poniedziałek, 4 maja 2020

Człowiek musi pocierpieć, żeby dojrzeć: "Równonoc" A. Fryczkowska




Życie jest stratą – kiedy uświadomisz sobie to sobie, wszystko staje się łatwiejsze do zniesienia. Straty i tak będą, cokolwiek zrobimy. Ale na razie możemy się cieszyć tym, co mamy, a mamy trochę, wystarczy spojrzeć przez okno.
Anna Fryczkowska, Równonoc, Od deski do deski, Warszawa 2018.



Seria wydawnictwa Od deski do deski Na F/Aktach to jedna z moich ulubionych. Bardzo cenię sobie te fabularyzowane opowieści, w których autorzy poruszają przeważnie bardzo trudne tematy, opierając swe historie na zbrodniach znanych nam (lub naszym rodzicom) z pierwszych stron gazet. Trudno wybrać tu najlepszy tytuł, ponieważ każda z nich ma w sobie coś niesamowitego, elektryzującego. Ta seria towarzyszy mi niemal od początku moich blogowym podbojów, więc mam okazję przeprowadzić Was przez drogę, którą przeszłam => wszystkie książki z serii Na F/Aktach (*klik*).

Równonoc Anny Fryczkowskiej (Ogólnopolska Nagroda Literacka dla Autorki  Gryfia; 2019) to ostatnia z serii historia, o której chciałam Wam dziś opowiedzieć. Długo dojrzewałam do tego, by w końcu ruszyć ten temat, zatem tę książkę z powodzeniem zaliczam do moich blogowych "zalegajek". Myślę, że takie odkładanie wyszło tu na dobre  opowieść się osadziła, przetrawiła i chyba tak naprawdę w końcu do mnie dotarła. 

Rozpacz rodzica


Pod koniec lat dziewięćdziesiątych doszło do serii tajemniczych zaginięć  bez śladu zniknęło wówczas kilku nastoletnich chłopców. W Łobzie, Rewalu i Starym Drawsku, gdzie zdarzyły się te tragedie, próbowano dojść do tego, co właściwie mogło się stać. Nikt nie był w stanie odpowiedzieć, czy chłopcy zostali porwani, zamordowani, uciekli, a może to wszystko było po prostu dziełem przypadku. Jedno jest pewne: ich zaginięcia mają sporo wspólnego z tzw. równonocą  wydarzenia miały miejsce w marcu.




Trudno wyobrazić sobie ból rodzica, którego dziecko nie wróciło do domu, lecz chyba jeszcze bardziej niemożliwe jest zrozumienie, jak wielka rozpacz przygniata tych, którzy nie wiedzą, czy ich dziecko żyje – nie mogą tak naprawdę pożegnać ukochanego syna, bowiem wciąż żyją nadzieją na jego powrót. Ta niekończąca się udręka, oczekiwanie i poczucie ciągłej bezsilności doprowadzają do ruiny całe rodziny, ale też mają niesamowicie niszczący wpływ na każdego z jej członków. Wszystkiemu towarzyszy odwieczne pytanie: czy można było zrobić coś więcej, coś inaczej, czy dało się temu zapobiec? Nie potrafię sobie wyobrazić, że w ogóle byłabym w stanie funkcjonować w takiej rzeczywistości...

Nie będę rozkładać na czynniki pierwsze każdej z tych tragedii, nie przybliżę Wam codzienności żadnego z tych chłopców, nie będę podpowiadać, dopowiadać i dokładnie opisywać. Chciałabym wprowadzić Was w tę opowieść, ale myślę, że czasem po prostu brakuje słów na ujęcie – odpowiednie, wystarczające – tego, o czym się przeczytało. 


Intymność rozdzierająca serce


Autorka oddała głos rodzicom – to właśnie oni opowiedzą nam o losach swoich dzieci, wszelkich działaniach i podejrzeniach. Jednak nie to uderzy w czytelnika najmocniej, ale ta fala bólu, bezsilności i rozpaczy, która uderzy z niesamowitą, powalającą i obezwładniającą siłą. Czy można żyć nadzieją, w ciągłym zawieszeniu, i nie zwariować?  Czy można spać spokojnie, kiedy się wie, że nie można zrobić nic więcej, a jednak wciąż ma się wrażenie, że zrobiło się za mało?

Opowieść jest niesamowicie intymna, porażająca i wzruszająca. Czasem odnosi się wrażenie, że słowa rodziców płyną z ich ust tylko dla nas, że wokół panuje niczym niezmącona cisza, a my boimy się odetchnąć, by nie zaburzyć tego poruszającego wyznania, by nie przerwać tej opowieści, która musi przecież mieć jakieś sensowne zakończenie. Wchodzimy w życie tych rodzin, wdeptujemy w ich rozpacz, zatapiamy się w niej i nic nie możemy na to poradzić. To niewygoda, ciężar, nicość, której nie chcemy przyjąć, a jednak dajemy się porwać w wir wydarzeń – nie możemy postąpić inaczej.

Wiele łez wylałam nad tą historią. Postawiłam się na chwilę w sytuacji tych rodziców, tych matek... nie chciałam, walczyłam, ale nastrojowość tej książki nie pozostawiła mi wyboru. Równonoc mnie poruszyła, przeraziła i roztroiła. Kiedy już myślałam, że jestem w stanie przyjąć wszystko, autorka udowodniła (podając takie, a nie inne zakończenie), że można zawiesić czytelnika na chwilę w nicości, nieładzie oraz poczuciu niesprawiedliwości graniczącym z niepokojem.

Książkę czyta się bardzo dobrze, ponieważ mimo ciężkiej tematyki, treść została podana w bardzo przystępny sposób  czasem wręcz banalny, prosty, bez udziwnień, bez zbędnych ubarwień. Przebija tu autentyzm i chyba to ma tak wielki wpływ na fakt, że ta publikacja jest hipnotyzująca. Robi wrażenie, przenika przez skórę, drąży myśli i za nic nie daje się wyrzucić z pamięci. 

Polecam Waszej uwadze tę lekturę. Myślę, że Równonoc wywrze na Was ogromne wrażenie, a już pewna jestem, że nie uda się Wam przejść beznamiętnie obok wielu z wiodących wątków. Ten tytuł zmusza do myślenia, które jednak nijak się ma do czucia. Poczujecie i będzie bolało.