niedziela, 1 marca 2020

Wszystko zostaje w sąsiedztwie: "Ktoś, kogo znamy" S. Lapena


Wszyscy nosimy maski,
wszyscy mamy jakieś sekrety (...)


Shari Lapena, Ktoś, kogo znamy, przeł. P. Kuś, Zysk i S-ka, Poznań 2020.




Jak tam Wasze stosunki z sąsiadami? Cieplutkie niczym pachnące bułeczki, zewsząd wieje chłodem, a może uskuteczniacie walkę na noże? Jedno jest pewne: z sąsiadami trzeba jakoś żyć, a najlepiej pozostawać z nimi w przyjaznych stosunkach. Nigdy nie wiemy, kiedy będziemy potrzebowali ich pomocy (choć wielu na pewno stwierdzi, że nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji, by musieli o nią poprosić), nie mamy też pewności, czy posiadane przez nich informacje na nasz temat, mogą okazać się dla nas szkodliwe, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się może zdarzyć. Wiecie, wszyscy mamy swoje tajemnice, lecz niektórych nie da się ukryć przed czujnym okiem sąsiada. Strach się bać? A może jesteście pewni, że Wasze sekrety są bezpieczne? 

Minęła już dłuższa chwila, odkąd miałam styczność z twórczością Shari Lapeny. Jej thriller pt. Para zza ściany (2016 rok) wspominam całkiem nieźle – można stwierdzić, że było przyzwoicie, a wkradanie się w myśli zrozpaczonych rodziców okazało się dość fascynującym doświadczeniem. Obiecałam sobie wówczas, że na pewno nie zapomnę o pisarce i jeśli tylko nadarzy się okazja, sięgnę po jej kolejne powieści. Coś mnie jednak ominęło, bo w ciągu ostatnich lat pojawiły się jeszcze dwie książki – Nieznajoma w domu oraz Niechciany gość – które muszą jednak cierpliwie poczekać na swoją kolej, ponieważ tym razem sięgnęłam po thriller pt. Ktoś, kogo znamy. Świeża, bo lutowa propozycja Zysku i S-ki; książka przeczytana przeze mnie właściwie w dniu, kiedy pojawiła się na Legimi. 

Wszystko zostaje w sąsiedztwie


Zaczynamy od zabawy. Pewien nastolatek chcąc poczuć dreszczyk emocji i nieco podszkolić swoje hakerskie umiejętności, zakrada się do okolicznych domów pod nieobecność właścicieli. Młody niczego nie zabiera, jedynie myszkuje po obcych domostwach, poznając sekrety lokatorów. Gdzie najlepiej szukać informacji i skrywanych tajemnic? Rzecz jasna – w komputerach. Chłopak był jednak nieostrożny – a może po prostu chciał zrobić na kimś wrażenie, podzielić się swoją tajemnicą? – przyznaje się do nocnych eskapad koledze. I być może wszystko zostałoby "po staremu", gdyby nie fakt, że matka nastolatka odkryła przypadkiem w jego komórce wiadomości. Wszystko wyszło na jaw. 

Olivia nie potrafi przejść do porządku dziennego nad faktem, że jej syn dopuścił się tak paskudnego czynu. Pragnie poinformować mieszkańców przetrzepanych domów o tym, do czego doszło. Kobieta pisze listy, w których wyraża skruchę i roznosi je po okolicy. A trzeba było milczeć...

Wybryki nastolatka to jednak nie jedyny sekret tego małego miasteczka – w okolicy wiele się dzieje. W jednym z domów inny młody pije na potęgę, w innych kwitnie zdrada (trzeba przyznać, że wymiana płynów ustrojowych w tym sąsiedztwie to jakaś plaga!). To jednak nic! Okazuje się, że w sąsiedztwie zaginęła kobieta – piękna kokietka, obiekt westchnień męskiej części społeczności i zazdrości ich połówek. Dość szybko udało się ją odnaleźć; tyle tylko, że nieco nagryzioną, napuchniętą i w stanie rozkładu. Pytanie brzmi: kto zabił? Podejrzanymi są właściwie wszyscy.

Sprawy wcale nie ułatwia zamiłowanie do sąsiedzkiej plotki. Tu każdy nadaje na każdego, zewsząd lecą oskarżenia, w głowach rodzą się podejrzenia – właściwie, nikomu nie można już ufać.

Ukiszeni


Bardzo spodobał mi się pomysł zamkniętej społeczności, w której właściwie każdy może być mordercą. Wyciągane na światło dzienne sekrety powodują przerzucanie winy z sąsiada na sąsiada, dochodzi do tego, że nie można być już pewnym swojego małżonka, bo każdy ma coś za uszami. Kiszą się ci sąsiedzi we własnym sosie, mieszają, kręcą i nakręcają się wzajemnie. Jest duszno, niewygodnie i sporo się dzieje.

Dość szybko dodałam dwa do dwóch i odkryłam sprawcę tej tragedii, a jednak do samego końca nie miałam pewności, czy dobrze wytypowałam. Już na samym początku zaczyna się ciekawie, bowiem w prologu nie dowiemy się, jakiej płci jest sprawca. Potem jednak szala przechyla się ku jednej ze "stron". Autorka tak tu namieszała tymi wszystkimi sekretami, że można się pogubić: myli tropy, podsyca ciekawość, intryguje, odkrywając przed czytelnikiem kolejne grzeszki.

Biorąc pod lupę pracę policji (śledczych przydzielonych do tej sprawy), trzeba zaznaczyć, że brak tu spektakularnego śledztwa. Sprawdzają coś i co prawda w końcu dochodzą do sedna tej sprawy, jednak wszystko dzieje się jakby poza. Policja miota się między podejrzanymi – poszlaka, podejrzenie, przesłuchanie, następny – wyszło jakoś tak bez większego zaangażowania, bez polotu. 

Nie do końca przekonuje mnie narracja. Mamy tu do czynienia z czasem teraźniejszym, za którym nie przepadam w thrillerowym wydaniu. Przeważająca część treści podana jest w trzeciej osobie; wyjątkiem jest fragment rozdziału, kiedy prawda wyszła już właściwie na jaw. Nie wiem, czemu miał służyć taki zabieg...

Całość jest jednak dobrze skomponowana, a każdy skończony rozdział zachęca do sięgnięcia po kolejny – trudno było mi się oderwać od tej historii, niemal ją połknęłam, a zajęło mi to naprawdę niewiele czasu. Czyta się dobrze (do tej narracji można przywyknąć), a najważniejsze – z zainteresowaniem śledzi losy tej zakłamanej społeczności. Językowo też wypada dobrze – bez zgrzytów i większych tarć.

W tej historii niepokoją najbardziej zdrady, ale też zapęd do rozsiewania plotek. Strach pomyśleć, co ludzie wygadują za naszymi plecami i jakie nasze grzeszki (swoje konfabulacje) są w stanie wywlec na światło dzienne. Nie żyjemy w próżni, więc zawsze będziemy wystawieni na ocenę innych (to oczywiste), jednak to, co dzieje się w Ktoś, kogo znamy, jest mocno niepokojące.

Historia przypadła mi do gustu. Poznałam ją z zainteresowaniem i mogę śmiało powiedzieć, że wypada znaczenie lepiej (dojrzalej) od Pary zza ściany. Owszem, ma swoje wady, ale intryga rekompensuje niedostatki (tę nieszczęsną narrację przede wszystkim). Mnie się podobało.