wtorek, 21 kwietnia 2020

Życie wśród Martwych: "Zatruty ogród" A. Marwood



Wszyscy są nikim.
Każdy jest kimś.


Alex Marwood, Zatruty ogród, przeł. A. Dobrzańska, Albatros, Warszawa 2020.





Ile wiecie o sektach? Zapewne coś słyszeliście, gdzieś spotkaliście się już z tym zagadnieniem i macie jakąś ogólną wizję. Zapewne też zarzekacie się, że Wy nigdy nie dalibyście się skusić, bo przecież jesteście osobami myślącymi, które nie nabierają się na tanie sztuczki. Myślę, że tak myśli każdy, kto kiedykolwiek trafił do podobnej społeczności, że nigdy nie brał pod uwagę   nawet przez chwilę  wkręcenia się w podobny klimat. A jednak! Sekty mają się dobrze, chętnych nie brakuje.


Moja wiedza na temat sekt opiera się raczej na literaturze faktu (miałam taki czytelniczy okres, kiedy to zaczytywałam się w kolejnych reportażach czy wspomnieniach albo raczej zwierzeniach) niż fikcji literackiej – Zatruty ogród to w sumie pierwszy mój kontakt z tym tematem w takim wydaniu. Alex Marwood, znana mi już wcześniej (Dziewczyny, które zabiły Chloe, Zabójca z sąsiedztwa), zabrała mnie tym razem w niezwykłe miejsce, gdzie celem życia jest przygotowanie się na apokalipsę.


Życie wśród Martwych




Zapewne nikt by się nie zorientował, że coś poszło nie tak, gdyby nie ten paskudnie mdlący zapach wydostający się zza wysokiego muru okalającego tajemniczą posiadłość oraz te wrzeszczące ptaszyska, których wszędzie pełno. Gdy okazuje się, że w tej nietypowej twierdzy znaleziono blisko sto trupów – samobójstwo zbiorowe jak nic! – wokół tej dziwnej społeczności zaczynają narastać legendy. Trudno będzie o zdementowanie plotek, kiedy przeżywa tylko jedna osoba dorosła, która nie bardzo ma ochotę na dzielenie się swoimi doświadczeniami, z dzieci też trudno cokolwiek wyciągnąć...

Romy – najstarsza z rodzeństwa, które ocalało – jest w ciąży, przeżyła zupełnym przypadkiem. Wciąż nie może przywyknąć do życia na zewnątrz, bo w końcu Wielki Koniec może zmieść z powierzchni świata całą ludzkość, a Martwi (osoby spoza sekty żyjące na zewnątrz) zdają się na nic nie zważać. Dziewczyna pragnie powrotu do domu – do miejsca, w którym mogła być naprawdę sobą. I w końcu dostaje swoją szansę, ale też trudną do wykonania misję.

Ilo i Eden – młodsze rodzeństwo – w ogóle nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Przygarnięci przez ciotkę, starają się sprostać stawianym przed nimi zadaniom, no... w sumie każde z nich wciąż żyje wpojonymi w sekcie zasadami, więc trudno tu mówić o jakimkolwiek przystosowaniu. Niełatwe zadanie ma również Sarah (siostra ich matki), która dotąd żyła chyba tylko z poczucia obowiązku, a teraz musi nauczyć się żyć na nowo, a dodatkowo pomóc młodym ogarnąć rzeczywistość.

Co tak naprawdę wydarzyło się za bezpiecznymi murami? Dlaczego misja Romy jest taka ważna i jaką rolę odegrają w niej brat i siostra kobiety? I czy lepsze jest to życie w poczuciu ciągłego zagrożenia, czy jednak oswojona przez większość codzienność? Tego wszystkiego dowiecie się, sięgając po Zatruty ogród.


Różnie to bywa


Zatruty ogród to kolejna z książek, których ocena nie będzie jednoznaczna. Z jednej strony daleko jej do fascynującego thrillera (takiego mrożącego krew w żyłach tropienia wielkiej tajemnicy), ale z drugiej to doskonały obraz manipulacji ludzką psychiką, a wręcz idealny opis mechanizmu sterowania człowiekiem. Autorka może mnie nie zaskoczyła, ale zagłębiając się w tę opowieść, czytałam z uznaniem. 

W gruncie rzeczy tylko początek jest megaporywający – potem idziemy równym krokiem, wchodząc głębiej w psychikę bohaterów, ale pozostawiając nieco z boku sensacyjny wymiar tej historii. Trudno tu mówić o nagłych i niespodziewanych zwrotach akcji, skłaniałabym się przy opcji: wszystko wynika z czegoś  nie wiem, czy coś może w tej powieści naprawdę zaskoczyć czytelnika, być może, choć mnie nie zaskoczyło właściwie nic. Miałam nadzieję na spektakularne rozwiązanie, a dostałam po prostu logiczny, wynikający z całości finał. Też dobrze. 

Historię poznajemy dwutorowo  raz będą to zdarzenia "Przed Końcem", a chwilę potem "Wśród Martwych". Wkroczenie za mury posiadłości jest naprawdę mocnym i zapadającym w pamięć doświadczeniem  poznajmy prawa rządzące tym malutkim światkiem z zapartym tchem, bo możliwość wejścia w tę dziwną, próbującą przygotować się na apokalipsę społeczność jest po prostu fascynująca. Dostajemy okazję do zastanowienia się nad tym, w jaki sposób ludzkie oddanie jest wykorzystywane, ile człowiek w stanie zrobić, znieść i czego bronić w imię wspólnego dobra.

Nie przypadł mi gustu sposób narracji, ponieważ bardzo ciężko jest mi się przestawić albo raczej przywyknąć do czasu teraźniejszego. I w gruncie rzeczy nie jest przyzwyczajenie, po prostu wydaje mi się, że wszystko brzmiałoby lepiej, gdyby całość była podana w czasie przeszłym  w końcu ktoś już opowiedział tę historię... 

Czy można mówić o rozczarowaniu? Wydaje mi się, że część czytelników na pewno w ten sposób podejdzie do tego tematu, bo trudno tu mówić o zapierającym dech w piersiach thrillerze  zbrodnie, które mamy okazję podejrzeć  są raczej szybkim, rzuconym jakby mimochodem dodatkiem do tej opowieści. Ważniejsze jest to, co dzieje się środeczku, a nawet i ten portret wewnętrzny bohaterów został nieco okrojony. Co w zamian? Wspaniały obraz manipulacji człowiekiem, trybików działających w seksie, mechanizmów jej działania. To jednak nie wszystko, bowiem zderzenie dwóch różnych światów niewątpliwie zmusi nas do myślenia nad elastycznością człowieka, ale też podsunie bardzo ważne pytanie: czym tak naprawdę jest normalność?

Mimo kilku wad, o których wspomniałam, uważam, że Zatruty ogród to dobra historia  nie powalająca, ale z naprawdę świetnym researchem. Mocno wiarygodna, zatrważająca i zmuszająca do myślenia. Gdybym miała przechylić szalę i wydać osąd, to książkę można zaliczyć do udanych. Jeśli nie mieliście wcześniej okazji zgłębienia mechanizmów sekt, to tym bardziej jest to tytuł wart Waszej uwagi.