czwartek, 26 marca 2020

Zero wskazówek: "Wada" R. Małecki



W którymś momencie coś na wirtualnej osi czasu tego tragicznego zdarzenia po prostu wykoślawiło obraz całości.


Robert Małecki, Wada, t. 2, Czwarta Strona, Poznań 2019.

Marcowe wieczory niewątpliwie sprzyjają długim wypadom do książkowych światów. Po ostatnich postapokaliptycznych przebieżkach (chyba na razie wystarczy tego dobrego) zdecydowałam się powrócić do Chełmży i spróbować swoich sił w kolejnym śledztwie. Co zastałam tym razem? Ostatnio była łódź na środku jeziora, teraz mamy namiot w środku lasu.

Lubicie jeździć pod namiot? Wiem, że to może dalekie od all inclusive i sączenia przy basenie drinków z palemką – spanie na twardej ziemi niekoniecznie kojarzy się nam z wygodą – trudno tu też mówić o przygodzie życia, bo raczej nikt nie wybiera się do dalekiej dżungli, by stawić czoło dzikiej przyrodzie. A jednak, o czym Was zapewniam, wypad pod namiot może być niesamowitą wyprawą, a na pewno doskonałym urozmaiceniem. Oczywiście dość istotne jest miejsce, a jeszcze ważniejsze towarzystwo; przecież pragniemy niezapomnianych wrażeń. Gorzej, kiedy z takiej wyprawy nie wyjdziesz cało...

***


Wada Roberta Małeckiego to druga z cyklu opowieść o Bernardzie Grossie. Po zapoznaniu się z pierwszym tomem, Skazą, nie mogłam odmówić sobie sięgnięcia po kontynuację. Zewsząd dochodziły do mnie głosy, że autor trzyma poziom i kolejna część z pewnością mnie nie rozczaruje... Powiem więcej – jestem zaskoczona, bo dalsze perypetie wciągnęły mnie jeszcze bardziej!

Zero wskazówek



Minęło pięć miesięcy (może ciut więcej) od zakończenia poprzedniego śledztwa. Po tym czasie nasz główny bohater awansował, a na jego biurko trafiają teczki ze starymi sprawami, których nie udało się dotychczas rozpracować (choć minęło już blisko trzydzieści lat). 

Poza wglądem do przeszłości znajdzie się też sporo miejsca na bieżące problemy. Niewątpliwie tym razem sprawa okazuje się jeszcze bardziej skomplikowana, bo ile wcześniej mieliśmy dwa trupy (w Skazie), o tyle tu mamy tylko zakrwawiony namiot, ale brak ciała, narzędzia zbrodni, punktu zaczepienia oraz jakichkolwiek podejrzanych. Dostajemy tylko czerwone stringi, sporo świeżych śladów wskazujących na morderstwo (choć niekoniecznie) i znalezioną nieopodal przypinkę harcerską  nic nam to jednak nie mówi. Teorie piętrzą się, a każda poprzednia jest bardziej absurdalna od poprzedniej.



Możemy się domyślać, że te dwie sprawy będą w jakiś sposób ze sobą połączone, a bieżące zdarzenia mają zapewne związek z przeszłością. Jednak i to nie daje nam zbyt szerokiego pola do popisu – odkrycie prawdy okaże się wyjątkowo trudnym zadaniem.

Działo się!


Wada, w moim odczuciu, jest o wiele ciekawsza od Skazy, przy czym pierwszy tom naprawdę był w porządku. Kontynuacja okazała się nie lada wyzwaniem  brak punktu zaczepienia i multum mylnych tropów wcale nie ułatwiają czytelnikowi zadania. Powiem Wam, że miałam ogromny problem z wytypowaniem prawidłowych odpowiedzi (w tym ze wskazaniem sprawcy)  błądziłam, wielokrotnie zbaczając z dobrych torów. Dałam się oszukać.

Tempo akcji jest odpowiednie  początkowo mamy mocny wstęp (odkrycie namiotu), potem następuje równe, ciekawe i intrygujące śledztwo (a właściwie dwa, bo w końcu mówimy o dwóch sprawach), aż w końcu  kiedy już jesteśmy blisko finału tej opowieści  tempo jest zawrotne! Dzieje się tu tyle, że trudno nadążyć, trzeba się skupić, by się we wszystkim połapać. Jest niesamowicie intensywnie.

Tym razem akcja została poprowadzona jednotorowo  nie przenosimy się (fizycznie) wstecz, ale opowieści z przeszłości poznajemy w czasie rzeczywistym. Właściwie trudno tu mówić o jakichś konkretach, bowiem wszystko pozostaje raczej jedną wielką niewiadomą  bohater bierze pod uwagę różne scenariusze.

Gross stał się jakby ciekawszy. Może to dlatego, że autor nie zarzuca już czytelnika zbędnymi czynnościami? Owszem, dowiaduje się, co Bernard zjadł czy wypił, przyjrzymy się też jego hobby (spokój odnajduje w sklejaniu modeli), ale to już tylko przyjemny dodatek do całości  nie zbędny zapychacz. Główny bohater wciąż musi walczyć z demonami przeszłości, ale autor postawił przed nim też wyzwania dnia codziennego  wiadomo, że awans zobowiązuje, a czasem trudno jest oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych (tu będzie dość emocjonalnie). Podoba mi się też fakt, że został "wyleczony" z bezpodstawnego, upartego brnięcia w sprawę – może i wciąż kieruje się intuicją, ale nie jest to nachalne.

Co prawda można się skusić i zacząć przygodę z Grossem od tomu drugiego  mamy tu zupełnie inne dochodzenie, a o poprzednim nie ma nawet wzmianki  ponieważ wiele stracimy na pojmowaniu relacji. Nie dowiemy się, dlaczego jego żona walczy o życie, z jakiego powodu syn go nienawidzi, kim jest nowa wybranka ani nawet, co się stało z Otrembą. Lepiej zacząć od początku, bo naprawdę szkoda rezygnować z takich informacji  może nie mają większego wpływu na zagadkę, ale na pewno wpływają na warstwę relacji.

Podsumowując, Wada jest wspaniałą, trzymającą w napięciu powieścią, którą pochłania się z nieustającym zainteresowaniem. My po prostu chcemy wiedzieć, jak to wszystko było i co łączy te dwie nietypowe sprawy (albo kto, albo w jaki sposób). Już wkrótce zabiorę się za kolejny tom z tego cyklu. Nie ma innej opcji  przyjemności sobie nie odmawiam.