wtorek, 30 czerwca 2020

Po nitce do kłębka: "Zaklinacz" D. Carrisi


Każdy morderca ma "plan", precyzyjny szablon, który dostarcza mu satysfakcji, napawa dumą. Najtrudniejszym zadaniem jest zrozumieć tę jego wizję.

Donato Carrisi, Zaklinacz, przeł. J. Jackowicz, t. 1, Albatros, Warszawa 2020.

Dawno nie było powieści z wątkiem osoby zaginionej, prawda? Nic jednak straconego, ponieważ tym razem proponuję Wam powieść naszpikowaną tajemniczymi zniknięciami. Będziemy poszukiwać nie jednej, ale sześciu zaginionych dziewczynek, a każdy trop zaprowadzi nas w zupełnie nieznane rejony, odsłaniając kolejne niewygodne fakty.

Donato Carrisi szybko przekonał mnie do swojego pióra; już po pierwszym spotkaniu z jego prozą wiedziałam, że chętnie spróbuję czegoś więcej. Choć za mną dopiero dwie jego powieści: W labiryncie (od której zaczęła się moja przygoda z tym pisarzem) oraz Zaklinacz (tej historii przyjrzymy się dziś bliżej), to prawdopodobnie na tym nie poprzestanę.

Po nitce do kłębka


Cmentarzysko dłoni skrywało nie jeden, ale sześć tajemniczych członków, które  co widać już na pierwszy rzut oka  należały do kilkuletnich dziewczynek. Podejrzenia od razu padają na potwora, któremu przypisuje się pięć porwań, ale kim jest jest szósta ofiara? Istnieją pewne podejrzenia (poparte odpowiednimi badaniami), że dziecko jeszcze żyje, a taki trop wymaga podjęcia natychmiastowych działań. Zespół dochodzeniowy bierze się zatem ostro do roboty, bo jeśli istnieje cień szansy na uratowanie tego jednego życia, oni zamierzają tego dokonać.

Wśród poszukiwaczy zaginionych dzieci znajdziemy: Milę Vasquez, która została przydzielona do tej sprawy, ponieważ już wcześniej radziła sobie w tym temacie; w komplecie jest doktor, profiler Goran Gavila, który specjalizuje się w poszukiwaniu zaginionych. Poza tym mamy jeszcze szefa (ktoś musi czuwać nad całością), kobietę, która w ogóle nie ułatwia Mili odnalezienia się w nowym zespole (pewnie ma swoje powody i wcale nie chodzi o to, że jest zimną suką) oraz Boris (dość nijaki, który przywodzi na myśl ciepłą kawę i rogaliki).

Ekipa podejmie dość nierówną walkę z Albertem (tym imieniem ochrzcili mordercę), a każdy kolejny trop utwierdzi ich jedynie w przekonaniu, że przestępca zawsze jest krok przed nimi, co więcej  znalazło się dla nich miejsce w jego nietuzinkowym planie.

Okazuje się, że na zaginionych dziewczynkach się nie kończy  ba, to dopiero początek. Każda zbrodnia prowadzi do kolejnej, a Albert odsłoni przed zespołem dochodzeniowym niejedną tajemnicę obywateli, którzy dotychczas uchodzi za wzór cnót. Mnogość zbrodni, motywów, przestępców i tropów, a w tym całym sajgonie Mila i Goran, którzy również mają co nieco do ukrycia.

Nudy nie będzie

Zacznę od tego, że Zaklinacza czyta się bardzo dobrze, ponieważ mnogość wątków, zbrodni, kombinacji, sprawców, motywów nie daje nam właściwie chwili wytchnienia  tu wciąż coś się dzieje, a śledztwo staje się dzięki temu mocno zagmatwane. W centrum znajdziemy zaginione dziewczynki (to nasz punkt wyjściowy), ale od każdej z nich możemy poprowadzić osobne tory, które wyznaczają drogę do kolejnych przystanków. Trudno tu też mówić o monotematycznym podejściu do zbrodni, bowiem każda z nich jest inna. Cóż, jeśli jesteście gotowi na przegląd kryminalny, to na pewno ta powieść przypadnie Wam do gustu.

Intryga, którą zaproponował nam Carrisi, jest tak doskonale zawiązana  wszystko znajduje ujście w finale, ale nie o sam finał chodzi, bowiem wielokrotnie damy się po drodze zaskoczyć. No, dobra, finał jest najlepszy, bo nieco wybija z rytmu, a przy tym nie daje się tak łatwo rozszyfrować.  Wiem, że wielu czytelnikom nie przypadnie on gustu  można uznać go za nieco naciągany, ale mnie się bardzo podobał. Zresztą, podobnie było w przypadku zakończenia W labiryncie  jedni pokochali, inni odrzucili z niesmakiem.

Do smaczków mogę zaliczyć sporą dawkę teorii, którą autor przemyca niemal za każdym razem, kiedy nasz zespół dochodzeniowy bierze się za śledztwo. Carrisi opisuje techniki, metody, podsuwa procedury. Z początku mnie to trochę denerwowało, ponieważ odnosiłam wrażenie, że to jakiś sztuczny twór  sztywno wpleciony w fabułę  jednak z czasem oswoiłam się z tymi wstawkami i, co przyznaję z zadowoleniem, dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy.

Nie podobało się zupełnie wprowadzenie w fabułę wątków mocno oderwanych od rzeczywistości, które okazały się znaczące dla sprawy. Miałam nadzieję na osadzone w realizmie śledztwo, w którym nie byłoby żadnych wątpliwych osób. Niestety, autora poniosło i pojawiają się pewne nadprzyrodzone motywy. Wszystko oczywiście splata się w elegancką całość, ale to już nie to samo... Odrealnienie nie wyszło tej opowieści na dobre. Warto też zaznaczyć, że splot wydarzeń może wydawać się mocno naciągany, ale w tym przypadku przymknęłam na to nieco oko, bo po prostu było to ciekawe doświadczenie.

Na pewno sięgnę po kontynuację tej powieści, bo jestem bardzo ciekawa, czym autor mnie tym razem zaskoczy. Zaklinacz jest w moim odczuciu słabszy od W labiryncie, ale to wciąż dobra i ciekawa historia, w której bez wątpienia można się zaczytywać i czerpać z tej specyficznej kombinacji ogrom przyjemności.