niedziela, 31 maja 2020

Wielość: "To wiem na pewno" W. Lamb



Bycie bliźniakiem jest czymś specjalnym, jedynym w swoim rodzaju, choć nie obywa się bez komplikacji...


Wally Lamb, To wiem na pewno, przeł. Z. Lewikowa, Świat Książki, Warszawa 2020.


Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak by to było, gdybyście mieli bliźniaka? Pewnie pierwsze, co przychodzi Wam na myśl, to możliwość strojenia sobie żartów z obcych i znajomych (zapewne trafiłaby się niejedna taka okazja), którzy nie byliby w stanie Was rozróżnić, oraz wymienianie się w kluczowych momentach, np. na sprawdzianie czy egzaminie na prawo jazdy. Z pewnością byłoby to pewne ułatwienie, ale niewątpliwie jest w tym coś więcej... Jak to jest, kiedy patrzy się w oczy drugiego człowieka i widzi się siebie? Albo gdy inni patrzą na Ciebie przez pryzmat tej powiązanej z Tobą - odrębnej, choć szalenie podobnej - jednostki? W literaturze i filmie często pojawia się też motyw pewnego przeczucia, swoistego związku dusz - ponoć można odczuwać to, co dzieje się z bliźniakiem. Wierzycie w takie rzeczy? A może macie bliźniaka/bliźniaczkę i moglibyście powiedzieć co nieco na ten temat? 

    To wiem na pewno Wally'ego Lamba to książka, na którą zapewne nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie fakt, że w ostatnim czasie HBO wypuściło miniserial opierający się na papierowej wersji. I zapewne, gdybym miała możliwość obejrzenia od razu wszystkich odcinków, nie sięgnęłabym po e-booka; tematyka wydała mi się jednak na tyle ciekawa, a cierpliwość związana z oczekiwaniem na kolejne tak nadwyrężona, że ostatecznie padło na powieść.

Trafiło na niego


Dominik i Tomasz są bliźniakami jednojajowymi. Jak wyglądało ich dzieciństwo? Chłopców wychowywała zlękniona matka, kobieta bez siły przebicia i ojczym nieszczędzący okrucieństwa; urodzili się oni niedługo po śmierci dziadka. Tomek zawsze był tym delikatnym, natomiast Dominiki starał się ze wszystkich sił grać twardziela i uczynił siebie obrońcą rodziny. Nigdy nie pogodził się z faktem, że mama - nawet przed śmiercią - nie zdradziła mu, kim jest jest jego biologiczny ojciec; wciąż pałał pewną niechęcią do ojczyma. 

    Dramaty rodzinne mnożą się w tej powieści jak króliczki (które zresztą też zajmują pewne zaszczytne miejsce w historii), a każda kolejna rewelacja uderza przede wszystkim w Dominika będącego jest narratorem powieści. Z jednej strony dotyka go irracjonalne zachowanie bliźniaka, u którego początkowo zdiagnozowano psychozę maniakalno-depresyjną, by z czasem zmienić rozpoznanie na schizofrenię paranoidalną; z drugiej strony walczy ze swoimi osobistymi dramatami. Mężczyzna żyje w ciągłym strachu i beznadziei i walczy z całych sił o chorego brata. To jednak nie wszystko...

    W ręce Dominika trafia manuskrypt - wyznanie zmarłego dziadka, włoskiego emigranta, który wraz z początkiem wieku opuścił Sycylię, by walczyć o swoją przyszłość w Ameryce - który chciał (jak początkowo utrzymywał) opisać historię swego życia, by przekazać potomnym nazwisko i dać młodzieży wzór do naśladowania. Mężczyzna, już teraz czterdziestoletni, wierzy, że zapiski zmarłego Dominica pomogą mu zrozumieć, kim jest. Nie spodziewa się tego, co znajduje się na kartach historii, a trzeba przyznać, że dzieje się tu wiele.

Wielość


To wiem na pewno jest powieścią wielowątkową, rozłożoną w czasie (wrócimy do dzieciństwa dziadka, wczesnych lat młodości chłopców oraz pobrodzimy nieco w teraźniejszości) i przestrzeni, gdzie do głosu dojdzie wielu skrzywdzonych ludzi, którzy nie pozostają jednak bez winy. W tle amerykańska wojna, w myślach choroba, a gdzieś na końcu języka historia istnienia, od której wszystko się zaczęło.

Świat się składa ze schodów: jedni pną się po nich do góry, inni spadają w dół...

    Ta wielopokoleniowa saga rodzinna nieco nadwyręży cierpliwość czytelnika - początkowo dłuży się i właściwie nie daje się polubić, nie zachwyca - być może opowieść zniesmaczy (niektóre zwierzenia dziadka robią piorunujące wrażenie), a pewnie też zmusi do refleksji. Z uwagą będziemy śledzić losy braci, ale chyba z większym zainteresowaniem przyjrzymy się dziadkowi - paskudny typ! Z czasem zagłębiamy się w te historie, oswajamy się z bohaterami, poznajemy ich coraz bliżej i choć opowieść nie powala, nie miażdży i, co całkiem prawdopodobne, uleci z pamięci, to jest dobra i warta poznania, ale - uwaga! - dla wytrwałych! Historia Dominika i jego rodziny została ujęta na niemal 900 stronach, zatem to dłuższe posiedzenie - w tę sagę trzeba się wgryźć, nie da się jej schrupać za jednym razem.

    Historia być może nie jest odkrywcza, ale z pewnością na uwagę zasługuje fakt, że wszelkie wątki znajdują rozwiązanie w słodko-gorzkim finale, choć trzeba przyznać, że autor nieco się z nami droczy, zanim zdradzi sekrety tej rodziny. Wydaje mi się, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, ponieważ ta historia wiele w sobie mieści. Nie zabraknie tu miłości we wszystkich (chyba naprawdę wszystkich) konfiguracjach, będzie chwila na młodzieńczy bunt i rozgoryczenie, pojawi się problem choroby psychicznej i wypływu, jaki wywiera ona na środowisko chorego, zahaczymy o wojnę, kondycję Ameryki (kiedyś i dziś), wejdziemy w relacje zachodzące między rasami i między ludźmi w ogóle, poza tym czeka nas chwila wzruszeń, oburzenia i strachu.

    To wiem na pewno jest zajmującą powieścią, z którą spędzicie dłuższą chwilę. To kompletna opowieść poruszająca wiele wątków, odnosząca się do wielu (zupełnie niespodziewanych) zagadnień i, co ważne, przesłonięta pewnymi rodzinnymi sekretami. Zewsząd bije w nas dramatyzmem, z każdej strony uwierają niewygodne podszepty. Jeśli szukacie czegoś, co jest bliskie życiu, a jednocześnie zupełnie od niego odłączone, to ta powieść będzie dla Was idealna.