piątek, 17 kwietnia 2020

Każde marzenie może stać się koszmarem: "Krwawy księżyc" K.C. Hiddenstorm


Nic nie ciągnie się wiecznie i nic nie jest na zawsze.
Żyjemy tak, jak śnimy – samotnie (...)

K.C. Hiddenstorm, Krwawy księżyc, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2018.




Zastanawiałam się, od czego zacząć recenzję tej książki. Opcji było wiele, bo historia jest na tyle interesująca, że można odnieść ją do wielu płaszczyzn naszego życia. Postanowiłam jednak, że zatrzymam się na dłużej przy haśle, które znajdziecie na okładce (oraz w opisie wydawcy): Każde marzenie może stać się koszmarem. Każdy człowiek może stać się potworem. Zgadzacie się z tym? Czy są marzenia, które lepiej porzucić, bo ich spełnienie może wszystko zmienić?  

Krwawy księżyc K.C. Hiddenstorm to trzecia w dorobku autorki książka, z którą miałam do czynienia. Warto tu wspomnieć, że powieść zdobyła wyróżnienie, została wybrana przez czytelników serwisu Lubimyczytac.pl – Nagroda Książka Roku 2018.


Każde marzenie może stać się koszmarem



Ona pisze kryminały i jest świetna w tym, co robi. On na co dzień również zajmuje się pisaniem, choć dotyka nieco innych klimatów. I co? I wszystko byłoby w porządku, gdyby Thomas nie zapragnął wejść do ogródka Victorii – mężczyzna podpisuje bardzo korzystną umowę, a spod jego pióra wychodzi krwawy kryminał, dzięki któremu odnosi powalający sukces. 

Niby wszystko byłoby dobrze, bo to przecież takie kochające się i udane małżeństwo, ale chyba zgodzicie się ze mną, że za mocno niepokojące można uznać fakt, kiedy opisane zbrodnie stają się rzeczywistością. Dodajmy do tego gwałtowną zmianę, która zaszła w autorze – coś musi być na rzeczy, niewątpliwie. Nie dziwi strach, który zaczyna towarzyszyć kobiecie, oraz lęk dominujący jej życie. Nie dziwią również paskudne wizje, które zaprzątają jej głowę. 

Nie obawialibyście się w podobnej sytuacji? To idealne warunki do ześwirowania...



Ambiwalencja


Autorka przyzwyczaiła mnie już do swojego stylu, który, co oczywiste, nie każdemu przypadnie do gustu. Sięgając po Krwawy księżyc trzeba mieć świadomość, że wchodzi się w totalny chaos, a jednak w tym szaleństwie jest metoda. Mimo wszelkich proponowanych przez pisarkę zawirowań fabuła jest kompletna, a wątki zazębiają się – przez większość czasu ledwo wyczuwalnie, ale jednak. Mnie taki sposób oddania historii pasuje, nawet te długie i kręte zdania wchodzą bez problemu i zawsze daję się porwać, bo trudno mi się wykręcić z tego szalonego zawijasa. Niewątpliwie na odbiór treści będzie tu miał wpływ finał tej powieści, którego właściwie nie da się przewidzieć. Hiddenstorm wprowadzi czytelnika w osłupienie, podając zakończenie w nieco innym klimacie niż ten, do którego zdążyliśmy się przywiązać w takcie lektury. Czy to dobrze, czy jednak pomysł wydaje się nietrafiony, pozostawię Waszej ocenie. Myślę, że zdania będą tu bardzo podzielone: część poczuje się mocno zaskoczona takim rozwiązaniem, część rozczarowana i oszukana. Spodziewajcie się niespodziewanego. 

(...) w gruncie rzeczy nie ma sensu zadręczać się i rozpaczać, bo przecież wszystko, co przeżywamy, to tylko zawieszone w czasie momenty, małe autonomiczne życia, trwające godzinę, dzień, rok.

Krwawy księżyc jest moim zdaniem najsłabszą książką autorki, chociaż to dalej kawałek ciekawej i wciągającej literatury. Trudno oderwać się od tego tytułu, bo wciąż podsycana jest nasza ciekawość, podsuwane kolejne tropy i problemy. Nie braknie postaci irytujących, ale to wcale nie odbiera przyjemności z lektury, wręcz przeciwnie: wywołuje spore emocje. Nie macie czasem ochoty uśmiercić jakiegoś bohatera? Niestety małżeństwu brakuje głębi – chciałabym wejść w ich umysły, a nie opierać się głównie na niezrozumiałych wizjach.

Z pewnością do minusów można zaliczyć dość wolno posuwającą się akcję, jednak kiedy już zaczyna się dziać (ok. 1/3 powieści), to się dzieje. Czuję natomiast ogromny niedosyt związany z prezentacją zbrodni – te wszelkie morderstwa stanowią jedynie tło dla relacji między bohaterami i zmian zachodzących w nich samych. Szkoda, bo mogło być bardziej dosadnie i naprawdę krwawo.

Podoba mi się motyw przewodni tej powieści, w ogóle zauważyłam, że w czytaniu o pisarzach jest jakaś magia. Kiedy dorzucimy do tego problemy małżeńskie, ciągłe poczucie zagrożenia, niezdrowe przejawy... więcej nie powiem – kiedy dorzucimy to wszystko i porządnie zmiksujemy, wychodzi niesamowicie frapująca mieszanka. 

Mam ogromny problem z oceną tej powieści, ponieważ z jednej strony pomysł jest obłędny, ale z drugiej brakuje tu logiki w działaniach. Za dużo tych demonicznych uśmiechów męża, ale całość czyta się z łatwością i zapartym tchem. Chcemy wiedzieć, jak to się skończy, a potem musimy się zmierzyć z totalnie zaskakującym finałem. I jak z tym żyć? Mogę tylko dodać, że nie żałuję czasu spędzonego z Krwawym księżycem i choć nie będę Was szczególnie namawiała na lekturę (Władczynię mroku i Po złej stronie lustra przeczytajcie koniecznie!), to jednak nie odradzę, bo niewątpliwie sporo dobrego tu znajdziecie, a być może Krwawy księżyc (to też bardzo prawdopodobna opcja) totalnie Was zachwyci, a moje marudzenie uznacie za zupełnie nietrafione. Tego Wam życzę. Książkę czytałam już jakiś czas temu, ale ta historia wciąż we mnie siedzi, więc uważam, że naprawdę warto było.

Na pewno sięgnę po kolejne powieści, które wyjdą spod pióra autorki. Szalenie ciekawi mnie, co jeszcze kryje się w zakamarkach umysłu K.C. Hiddenstrom, a podejrzewam, że dzieje się tam wiele dobrego. Uwielbiam jej pomysły, zaskoczenia, które serwuje za każdym razem, i popieprzony bieg historii. Czekam na kolejne opowieści z niecierpliwością.