niedziela, 28 czerwca 2020

On wie wszystko: "Wielbiciel" M. Czornyj


Wielu psychopatów sprawdzało psychiczną wytrzymałość swoich ofiar. Tak działali też zwykli domowi kaci, dręczący swoje żony, mężów lub dzieci. Nie chodziło im o przełamanie barier, ale o sprawdzenie, czy mogą to zrobić.

Max Czornyj, Wielbiciel, Filia, Poznań 2020.

W państwie demokratycznym każdy ma prawo wyboru. To właśnie tu, poprzez głosowanie, powierza się swoją przyszłość w czyjeś ręce. Wybieramy, co oczywiste, zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przyglądamy się kampaniom wyborczym, oglądamy kandydatów z każdej strony, wsłuchujemy uważnie w ich obietnice. 

Za kandydatami stoją ludzie, dzięki którym ich kampanie jakoś się kręcą.Opracowują strategię, kreują konkretny wizerunek, piszą przemowy, publikują odpowiedni (starannie dobrany) kontent w mediach społecznościowych i piszą trafne przemowy, wymyślają slogany, próbując wkraść się w łaski wyborców. Wyborcy dostają gotowy, łatwy do przełknięcia produkt, a właściwie kilka takich, z których należy wybrać najlepszy. Kręcą Was takie polityczne rozgrywki?Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to lecimy dalej.

Wielbiciel to jedna z kilku powieści autorstwa Maxa Czornyja, którą przeczytałam, choć jej recenzja jako pierwsza znajdzie się na blogu. Sięgnęłam po tę książkę w tzw. ciemno, ponieważ i Rzeźnik,Inna, Najszczęśliwsza zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Nie było zatem żadnych przeszkód, by chwycić najnowsze dzieło autora i dać się porwać w wir zdarzeń. Niestety, nie wszystko poszło zgodnie z planem, ponieważ książka zamiast wywołać szysze bicie serca, wprowadzała mnie raz za razem w iście senny nastrój.

On wie wszystko


Czas wyborów to trudny okres, któremu nieustannie towarzyszy napięcie. Tym razem jest nie inaczej, bowiem każdy z kandydatów marzy o tym, by posadzić swój tyłek na prezydenckim stołku. Miasto czeka na nowego przywódcę! Jeden z kandydujących ma wyjątkowo wysokie notowania, doskonały plan działania, a jego kampania wyborcza (czaruś z niego, więc na to stawiano) idzie pełną parą. Do czasu... Kiedy wydaje się, że ma już wygraną w kieszeni, jego życie wywraca się do  góry nogami.

Pewnego dnia niemal wszystko się sypie: okazuje się, że jedna z kontrkandydatek pożegnała się z tym światem (samobójstwo czy morderstwo? – oto jest pytanie!), co wprowadza dość grobową atmosferę w radosną kampanię naszego głównego kandydata (w końcu pozory muszą być). To jednak nie wszystko! W życie polityka wtargnął Wielbiciel, który zatruwa skutecznie jego codzienność, a poza tym ma asa w rękawie: porwał jego małą córeczkę.


Wtargnięcie Wielbiciela sporo namiesza nie tylko w polityce, ale też w małżeńskim pożyciu. Trzeba przyznać, że jego plan jest niewybredny i bezwzględny, a do tego – co mocno zaskakuje – zna on tajemnice, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Czego chce intruz i w jaki sposób wpłynie na wybory potencjalnego prezydenta?

Polityczna intryga


Historię poznamy z trzech różnych stron: przyjrzymy się politykowi, który (wciąż podtapiany przez Wielbiciela) stara się jakoś utrzymać na politycznej i małżeńskiej powierzchni; wyruszymy w poszukiwaniu tropu z młodą i ciekawą świata oraz żądną sensacji dziennikarką, którą trudno odstraszyć; przeprowadzimy interesujące dochodzenie wraz z policjantem zmagającym się ze swoimi problemami. Wszelkie działania bohaterów kręcą się wokół jednego wątku, choćby pośrednio. Wszystko jest tu ze sobą w jakiś sposób powiązane, choć początkowo możemy nie dostrzegać cienkich nici łączących kolejne wydarzenia. W każdy razie całość zawiązuje się w dobrym tego słowa znaczeniu – splata i... nagle wszystko staje się oczywiste.

Początkowo jest fascynująco! Autor zaciekawił mnie prologiem, który właściwie podsyca chęć zagłębienia się w tę opowieść. Potem bohaterowie zdobywają moje współczucie, bo w końcu porwanie dziecka nigdy nie powinno mieć miejsca! Gdy już początkowe napięcie opadło, a czytelnik zostaje przerzucony do kolejnej postaci, wszystko zaczyna się ślimaczyć... Niestety, początkowa fascynacja uleciała bezpowrotnie. Bu! Fajerwerki szybko się wypaliły.

Na szczęście styl autora pomaga sprawnie przejść przez tę opowieść i bezproblemowo dotrzeć do finału. Gdyby ten fakt szedł w parze z zatrważającymi zwrotami akcji, byłoby naprawdę doskonale. Zawirowania w fabule pojawiają się – nie da się temu zaprzeczyć – jednak nie są w moim odczuciu spektakularne... Brak im mocnego tąpnięcia, brak krwawej bruzdy, którą trudno byłoby przeoczyć.

Wielbiciel to powieść, w której najważniejszy staje się wybór: każdy musi podjąć odpowiednią decyzję, by coś ugrać lub czegoś ważnego nie stracić. Właściwie nie ma żadnej gwarancji, że ta czy inna opcja okaże się najlepszą, ale bez wątpienia gra jest warta świeczki. Zmieniają się pragnienia i priorytety, a jednak każde działanie trzeba  Autor podsuwa nam też do rozważenia znaczenie obsesji – jej wpływ na życie i podejmowanie działań przez jednostkę. Poza tym udowadnia, co dotyka nas niemal na każdym kroku, że nikt nie żyje w próżni, a poleganie na drugim człowieku, nie zawsze wychodzi na dobre.

Wielbiciel reklamowany jako thriller psychologiczny nie do końca wpisuje się w moje wyobrażenie o tym gatunku – zabrakło tu pogłębionego profilu "sprawcy", po macoszemu potraktowano emocje (te powinny buzować!) i choć w finale wiele się wyjaśnia, to jednak brakuje tego mrowiącego napięcia, które nie opuszczałby nas w trakcie lektury i nieustannie podsycało ciekawość. Myślę, że bliżej tej książce do kryminału politycznego z wątkiem psychologicznym i gdyby tak rozpatrywać tę powieść, to z pewnością nie można się tu do niczego przyczepić, a jedynie przyklasnąć, bowiem to świetna polityczna intryga.

Mimo wszystko autora dalej uwielbiam, a już wkrótce wezmę się za kolejne powieści, które wyszły spod jego pióra – trochę się tego uzbierało, a już dawno miałam w planie ten maraton. Niedługo też opowiem Wam o pozostałych książkach, które już za mną – spodziewajcie się ochów i achów!