sobota, 30 maja 2020

Niepokojąca odmienność: "Piąte dziecko" D. Lessing




Może być normalny jak na to, kim jest.
Nie jest jednak normalny jak na to, kim my jesteśmy.

Doris Lessing, Piąte dziecko, przeł. A. Gren, t. 1, Państwowy Instytut Wydawniczy (PIW), Warszawa 2007.


Można się oszukiwać, że sprowadzenie na świat małej istotki nie wpłynie znacząco na nasze życie, ale to bujdy, bo dziecko zmienia wszystko. Odkąd wydaje pierwszy krzyk, staje się pępkiem rodzicielskiego świata – czy się tego chce, czy nie. Im więcej dzieci, tym więcej zobowiązań, a im więcej maluchy sprawiają problemów, tym silniejsza potrzeba odreagowania. Jedno godzą się ze swoim losem, inni doskonale odnajdują w sytuacji, a garść nie potrafi ułożyć sobie świata na nowo, kiedy niektóre sytuacje zaczynają przerastać.

    Piąte dziecko autorstwa Doris Lessing to pierwszy tom z cyklu pod tym samym tytułem. Pisarka została nagrodzona w 2007 roku Literacką Nagrodą Nobla. O tej książce opowiadał mi wiele lat przyjaciel i już wtedy przykuła moją uwagę, nie było nam jednak po drodze. Do dziś.

Zaburzona normalność


Poznali się przypadkiem i od razu przypadli sobie do gustu – poczuli, że są dla siebie stworzeni.  Rozpoczynając nowe, wspólne życie, uznali, że marzą o miejscu, w które wypełniłoby się radosnym gwarem i śmiechem dzieci. Harriet i David pragnęli mieć dużą rodzinę – sześcioro, może nawet ośmioro. Gdy zamieszkali w ogromnym domu, przystąpili do realizacji swego planu.

    Kolejne dzieci przychodziły na świat: pierwsze, drugie, trzecie, czwarte – niektóre rok po roku, bez wytchnienia. Małżeństwo jednak było na to gotowe, a każdą małą istotkę, które wchodziła do ich rodzinnego gniazda, witali z ogromnymi pokładami miłości. 

    Życie w domu toczyło się wyznaczonym przez święta i wakacje, które były doskonałą okazją do spędów rodzinnych. Wszyscy przybywali tu z niemal każdej strony świata, by poczuć TO COŚ – ciepło, przyjemność, bezpieczeństwo i, tak najnormalniej w świecie, wybawić się. 

    Ich życie było bajką, do czasu... Kiedy Harriet zachodzi kolejny, już piąty raz w ciążę, którą małżeństwo planowało odsunąć nieco w czasie, by matka nabrała werwy, a dzieci nieco się usamodzielniły, wszystko się zmienia. Na świat przychodzi wyjątkowo dziwne dziecko.

Niepokojąca odmienność


Chyba powinnam zacząć od tego, że Obce dziecko jest powieścią bardzo krótką, bo liczącą około 200 stron. Pewnie można by wnioskować, że jej niewielkie rozmiary będą znacząco wpływać na fabułę – nic bardziej mylnego! Obraz, którym raczy nas autorka, jest pełny, a profil rodziny zaprezentowany wnikliwie. Akcja toczy się tu w zastraszającym tempie, choć trudno mówić o jej nagłych zwrotach – po prostu ta opowieść płynie wartkim nurtem.

    Autorka zwraca naszą uwagę na odmienność i wszelkie związane z nią problemy, choć nie dostaniemy tu sprecyzowanej ułomności, to jednak mamy do czynienia z wieloma obrazkami z życia, w których tę inność odnajdujemy, które są w pełni przez nią determinowane. Nie obejdzie się bez rozmyślania na temat miłości rodzicielskiej (ze szczególnym uwzględnieniem miłości matczynej), ale też wpływu konkretnej jednostki na środowisko, w którym się znalazła.

    Wielokrotnie staniemy przed koniecznością osądu, bo trudno przejść obojętnie nie tylko obok  prezentowanej w treści inności, ale również obok normalności, która siłą rzeczy musi zostać zaburzona. Zresztą, kto decyduje o tym, co jest normą, a co od niej odbiega? Myślę, że wiele ciekawych rozterek przed Wami.

    Najsłabszym punktem tej powieści są dialogi – stanowią tu one tło dla emocji, popychają nieco akcję do przodu, a jednak... można je określić mianem papierowych, sztywnych, wręcz nienaturalnych. Przyznaję, że przymknęłam na to oko, bo cała reszta po prostu wciągnęła mnie na tyle, że wszelkie konwersacje usunęły się na dalszy plan. Myślę, że warto też wspomnieć, że książki nie czyta się z lekkością – być może forma okaże się dla Was męcząca, a brak rozdziałów nie pomaga.

    Historia utrzymana jest w klimacie grozy, a z każdą chwilą coraz głębiej zatapiamy się w mroku. Sielankę owiewa duszny, dławiący nastrój, a zmiany zachodzące w rodzinie, odczuwamy każdym kawałeczkiem duszy. Nie znajdziecie tu krwawych opisów – nie, to nie ten typ opowieści  ale myślę, że nie ustrzeżecie się przed ciarkami.

    Podsumowując, Piąte dziecko to powieść dobra, jeśli interesuje Was zagadnienie odmienności oraz jej wpływu na funkcjonowanie środowiska rodzinnego. Autorka zmusza nas do zastanowienia się nad wytrzymałością więzi łączącej kolejne pokolenia, a także nad przeznaczeniem – czy niektórym rodzicom dane są wyjątkowe dzieci, czy one same trafiają do naszego świata? A może taka już kolej rzeczy i złośliwość wszechświata, który nieustannie stawia na naszej drodze kolejne przeszkody, obdzierając nas z marzeń? Jestem przekonana o tym, że ta lektura obudzi w Was wiele pytań i zmusi do poszukiwania niejednej odpowiedzi.