tego zwycięsko...

Bardzo ciekawy, czego w ogóle się nie spodziewałam, jest sam wątek podróżniczy. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego, że dałam się wciągnąć w wyprawę, towarzyszyłam z ogromnym zaangażowaniem marynarzom, przyglądałam się z zachwytem podejmowanym przez kapitanów okrętów decyzjom. To była niesamowita wyprawa!


Stan (nie)realnego zagrożenia


Terror jest niesamowity. Utrzymuje czytelnika w ciągłym, nieprzerwanym stanie napięcia. Raz po raz przyciąga uwagę, nieustannie stymuluje, odkrywając przed nami kolejne lądy, podsuwając następne problemy, rozkładając na czynniki pierwsze ludzką psychikę.

Książkę  mimo jej pokaźnych rozmiarów  czyta się szybko (jest naprawdę dobrze napisana), a elementy magiczne (w tym przypadku potwór, o którym nie opowiem Wam nic więcej poza tym, że nie jest postacią karykaturalną, ale idealnie wpasowuje się w lodowy klimat grozy) sprawiają, że czasem aż trudno złapać oddech. Pochłania się tę opowieść z dziką rozkoszą i niemalejącym zainteresowaniem. Autorowi idealnie udało się wyważyć proporcje między realnym a tym nieco baśniowym zagrożeniem  nie może być mowy o przesadzie, a opisy sytuacji są na tyle dokładne, że bez problemu jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jak to było w czasie tej XIX wiecznej wyprawy. 

Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani  zarówno jako pojedyncze (decyzyjne lub znaczące) jednostki, ale też jako ogół. Nie brakuje tu prywatnych występów (m.in. mamy do czynienia z dziennikiem prowadzonym przez lekarza, który chciał wykorzystać tę wyprawę w celach naukowych), ale autor zwraca też uwagę na marynarską społeczność jako całość  żywą, reagującą komórkę, w której zachodzą zmiany. Czasem nawet wyrwiemy się na stały ląd, czasem odwiedzimy tubylców, a innym razem wejdziemy na szlak legend (tu znów nie braknie emocji i dobrej kreacji postaci).

Podsumowując, Terror to historia, która bez reszty mnie wciągnęła, a przy tym totalnie zaskoczyła. Nie podejrzewałam, że dam się wkręcić w taką książkę, którą  prawdę mówiąc  niemal na wstępie spisałam na starty (nie brałam nawet pod uwagę ewentualności, że doczytam, bo nawet nie ocierała się o krąg moich zainteresowań). Jeśli szukacie dobrze napisanej książki, która oczaruje Was surowym klimatem lodowych przestrzeni (tak, można przedstawić mroźną pustkę w bajeczny sposób), a przy tym będzie podsycała nieustannie Waszą uwagę i ciekawość, to powieść Dana Simmonsa będzie idealna.

Bardzo żałuję, że przeczytałam tę książkę (że tak szybko, że nie odkładałam się na potem, że nie zrobiłam tego w innym czasie), bo wtedy ta historia byłaby dopiero przede mną i mogłabym na nowo pławić się w tym niezwykłym stanie zagrożenia. Jeśli Terror dopiero przed Wami  szczerze zazdroszczę.